28.11.2023, 05:40 ✶
Leviathan ani nie należał do osób przesadnie religijnych, ani też takich, które absolutnie świetnie bawiły się na imprezach tego pokroju. Ustawione na zewnętrznym kręgu stragany, które towarzyszyły każdemu sabatowi, ni to go grzały ni to ziębiły, stanowiąc dla niego raczej średnią atrakcję, ale ich największą wadą było chyba to, że zwabiały tłumy wygłodniałe znajdujących się na nich szpargałów. Wcześniej jeszcze, po ostatnim sabacie, który zakończył się nad wyraz felernie, spodziewał się że kowen odstąpi od organizacji obchodów, jednak potem - wraz z listem od ojca i szybkim rozwojem sytuacji narzeczeństwa, uświadomił sobie że sabat nie tylko się odbędzie, ale on sam będzie musiał wziąć w nim czynny udział i oświadczyć się Sarze.
Nawet jeśli od momentu kiedy dotarło do niego, że czeka go narzeczeństwo, do samej Lithy minęło trochę czasu, a on zdążył jakoś oswoić się z tym konceptem, nie do końca mu to jeszcze leżało. Wszystko działo się tak szybko, a on bardzo chętnie spędziłby kolejny miesiąc użalając się nad sobą w Snowdonii i smętnie wyglądając za okno.
Zamyślił się na moment, spojrzeniem podążając w kierunku kolejki, która ciągnęła się przy stoisku Abottów, gdzie rozdawano wianki, jednak po chwili zastanowienia, wcale nie wydawała się taka opieszała. Plecionki wydawano szybko i sprawnie, przez co ogonek całkiem gładko posuwał się do przodu, kiedy kolejne osoby odchodziły gdzieś dalej z wieńcami nałożonymi na głowy.
Odchrząknął krótko, przenosząc spojrzenie na towarzyszącą mu Macmillan i tym samym próbując dyskretnie przerwać jej to o czym właśnie mówiła, a na czym aktualnie w ogóle się nie skupiał.
- To od czego chciałabyś zacząć? - zapytał, bo chyba jakaś część niego chciała, żeby było miło. Żeby chociaż odrobinę odwrócić uwagę od faktu, że pierścionek zaręczynowy ciążył mu w kieszeni, niczym kamień uwiązany do szyi. Uśmiechnął się do niej lekko. - Może wianki? - zaproponował, ruchem głowy wskazując na straganik i krzątające się przy nim osoby. - Wyglądają całkiem przekonująco.
Nawet jeśli od momentu kiedy dotarło do niego, że czeka go narzeczeństwo, do samej Lithy minęło trochę czasu, a on zdążył jakoś oswoić się z tym konceptem, nie do końca mu to jeszcze leżało. Wszystko działo się tak szybko, a on bardzo chętnie spędziłby kolejny miesiąc użalając się nad sobą w Snowdonii i smętnie wyglądając za okno.
Zamyślił się na moment, spojrzeniem podążając w kierunku kolejki, która ciągnęła się przy stoisku Abottów, gdzie rozdawano wianki, jednak po chwili zastanowienia, wcale nie wydawała się taka opieszała. Plecionki wydawano szybko i sprawnie, przez co ogonek całkiem gładko posuwał się do przodu, kiedy kolejne osoby odchodziły gdzieś dalej z wieńcami nałożonymi na głowy.
Odchrząknął krótko, przenosząc spojrzenie na towarzyszącą mu Macmillan i tym samym próbując dyskretnie przerwać jej to o czym właśnie mówiła, a na czym aktualnie w ogóle się nie skupiał.
- To od czego chciałabyś zacząć? - zapytał, bo chyba jakaś część niego chciała, żeby było miło. Żeby chociaż odrobinę odwrócić uwagę od faktu, że pierścionek zaręczynowy ciążył mu w kieszeni, niczym kamień uwiązany do szyi. Uśmiechnął się do niej lekko. - Może wianki? - zaproponował, ruchem głowy wskazując na straganik i krzątające się przy nim osoby. - Wyglądają całkiem przekonująco.