Wybierając się na ten sabat Leon również liczył na to, że zobaczy kilka znajomych twarzy. Dobrze byłoby spotkać kogoś jeszcze ze swoich przyjaciół albo poznać kogoś nowego. W tym dniu zamierzał jednak poświęcać pełnie swojej uwagi przyjaciółce.
— Szczególnie czekoladowe. To jedne z moich ulubionych. — Wychodził z założenia, że mądrego człowieka dobrze jest posłuchać. W słowach Olivii kryła się prawdziwa mądrość. Leon nie odmawiał dobrego jedzenia. W szczególności słodyczy. W przypadku tych ostatnich to od czasów szkolnych miał taki nawyk aby posiadać niewielki zapas słodkości. Nawet w pracy trzymał takowy, wykorzystując do tego celu część szuflady w swoim biurku.
— Są nietopiące się, powinny wytrzymać stanięcie blisko ogniska. Jeśli nie wytrzymają to sprzedawca nas oszukał. — Stojący w kolejce Leon z Olivią wspierającą się na jego ramieniu potraktował bardzo poważnie i nie zamierzał go lekceważyć. Biada temu sprzedawcy, jeśli faktycznie te lody zaczną się topić pod wpływem przelotnego podejścia do ogniska. — Tak, w końcu to dotyczy mojej przyszłości. Rozpalane na czas Lithy ognie mają szczególną moc, więc nawet pozbawiona tego rodzaju wrażliwości powinnaś coś dostrzec. Tylko nie podchodź zbyt blisko. — Po nim nie należało spodziewać się innej odpowiedzi. Traktował to naprawdę poważnie i posiadał silne przekonania odnośnie dywinacji i spirytyzmu. Uśmiechnął się wesoło za sprawą tej metafory.
Gdy Olivia zdecydowała się zapłacić za ich lody, zanim dobył swojego portfela, otwierał już usta aby zaprotestować. W końcu to on zaprosił ją na tegoroczną Lithę i to on powinien płacić. Zdołała go przekonać do swojej racji.
— Odpowiada mi to. — Przystał na to z uśmiechem, odchodząc od stoiska z lodami czekoladowo-bakaliowymi z posypką. Zdecydowanie na jednych się nie skończy. — Ja chętnie zobaczę stragany ze świecami i kadzidłami. Zacznijmy od roślin albo... świecidełek, w stronę których zerkasz niczym sroka w gnat. — Odmienne zainteresowania sprawiały, że szukali różnych rzeczy. On roślin, on świec rytualnych i kadzideł. Zauważył to, że spogląda w stronę tych kramów ze świecidełkami. Postanowił delikatnie pociągnąć ją w ich stronę. Rośliny, świeczki i kadzidła oraz płomienie mogły poczekać.