Praktycznie do ostatnich chwil, Mulciberowie czuwali nad tym, aby dokumentacja dotycząca prowadzonych badań oraz rzeczy prywatne, stanowiące własność rodziny, zniknęły z Departamentu Tajemnic. Najcenniejsze materiały starali się wynosić po cichu. Tak dyskretnie jak to tylko było możliwe. Zajęli się nimi w pierwszej kolejności, na długo przed tym, zanim oficjalnie ogłosili swoje odejście. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że po ogłoszeniu tej decyzji, sprawy mogą się znacząco skomplikować; że w Ministerstwie zaczną im patrzeć na ręce.
Biorąc pod uwagę powyższe, nic wartego uwagi nie znalazło się wewnątrz licznych kartonów, jakie w dniu dzisiejszym wynoszono z Komnaty Badań Sekretów Mózgu. Były to głównie rzeczy prywatne. W znacznej mierze książki, które Robert zwykł trzymać w swoim gabinecie. Poustawiane na regale, zajmującym w całości jedną ze ścian. Teraz miały wypełnić miejsce w rodzinnej bibliotece.
- Mam w takim razie nadzieje, że dobrze przemyśli swoje dalsze kroki. - skomentował, odnosząc się do sytuacji ojca Nicholasa. Co miał na myśli? Wbrew temu, co mogliby uznać niektórzy, wcale nie oczekiwał, że Gerard Yaxley pójdzie śladem jego bliskich. Gdyby sam miał wybór...
...starał się nie myśleć o tym, czy wówczas postąpiłby inaczej.
Podejmując decyzje o pozostawieniu w rękach Nicholasa niewielkiej ale przy tym istotnej części materiałów powstałych w efekcie prowadzonych badań, dobrze wszystko przemyślał. Zdołał Yaxleya poznać. Dostrzegł w jego osobie pewien potencjał. Pomimo swojej rezygnacji, nie zamierzał odwracać się od młodego niewymownego, który w dalszym ciągu będzie mógł liczyć na jego wsparcie. Zasługiwał na to. Zapracował sobie na pewne uznanie, które zyskał w oczach Roberta. O to zaś nie było łatwo.
- Wierzę, że dotrzymasz słowa. - podsumował obietnicę złożoną przez mężczyznę. Niczego więcej nie potrzebował. Żadnych, dodatkowych zapewnień. Przynajmniej tym razem.
Zapytany o swoje biuro, pokiwał głową.
- Zdecydowaliśmy, że w gabinetach mają zostać puste szuflady i tego też się trzymamy. - potwierdził tym samym to, czego Nicholas mógł się spodziewać. Robert nie uważał tej decyzji za złą. Natomiast za bolesną? Owszem. Czasami jednak należało podjąć się bardziej radykalnych działań. Dla większego dobra. Z myślą o wyższych celach. - Wiem, że to spora strata dla Departamentu, ale w obecnych okolicznościach ojciec nie chciał brać pod uwagę innych rozwiązań. Być może przyniesie to jakieś efekty, chociaż nie sądzę, żeby ten człowiek zbyt szybko ustąpił. Przyczepił się do swojego fotela niczym pijawka, przynosząc nam wszystkim... ehh... - kiedy z ust Mulcibera padło określenie ten człowiek, w tonie głosu dało się wychwycić jakiś taki cień niechęci. Nie było to coś z czym się krył. Nie raz i nie dwa mówił wprost o tym, co myślał na temat Ministra Magii.
Na temat szlamy, która do tego świata nie pasowała. I najpewniej nigdy pasować nie będzie. Dla takich jak on, nie było tutaj miejsca. Nobby Leach przynosił wstyd całej magicznej społeczności w Wielkiej Brytanii.