29.11.2023, 09:03 ✶
Cathal być może tym brakiem zaproszenia poczułby się odrobinę urażony, chociaż domyślałby się stojących za takim stanem rzeczy przyczyn. Ostatecznie jednak znali się tak długo, że chyba by się spodziewał zostać zaproszonym i to mimo tego, że Ulysses nawet nie musiał szczególnie się starać trzymać go z daleka od rodziny. Shafiq unikał Rookwoodów. Unikał większości konserwatywnych przedstawicieli rodów czystej krwi, zwłaszcza po Slytherinie, i to mimo tego, że sam był czystokrwistym Ślizgonem i jego poglądy niekoniecznie były postępowe, bo fanem mugolaków nigdy nie był.
Po prostu w działaniach Voldemorta dość było odwołań do Salazara, a w opowieściach matki dość historii o rodzinnych skandalach, by podejrzewać, że mężczyzna może być jego krewnym. A Cathal przed żadnym kuzynem czy wujem nie miał zamiaru klękać. Zwłaszcza że – nomen omen – ten prawdopodobnie był wariatem na usługach martwego wariata. Kto mógł wiedzieć o tym lepiej niż ktoś, w czyjej głowie też odzywał się Slytherin?
Nie miał nigdy okazji poznać Eunice Malfoy: pamiętał jedynie wzmiankę w gazecie o ślubie kobiety o tym imieniu i nazwisku, ale być może w rodzinie były dwie panny o tym imieniu. Nie mógł ocenić, czy była dla Rookwooda odpowiednią, ale skoro sam zerwał zaręczyny, musiały ku temu istnieć dobre powody.
Uśmiechnął się lekko, odwracając od tańca kapłanek, od ognia i od wróżby samotności, gdy Rookwood wyraził żal, że nie jest kobietą albo Leta nie jest młodsza.
- Powinienem czuć się zaszczycony, że w moim przypadku wiek dałoby się przełknąć, gdyby nie płeć? Leta, chyba prawie się nam oświadczono - stwierdził, ruszając powoli w stronę stoisk. Skoro tu już przyszli, mogli powędrować pomiędzy nimi, choć wątpił, że coś rzuci się mu w oczy. - Jestem ciekaw, jaką minę miałby twój ojciec. Zorientował się już może, że prawie u niego nie mieszkasz? Nawiasem mówiąc, gdybyś musiał zniknąć z powierzchni ziemi, bo pchałby do tego małżeństwa, dałoby się to załatwić.
Mówił pół żartem, pół serio. Leta z łatwością mogła załatwić masę potrzebnych dokumentów, zmianę twarzy też mogliby zorganizować, a nikt nie szukałby Ulyssesa Rookwooda na wykopaliskach magicznych w Turcji, w kolebce życia. I ot za parę miesięcy w Walii pojawiłby się nowy pracownik, ściągnięty wprost z Turcji, że starannie spreparowanym życiorysem.
W istocie jednak Cal wiedział, że nie byłoby to tak proste: że młodego Rookwooda trzeba by ukryć nie tylko przed ojcem. Że Ulysses całe swoje życie podporządkował ojcu i ten mały bunt był już wyrazem dużej odwagi. Że chcąc uciec, musiałby zerwać nie tylko tę toksyczną relację, ale też porzucić uporządkowane życie, do którego przywykł i zaryzykować czymś znacznie więcej niż wydziedziczeniem.
Eunice Malfoy nie mogła być aż tak straszna, aby go do takiej decyzji popchnąć.
Po prostu w działaniach Voldemorta dość było odwołań do Salazara, a w opowieściach matki dość historii o rodzinnych skandalach, by podejrzewać, że mężczyzna może być jego krewnym. A Cathal przed żadnym kuzynem czy wujem nie miał zamiaru klękać. Zwłaszcza że – nomen omen – ten prawdopodobnie był wariatem na usługach martwego wariata. Kto mógł wiedzieć o tym lepiej niż ktoś, w czyjej głowie też odzywał się Slytherin?
Nie miał nigdy okazji poznać Eunice Malfoy: pamiętał jedynie wzmiankę w gazecie o ślubie kobiety o tym imieniu i nazwisku, ale być może w rodzinie były dwie panny o tym imieniu. Nie mógł ocenić, czy była dla Rookwooda odpowiednią, ale skoro sam zerwał zaręczyny, musiały ku temu istnieć dobre powody.
Uśmiechnął się lekko, odwracając od tańca kapłanek, od ognia i od wróżby samotności, gdy Rookwood wyraził żal, że nie jest kobietą albo Leta nie jest młodsza.
- Powinienem czuć się zaszczycony, że w moim przypadku wiek dałoby się przełknąć, gdyby nie płeć? Leta, chyba prawie się nam oświadczono - stwierdził, ruszając powoli w stronę stoisk. Skoro tu już przyszli, mogli powędrować pomiędzy nimi, choć wątpił, że coś rzuci się mu w oczy. - Jestem ciekaw, jaką minę miałby twój ojciec. Zorientował się już może, że prawie u niego nie mieszkasz? Nawiasem mówiąc, gdybyś musiał zniknąć z powierzchni ziemi, bo pchałby do tego małżeństwa, dałoby się to załatwić.
Mówił pół żartem, pół serio. Leta z łatwością mogła załatwić masę potrzebnych dokumentów, zmianę twarzy też mogliby zorganizować, a nikt nie szukałby Ulyssesa Rookwooda na wykopaliskach magicznych w Turcji, w kolebce życia. I ot za parę miesięcy w Walii pojawiłby się nowy pracownik, ściągnięty wprost z Turcji, że starannie spreparowanym życiorysem.
W istocie jednak Cal wiedział, że nie byłoby to tak proste: że młodego Rookwooda trzeba by ukryć nie tylko przed ojcem. Że Ulysses całe swoje życie podporządkował ojcu i ten mały bunt był już wyrazem dużej odwagi. Że chcąc uciec, musiałby zerwać nie tylko tę toksyczną relację, ale też porzucić uporządkowane życie, do którego przywykł i zaryzykować czymś znacznie więcej niż wydziedziczeniem.
Eunice Malfoy nie mogła być aż tak straszna, aby go do takiej decyzji popchnąć.