28.11.2023, 13:01 ✶
Wyglądało na to, że Beltane odcisnęło na niej o wiele większe piętno, niż początkowo zakładała. Nie, nic jej się nie stało i nie, nie brała bezpośredniego udziału w tych wydarzeniach, ale niewątpliwie naruszyło to jej i tak już chwiejne poczucie bezpieczeństwa. Dla kogoś takiego jak ona, koło roku, cały ten cykl przeplatających się ze sobą sabatów był jedyną nutą stabilności. Uczucia przychodziły i odchodziły, przyjaciele pokazywali się z różnych stron, rodzina też traktowała ją różnie (jej zdaniem nigdy sprawiedliwie), ale wiara dawała jej stałość, do której mogła zwrócić się w chwilach niepewności. W kwietniu powiedziałaby: nieważne co się stanie, jutro i tak wzejdzie słońce, ale mugole z Doliny jej tę pewność bezpowrotnie zachwiali. Sabat Lithy miał nie odbyć się wcale, to tutaj było pospiesznie sklejoną wersją czegoś dla niej niesamowicie ważnego, można by powiedzieć, że wręcz nadającego sens jej życiu. Idąc z nim pomiędzy tymi tłumem ludzi pierwszy raz od dawna czuła się w takiej scenerii zupełnie obco. Niby brała udział w przygotowaniach, ale tym razem nie prowadziła żadnego stoiska i czuła się bez tego jakoś pusto, jakby ktoś zabrał jej ulubioną zabawkę i zamiast niej dał jej jakąś nową, ale obcą, a powiedział głośno: baw się tu i teraz. Niby się zgodziła, ale pozostawało to niewypowiedziane pytanie: jak?
Oczywiście, że próbowała go czymś zagadać. Słowa spływające z jej ust nie były szczególnie ujmujące - tłumaczyła mu coś o tych wielkich kamieniach, o rytuałach, które odprawiała tutaj Isobell kiedy Sarah była jeszcze małym dzieckiem i o wielkiej sile drzemiącej w miejscach kultu, ale pierwszy raz w jego towarzystwie dało się wyczuć w głosie dziewczyny zwyczajny stres. Kiedy przerwał jej zadając pytanie, Sarah momentalnie zgubiła wątek, po kilku sekundach sama już nie pamiętała o czym mówiła, więc odetchnęła głęboko, a później na jej twarz wrócił szeroki uśmiech, oblany wyraźnym rumieńcem widocznym na bladych policzkach. Miło byłoby pomyśleć, że zawdzięczała go jego obecności, bo naprawdę jej na tym zależało, ale prawda była inna - zawdzięczała go dwóm dużym kieliszkom, które wyzerowała z Agathą przed wyjściem z Whitecroft.
- Haaa, po Beltane throchę źle mi się kojarzą - przyznała dosyć otwarcie, skracając dystans pomiędzy nimi. Nie chciała, żeby ktoś pomyślał, że nie byli tu razem, a jednocześnie bała się złapać go pod rękę, kiedy od sam nie zaoferował jej ramienia. - Tak pomiędzy nami, to jestem tlochę zdziwiona, że wszyscy zakładają je na głowę tak ochoczo... Po ostatnim sabacie wpłynęło do nas tyle skalg, że Pops nie nadążał na nie odpisywać. - Zachichotała, ale tak nerwowo.
Kolejny krok w stronę Leviathana. Czy sam wpadnie na to, że chciała złapać go za rękę?
Oczywiście, że próbowała go czymś zagadać. Słowa spływające z jej ust nie były szczególnie ujmujące - tłumaczyła mu coś o tych wielkich kamieniach, o rytuałach, które odprawiała tutaj Isobell kiedy Sarah była jeszcze małym dzieckiem i o wielkiej sile drzemiącej w miejscach kultu, ale pierwszy raz w jego towarzystwie dało się wyczuć w głosie dziewczyny zwyczajny stres. Kiedy przerwał jej zadając pytanie, Sarah momentalnie zgubiła wątek, po kilku sekundach sama już nie pamiętała o czym mówiła, więc odetchnęła głęboko, a później na jej twarz wrócił szeroki uśmiech, oblany wyraźnym rumieńcem widocznym na bladych policzkach. Miło byłoby pomyśleć, że zawdzięczała go jego obecności, bo naprawdę jej na tym zależało, ale prawda była inna - zawdzięczała go dwóm dużym kieliszkom, które wyzerowała z Agathą przed wyjściem z Whitecroft.
- Haaa, po Beltane throchę źle mi się kojarzą - przyznała dosyć otwarcie, skracając dystans pomiędzy nimi. Nie chciała, żeby ktoś pomyślał, że nie byli tu razem, a jednocześnie bała się złapać go pod rękę, kiedy od sam nie zaoferował jej ramienia. - Tak pomiędzy nami, to jestem tlochę zdziwiona, że wszyscy zakładają je na głowę tak ochoczo... Po ostatnim sabacie wpłynęło do nas tyle skalg, że Pops nie nadążał na nie odpisywać. - Zachichotała, ale tak nerwowo.
Kolejny krok w stronę Leviathana. Czy sam wpadnie na to, że chciała złapać go za rękę?
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.