Nordgersimowie nie mogli przegapić swojego udziału w następnym w roku sabacie. Po wydarzeniach, jakie miały miejsce podczas Beltane, Dagur pozostawał rozdarty - z jednej strony nie był przekonany co do tego aby organizacja sabatu była rozsądnym przedsięwzięciem, z drugiej - skoro już miała miejsce to warto było z tego skorzystać i trochę się rozerwać. Widocznie to właśnie tego wszyscy potrzebowali po tych wszystkich tragediach. Wyznawali wiarę swoich przodków, co mogli praktykować poza granicami swojej ojczyzny.
Rosły Dagur tego dnia założył koszulę z czerwonej flaneli, podwijając rękawy do łokci oraz spodnie dżinsowe. Z okazji tego święta nawet bardziej się uczesał. Zawieszony na pasie róg obijał się o jego biodro. Zamierzał znaleźć kram z piwem, którego właściciel napełni ten róg. Zabrał go z tego względu, że standardowe szklanki i kufle były dla niego zwyczajnie za małe. Dopuszczał do świadomości możliwość ich powiększenia za pomocą magii, jednak co własny róg to własny róg. Zamierzał się zainteresować stoiskami z jedzeniem i z wyrobami rzemieślniczymi, zwłaszcza z tymi wykonanymi z metalu. Odetchnął głębiej przesyconym słodkim zapachem kwiatów zmieszanym z nieco ostrzejszą wonią sił i dymem ogniska.
— Słyszałem, że ma się odbyć rytuał po zachodzie słońca. Chciałbym w nim uczestniczyć. Jak to miałem w zwyczaju podczas sabatów w naszej ojczyźnie, odbywających się na terenie świątyni w Akranes. Weźmy sobie po wianku, synu. A potem chodźmy po piwo. Możemy też spojrzeć w ogień. — Stojący u wejścia do Stonehenge obok syna Dagur opowiadał podekscytowanym głosem, z dozą nostalgii. Składanie krwawych ofiar stanowiło istotny element wiary ich przodków. Zasugerował synowi wzięcie sobie wianka. Wyciągnął dłoń po taki do Mirabelli Abbott. Z jego słów powstawał wstępny zarys planu na spędzenie tego dnia.
!wianki