28.11.2023, 09:13 ✶
Leta jak zwykle plotła trzy po trzy, a Cathal jak zwykle połowę jej paplaniny wpuszczał jednym uchem i wypuszczał drugim. Nie odpowiadał na słowa o Latajku i o tym, że pewnie z nim nigdy nikt nie wyruszyłby na szukanie kwiatu paproci, rzeczywiście zresztą ciężkiego do znalezienia w okolicach Stonehange. Musiał jednak przyznać jej rację odnośnie powodów, dla których Ministerstwo zdecydowało się zorganizować Beltane.
- Być może Minister Magii nie chciała uchodzić za słabą, choć jest słaba. Jej stołek pewnie chwieje się w posadach. A Macmillanowie mogą obawiać się gniewu bogini.
Przy tych ostatnich słowach uśmiechnął się trochę cynicznie, jakby nie dowierzał w ten gniew Matki. I tak istotnie było. W jego oczach, gdyby Matka Księżyca naprawdę była potężna i mogła się na kimś mścić, powinna już ten gniew wyładować na Voldemorcie.
Niebo było puste, dalekie i zimne.
Może dlatego spojrzał w ten ogień. Nie sądził, że coś tam zobaczy, bo chociaż Ginny niekiedy przepowiadała mu przyszłość, to nigdy nie dostrzegł żadnych wróżb w płomieniach. Spoglądał na sylwetkę samotnego człowieka z pewnym zamyśleniem, choć przeczucie nadchodzącej tęsknoty przyjął raczej z zastanowieniem niż z obawą. Za kim miałby tęsknić i czemu, skoro był trochę nomadą, zmieniał już parokrotnie kraje i twarze wokół siebie? Jeżeli miał przyjaciół, to trójkę, może czwórkę, i dwóch miał tu przy sobie, a Nell pewnie kręciła się gdzieś w okolicy i nie zanosiło się, aby któreś z nich planowało na dobre zniknąć z jego życia. Bez rodziny obywał się od lat, luźne więzy utrzymując z ciotką Shafiq, a poza tym żoną martwego krewnego i jej wnukiem. Chodziło może o Flintównę? Tyle że przecież chociaż lubił Cynthię, to nie tak, że opętała go bez reszty i pogrążyłby się w tęsknocie, gdyby rzuciła się w ramiona innego.
Otrząsnął się z zamyślenia na słowa Ulyssesa. Czytał gazety, widział tę wzmiankę, ale i brał pod uwagę, że mogła to być niesprawdzona plotka. Nie wypytywał jednak o to, kiedy ostatni raz widzieli się w domu Isabelli Gaunt, i oglądał nowe meble, a potem wyjaśniał Ulyssesowi, dlaczego pies potrzebuje imienia. Jeśli była to pogłoska, nie miała znaczenia, a jeśli Rookwood chciałby o tym porozmawiać... pewnie wspomniałby coś prędzej czy później.
- Sam o tym zdecydowałeś?
Ktoś bardziej empatyczny od Cathala mógłby zacząć zastanawiać się nad doborem słów, nad tym, w jaki sposób zareagować i jak przyjaciele wesprzeć. Ale Shafiq, chociaż to nie tak, że o Ulyssesa nie dbał, nie był królem empatii, a poza tym (czy może przede wszystkim) nie sądził, by Rookwood oczekiwał od niego jakiejś konkretnej reakcji. Prędzej jakiejkolwiek: czegoś poza zignorowaniem i potraktowaniem sprawy jako nieważnej. A i w tym tłumie, pośród wielu bodźców, lepiej było postawić na krótką wypowiedź, którą łatwiej przetworzyć i łatwiej udzielić odpowiedzi.
- Być może Minister Magii nie chciała uchodzić za słabą, choć jest słaba. Jej stołek pewnie chwieje się w posadach. A Macmillanowie mogą obawiać się gniewu bogini.
Przy tych ostatnich słowach uśmiechnął się trochę cynicznie, jakby nie dowierzał w ten gniew Matki. I tak istotnie było. W jego oczach, gdyby Matka Księżyca naprawdę była potężna i mogła się na kimś mścić, powinna już ten gniew wyładować na Voldemorcie.
Niebo było puste, dalekie i zimne.
Może dlatego spojrzał w ten ogień. Nie sądził, że coś tam zobaczy, bo chociaż Ginny niekiedy przepowiadała mu przyszłość, to nigdy nie dostrzegł żadnych wróżb w płomieniach. Spoglądał na sylwetkę samotnego człowieka z pewnym zamyśleniem, choć przeczucie nadchodzącej tęsknoty przyjął raczej z zastanowieniem niż z obawą. Za kim miałby tęsknić i czemu, skoro był trochę nomadą, zmieniał już parokrotnie kraje i twarze wokół siebie? Jeżeli miał przyjaciół, to trójkę, może czwórkę, i dwóch miał tu przy sobie, a Nell pewnie kręciła się gdzieś w okolicy i nie zanosiło się, aby któreś z nich planowało na dobre zniknąć z jego życia. Bez rodziny obywał się od lat, luźne więzy utrzymując z ciotką Shafiq, a poza tym żoną martwego krewnego i jej wnukiem. Chodziło może o Flintównę? Tyle że przecież chociaż lubił Cynthię, to nie tak, że opętała go bez reszty i pogrążyłby się w tęsknocie, gdyby rzuciła się w ramiona innego.
Otrząsnął się z zamyślenia na słowa Ulyssesa. Czytał gazety, widział tę wzmiankę, ale i brał pod uwagę, że mogła to być niesprawdzona plotka. Nie wypytywał jednak o to, kiedy ostatni raz widzieli się w domu Isabelli Gaunt, i oglądał nowe meble, a potem wyjaśniał Ulyssesowi, dlaczego pies potrzebuje imienia. Jeśli była to pogłoska, nie miała znaczenia, a jeśli Rookwood chciałby o tym porozmawiać... pewnie wspomniałby coś prędzej czy później.
- Sam o tym zdecydowałeś?
Ktoś bardziej empatyczny od Cathala mógłby zacząć zastanawiać się nad doborem słów, nad tym, w jaki sposób zareagować i jak przyjaciele wesprzeć. Ale Shafiq, chociaż to nie tak, że o Ulyssesa nie dbał, nie był królem empatii, a poza tym (czy może przede wszystkim) nie sądził, by Rookwood oczekiwał od niego jakiejś konkretnej reakcji. Prędzej jakiejkolwiek: czegoś poza zignorowaniem i potraktowaniem sprawy jako nieważnej. A i w tym tłumie, pośród wielu bodźców, lepiej było postawić na krótką wypowiedź, którą łatwiej przetworzyć i łatwiej udzielić odpowiedzi.