29.11.2023, 19:45 ✶
Krzyki Leandra odbijały się o ściany jego mieszkania; Diana wyobrażała sobie, iż wyrywają się z jego gardła, podle je kalecząc tak, aż krew lada chwila mogła zacząć sączyć się na podłogę. Chciałaby widzieć na tym samym miejscu Donalda, skulonego jak postrzelone zwierzę, na wpół przytomnego, błagającego o litość. Nie skończyłaby z nim tak szybko jak Loretta, najpewniej przypinając go pasami i zostawiając w głębokiej piwnicy na dobre kilka tygodni. Kisiłaby go, podlewała aby tylko kompletnie nie wysechł, a potem...
Słowa wypruwane przez Lorettę stłumiły nieco rozjątrzone emocje. Złączyła powieki, zastygając jak zostawiony w półmroku posąg. Lawirowały w kalejdoskopie zniszczenia, trawiąc kwasem każdą z ich emocji rozgrywających się na ołtarzu szkaradnych myśli. A ich dusze? Cóż, te zostawały zajmowane korozją zepsucia.
Zerknęła na zwracającą się w jej kierunku Lore, i pokiwała głowę z aprobatą. Przeszła obok dygocącego Leandra, na odchodne częstując go soczystym kopniakiem w żebra.
– To co idziemy na tę burleskę?
Słowa wypruwane przez Lorettę stłumiły nieco rozjątrzone emocje. Złączyła powieki, zastygając jak zostawiony w półmroku posąg. Lawirowały w kalejdoskopie zniszczenia, trawiąc kwasem każdą z ich emocji rozgrywających się na ołtarzu szkaradnych myśli. A ich dusze? Cóż, te zostawały zajmowane korozją zepsucia.
Zerknęła na zwracającą się w jej kierunku Lore, i pokiwała głowę z aprobatą. Przeszła obok dygocącego Leandra, na odchodne częstując go soczystym kopniakiem w żebra.
– To co idziemy na tę burleskę?
Chwasty trzeba wyrywać.