Dobrze wiedział jak bardzo żywotna potrafiła być Olivia i dlatego bardzo doceniał to, że starała się do niego dopasować z uwagi na jego chorobę. Nie sprawiało to, że wszystkim wspólnie spędzonym chwilom czegoś brakowało. W towarzystwie swojej przyjaciółki bawił się naprawdę dobrze i miał nadzieję, że podczas tegorocznej Lithy będzie tak samo. Zapowiadało się naprawdę dobrze. Wszystkie jego gesty wywarły także pozytywne wrażenie na jego towarzyszce.
— Czasami się zdarza. — Nie starał się zaskakiwać wszystkich osób w swoim otoczeniu, tylko te na których mu zależało. Uśmiech nie schodził mu z ust, a pocałowany w policzek w podzięce za ten komplet przez moment poczuł że delikatnie zapiekły go policzki. Olivia naprawdę ładnie wyglądała w tej zwiewnej, błękitnej sukience. — Możesz to zrobić po naszym spotkaniu. Trochę już cię znam i wytrzymałabyś tam z tydzień? — Zażartował. Gdyby skryła się na miesiąc w domu to starałby się ją często odwiedzać, choć naprawdę miał podstawy sądzić, że długo nie wytrzymałaby zamknięta w czterech ścianach. Przy sprzyjających wiatrach tydzień.
Leon nie miał możliwości uczestniczenia w ostatnim Beltane. Wieści, które dotarły do niego w maju, wywołały u niego trwogę. Jednocześnie bardzo zainteresowały go sprawy powiązane z Limbem. Sam miał nadzieję na to, że nie dojdzie do kolejnego bestialskiego ataku ze strony zamaskowanych czarodziejów.
On również uwielbiał uczestniczyć w sabatach, doświadczać całej ich magii i krążyć od stoiska do stoiska. Chętnie rozmawiał z ludźmi, ze swoimi przyjaciółmi i chętnie poznawał nowe osoby.
— To właśnie chciałem powiedzieć o tobie. — Zawtórował śmiechem swojej przyjaciółce, samemu sięgając po swój wianek. Nałożył go sobie na skronie. Rudowłosa Olivia teraz zyskała coś z leśnej boginki, zwłaszcza że nosiła wianek z paproci. Po założeniu swojego wieńca poczuł się... inaczej. Poczuł jak wstępują w niego nieznane mu siły witalne, co było widoczne w jego nieznacznie szybszym tempie chodu. Poczuł się też mniej zmęczonym, niż zwykle. Poczuł się także mniej osłabionym. To musiało mieć związek z noszonym przez niego wiankiem. Skierował się wraz z trzymającą go za rękę Olivią w stronę tych straganów. Zdecydowanie powinni zobaczyć te kramy. Od tych z jedzeniem, trunkami po wyroby rzemieślnicze.
— Ile tutaj jest tych kramów. Tam sprzedają nietopiące się lody, tam watę cukrową... czego tutaj nie ma. Masz ochotę na lody albo watę cukrową? — Przechadzający się pomiędzy tymi wszystkimi kramami Leon naprawdę nie wiedział na czym zawiesić oko. Lody albo wata cukrowa jednak stanowiły dobry początek. — Po kramach powinniśmy podejść do ogniska. — Zasugerował. Jako jasnowidz, wróżbita nie mógł nie spojrzeć w płomienie. Musiał poznać swoją przyszłość w ten sposób.