28.11.2023, 01:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2023, 11:44 przez Maeve Chang.)
Oby Leo nigdy nie obwieścił swoich marzeń o duplikacie na głos, oby. Jak Mewa usłyszy te bezeceństwa, to mu kręgosłup przemebluje zaraz po tym, jak się zrzyga na samą myśl. Ewentualnie na odwrót, najpierw zwymiotuje, a potem przejdzie do przemocy fizycznej.
Miała go za wybitnego dziwaka, wystarczyło. Nie musiał dołączać jeszcze zboczeń do swojego curriculum vitae.
- Jedyne, co się nie skleja, to twoja gęba - odpsykowała, choć już nieco spokojniej, bo na negatywne emocje wywołane całym zajściem zaczął opadać kurz. Wypuściła powietrze z ciężkością, przeczesała palcami włosy. Traciła już zwyczajnie siły przerobowe przez tego pajaca. Przecież nawet święty by z nim zgłupiał, a co dopiero taka Mewa.
Wysłuchała jego wywodu o nieagresji, co kilka słów posyłając spojrzenie siostrzenicy, jakby chciała się upewnić, że to nie halucynacje z nerwów i że Maya też słyszy to pierdolenie. Znowu westchnęła, podpierając się pod boki. Spojrzała na Leo wyczekująco; naprawdę marzyła, żeby skończył.
- Nie jesteśmy twoimi przyjaciółkami, a jeśli się pojawimy na twoim pogrzebie, to jedynie dlatego, że same będziemy zakopywać ciało. Więc się nie rozpędzaj z amorami, bo tylko umrzesz spocony - odparła, widząc to podniecenie, co się malowało nie tylko na twarzy O'Dwyera, ale również targało całym jego ciałem. Była przekonana, że jak tak dalej pójdzie, to mu żyłka w nosie z ekscytacji pęknie i nie tylko Mewę, ale i jego krew zaleje.
- Gościu, spotkaliśmy się raz. Raz! I to w interesach! Znam cię prawie tak dobrze, jak mojego ojca - wywróciła oczyma mówiąc to, nie mijając się wcale z prawdą. Bądź co bądź, o Leo teraz wiedziała już więcej niż o tym drugim, ale zasób wiedzy nadal był znikomy. Zwłaszcza jego na temat jej.
- Skoro wolałbyś umrzeć, to zrób to. Nie pozwól, aby twoje marzenia pozostały marzeniami. Maya, zwijamy się - obwieściła tuż po tym, gdy wygłosiła w kierunku Leo karykaturalną mowę motywującą. Zrobiła to jednak tak martwym i wyzutym z entuzjazmu tonem, że tylko głupi mógłby to wziąć za doping.
Złapała siostrzenicę za rękę i bez pożegnania się z absztyfikantem zaczęła ją ciągnąć w stronę domu. Robiła duże i szybkie kroki, bo chciała jak najszybciej się ewakuować z jego pola widzenia, przez co Maya mogła trochę nie nadążać, ale było to poświęcenie, na jakie była gotowa. Liczyła, że uciekną mu, zanim wpadnie na śledzenie ich.
Miała go za wybitnego dziwaka, wystarczyło. Nie musiał dołączać jeszcze zboczeń do swojego curriculum vitae.
- Jedyne, co się nie skleja, to twoja gęba - odpsykowała, choć już nieco spokojniej, bo na negatywne emocje wywołane całym zajściem zaczął opadać kurz. Wypuściła powietrze z ciężkością, przeczesała palcami włosy. Traciła już zwyczajnie siły przerobowe przez tego pajaca. Przecież nawet święty by z nim zgłupiał, a co dopiero taka Mewa.
Wysłuchała jego wywodu o nieagresji, co kilka słów posyłając spojrzenie siostrzenicy, jakby chciała się upewnić, że to nie halucynacje z nerwów i że Maya też słyszy to pierdolenie. Znowu westchnęła, podpierając się pod boki. Spojrzała na Leo wyczekująco; naprawdę marzyła, żeby skończył.
- Nie jesteśmy twoimi przyjaciółkami, a jeśli się pojawimy na twoim pogrzebie, to jedynie dlatego, że same będziemy zakopywać ciało. Więc się nie rozpędzaj z amorami, bo tylko umrzesz spocony - odparła, widząc to podniecenie, co się malowało nie tylko na twarzy O'Dwyera, ale również targało całym jego ciałem. Była przekonana, że jak tak dalej pójdzie, to mu żyłka w nosie z ekscytacji pęknie i nie tylko Mewę, ale i jego krew zaleje.
- Gościu, spotkaliśmy się raz. Raz! I to w interesach! Znam cię prawie tak dobrze, jak mojego ojca - wywróciła oczyma mówiąc to, nie mijając się wcale z prawdą. Bądź co bądź, o Leo teraz wiedziała już więcej niż o tym drugim, ale zasób wiedzy nadal był znikomy. Zwłaszcza jego na temat jej.
- Skoro wolałbyś umrzeć, to zrób to. Nie pozwól, aby twoje marzenia pozostały marzeniami. Maya, zwijamy się - obwieściła tuż po tym, gdy wygłosiła w kierunku Leo karykaturalną mowę motywującą. Zrobiła to jednak tak martwym i wyzutym z entuzjazmu tonem, że tylko głupi mógłby to wziąć za doping.
Złapała siostrzenicę za rękę i bez pożegnania się z absztyfikantem zaczęła ją ciągnąć w stronę domu. Robiła duże i szybkie kroki, bo chciała jak najszybciej się ewakuować z jego pola widzenia, przez co Maya mogła trochę nie nadążać, ale było to poświęcenie, na jakie była gotowa. Liczyła, że uciekną mu, zanim wpadnie na śledzenie ich.
Koniec sesji
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —