28.11.2023, 21:29 ✶
Wpakowałem się w niezłe tarapaty. Nie dość, że ledwo uszedłem z życiem na statku, zapewne ponownie namieszałem w swojej przyjaźni z Aveliną, to jeszcze podpadłem spóźnieniem się małżonce, która teraz szła pod rękę u mojego boku. Obawiałem się zlustrować wzrokiem jej twarz, nie wiedząc, jakie emocje na niej zastanę. Kiedy wychodziliśmy z posiadłości, nie była pocieszona, a ja jeszcze wszystko przedłużyłem kąpielą, pozbyciem się paskudnego zapachu mułu i zgnilizny, na domiar złego nie mówiąc jej zbyt wiele o tym, co się ze mną działo.
Sam byłem zdruzgotany tym, co miałem okazję przeżyć. Potrzebowałem czasu, żeby to przemyśleć. Może wtedy opowiem jej - szczątkowo, rzecz jasna - o swoich przygodach. Albo i nie.
Wyprostowałem się dumnie, poprawiając letnią marynarkę z cienkiego materiału. Ciemną. Koszulę pod nią miałem białą. Zresztą, niemalże równie białą miałem twarz, bo nie byłem w stanie nabrać typowych dla siebie kolorów skóry. Zapewne brało się to z wysysania mojej energii przez Perłę Morza, zmęczenie oraz kłótnię z Imogen. Nie chciałem ją denerwować, ale stało się, więc postanowiłem dotrzymać słowa i przybyłem na Lithę. Dla niej, dla synów, też dlatego że wypadało. Stanąłem nawet w kolejce po wianek.
Pochyliłem się w kierunku Imogen by nieco poprawić jej humor. Szepnąłem też słowo na uszko.
- Spójrz na ubiór tej kobiety... Będziesz miała doskonały temat do artykułu - zauważyłem, stwierdzając, że wyglądała fatalnie. Może ekspertem mody kobiecej nie byłem, ale sam osobiście dbałem o wygląd, poza tym uwielbiałem naigrywać się z motłochu. A Imogen, cóż, o niej już mogłem rzec jako specjalistce modowej. Zawsze doskonała, ale niekiedy zbyt odsłonięta. Aż postanowiłem w ramach własnego - aktualnego - nierozgarnięcia zerknąć na sukienkę mojej towarzyszki. Obawiałem się, że w ramach rekompensaty mogła pójść mi na złość z odzieniem.
- O... - wydostało się jednak tylko z moich ust, bo nadszedł czas na nasze wianki. Kto wie? Może poprawią jej humor?
!wianki
Sam byłem zdruzgotany tym, co miałem okazję przeżyć. Potrzebowałem czasu, żeby to przemyśleć. Może wtedy opowiem jej - szczątkowo, rzecz jasna - o swoich przygodach. Albo i nie.
Wyprostowałem się dumnie, poprawiając letnią marynarkę z cienkiego materiału. Ciemną. Koszulę pod nią miałem białą. Zresztą, niemalże równie białą miałem twarz, bo nie byłem w stanie nabrać typowych dla siebie kolorów skóry. Zapewne brało się to z wysysania mojej energii przez Perłę Morza, zmęczenie oraz kłótnię z Imogen. Nie chciałem ją denerwować, ale stało się, więc postanowiłem dotrzymać słowa i przybyłem na Lithę. Dla niej, dla synów, też dlatego że wypadało. Stanąłem nawet w kolejce po wianek.
Pochyliłem się w kierunku Imogen by nieco poprawić jej humor. Szepnąłem też słowo na uszko.
- Spójrz na ubiór tej kobiety... Będziesz miała doskonały temat do artykułu - zauważyłem, stwierdzając, że wyglądała fatalnie. Może ekspertem mody kobiecej nie byłem, ale sam osobiście dbałem o wygląd, poza tym uwielbiałem naigrywać się z motłochu. A Imogen, cóż, o niej już mogłem rzec jako specjalistce modowej. Zawsze doskonała, ale niekiedy zbyt odsłonięta. Aż postanowiłem w ramach własnego - aktualnego - nierozgarnięcia zerknąć na sukienkę mojej towarzyszki. Obawiałem się, że w ramach rekompensaty mogła pójść mi na złość z odzieniem.
- O... - wydostało się jednak tylko z moich ust, bo nadszedł czas na nasze wianki. Kto wie? Może poprawią jej humor?
!wianki