Przekonany o tym, że w Departamencie Tajemnic przyjdzie mu spędzić długie lata, Robert nie miał większych oporów przed tym, aby umieścić w gabinecie swoje prywatne rzeczy. Przez ostatnie lata zebrał ich tutaj całkiem sporo. Niektóre faktycznie pomagały mu w pracy. W codziennych obowiązkach. Inne natomiast jedynie zajmowały miejsce. Nie przeszkadzało mu to jednak tak długo, jak w pomieszczeniu panował porządek.
O to ostatnie zawsze dbał.
- Przyjdzie właściwy moment, znajdzie się odpowiedź. - zauważył. Trochę przy tym filozofował, zdarzało mu się od czasu do czasu. Dla niektórych pewnie mogło to być irytujące. Pozostali na tego rodzaju szczegóły nie zwracali uwagi.
Nie zamierzał popychać Nicholasa w żadną ze stron. Choć opuszczenie Ministerstwa Magii przez znaczną liczbę pracowników mogło odpowiednio całą sprawę nagłośnić, narobić szumu, to decyzja o złożeniu wypowiedzenia w dalszym ciągu powinna należeć do głównego zainteresowanego. Każdy powinien decydować w tym przypadku sam za siebie, po wcześniejszym rozważeniu wszystkich za i przeciw.
Mimo takiego spojrzenia na sprawę, rozumiał jednak swojego ojca, rozumiał też jego upór w temacie. Nie stawiał okoniem.
- Nie chciałem tego wypowiadać na głos, ale tak. Właśnie o to chodzi. - przytaknął. Miał pewne opory przed tym, aby na ten temat rozmawiać w tym miejscu. Ściany mogły mieć uszy. Niby jego kariera dobiegła końca, ale problemy mogły pojawić się zawsze. Różnego rodzaju. Zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób to wszystko działało.
Zapytany o to, w jaki sposób Leach dostał się na swoje obecne stanowisko, ograniczył się do... braku odpowiedzi. Wymowne było jednak spojrzenie, które posłał Yaxleyowi. Wszak słyszeli wiele o tym, jakim człowiekiem był obecny Minister Magii. Możliwe, że jakaś część plotek na jego temat nie miała żadnego pokrycia, ale... z niczego się to nie brało.
- Uważaj, gdzie i komu o tym mówisz. - skarcił byłego ucznia i współpracownika. Po cichu. Tak aby nikt nieodpowiedni tych słów nie usłyszał. Nie chodziło o to, że się z nim nie zgadzał. Było wręcz przeciwnie. Sam również pozwoliłby sobie na podobne deklaracje, ale w innym czasie i miejscu. Choć w tej rozmowie nie padło żadne nazwisko, unikali zbyt wielu konkretów, to wciąż możliwym było, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski; aby połączyć ze sobą wszystkie kawałki układanki. - Miejmy nadzieje, że niebawem wszystko się ułoży w odpowiedni sposób, bez potrzeby decydowania się na bardziej radykalne rozwiązania. - na głos wypowiedział te słowa. Ostatnie, jakie miały paść w tej rozmowie. Pomijając oczywiście mające miejsce na końcu pożegnanie.