01.12.2023, 05:38 ✶
Nawet nie wyglądał na specjalnie znudzonego tym, co do niego trajkotała, bo nawet starał się jej słuchać w większym jak mniejszym stopniu, ale widać było, że jego myśli błądzą gdzieś daleko i w tym konkretnym momencie akurat nie skupiają się na niej. Może gdyby się na tym jakoś bardziej świadomie złapał, to zrobiłoby mu się głupio, ale tak tylko potargał z roztargnieniem włosy, przez moment przyglądając się jej, jakby nawet nie do końca rejestrując, co odpowiedziała na pytanie, które przecież sam zadał.
- No w sumie - rzucił wreszcie, kiedy wreszcie dotarło do niego powiedziała. Jego na całe szczęście ominęła cała wątpliwa przyjemność doświadczenia na własnej skórze jak podziałała na wszystkich magia wianków i pali, a przez to chyba nawet trochę o tym wszystkim zapomniał, nawet jeśli od całego incydentu minęło ile? Dwa miesiące? A może nawet mniej, jeśli liczyć czas jaki ludziom zajęło zorientowanie się, że coś jest nie tak.
- Może aż tak bardzo chcą zapomnieć o tym, co się stało? - zasugerował, nieco tylko przytomniej, w odpowiedzi na jej przybliżenie się, samemu nieco przesuwając się do niej. Głupio by w sumie było, gdyby chodzili ze sobą przez cały ten czas na wyciągnięcie ręki, a potem jak gdyby nic padł przed nią na kolana. - Czytałem chyba o tym artykuł? Co zwykle radziliście takim nieszczęśnikom? - zapytał jeszcze, zanim przyłączył się do nich ktoś jeszcze.
Skinął Murtaghowi głową, wyciągając ku niemu dłoń na powitanie i przez moment przyglądając mu się z lekkim, obrzydliwie grzecznym uśmiechem, kiedy ten postanowił już na wejściu pokusić się o gratulacje. Cudownie, przeszło mu przez myśl, kiedy mimowolnie spojrzał na Sarah, unosząc w jej stronę ramię. Może spodziewał się, że skoro stary Macmillan tak chętnie zapatrywał się na ślub swojej córki, to jej starszy brat też wykrzesi z siebie chociaż odrobinę entuzjazmu, ale zamiast tego brzmiał, jakby wszystko co mówił recytował z konieczności. Nie wspominając o tym, że Rowle absolutnie nie uśmiechał się na myśl, że przypadła im w udziale przyzwoitka.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział mu równie grzecznie, uśmiechając się krótko. - Nie myli się też pan, postanowiłem całkowicie ucieleśnić pasję swej rodziny i to właśnie tę ścieżkę obrałem. Zajmuję się rezerwatem smoków w Snowdonii - jakkolwiek miło było słyszeć, jakim to się znakomitym mężczyzną nie było, to Leviathan wydawał się nieco uczulony na uprzejmy ton, którym chętnie posługiwali się dobrze wychowani ludzie. - Proszę nie czuć się przez to jakkolwiek źle. Lęk na widok tych stworzeń jest raczej przejawem rozsądku, niż czegokolwiek innego. Zbyt wielu czarodziejów, nawet doświadczonych smokologów, skończyło spopielonych tylko dlatego, że zabrakło im odrobiny pokory i strachu - mimowolnie poprawił mankiet letniej koszuli, czując pod materiałem koraliki bransoletki, którą dała mu nie tak dawno Timmy. I nawet jeśli zdążył już odczuć wiążące się z noszeniem jej nieprzyjemności, postanowił ją założyć dzisiejszego dnia chyba dla otuchy, bo przecież i tak nie miała szans dzisiejszego dnia zadziałać. Przynajmniej nie póki znajdował się na sabacie. - Chętnie też skorzystam z zaproszenia. Dobrej brandy nigdy za wiele, szczególnie jeśli towarzyszy jej równie dobra rozmowa. Ale, ale proszę, nawet jeśli przede mną i Sarah jeszcze oficjalna część dzisiejszego dnia, może przejdziemy na ty? A żeby przypieczętować idące z zaręczynami braterstwo, może udałoby nam się i tutaj znaleźć coś mocniejszego? Jestem pewien, że na którymś straganie powinno się coś znaleźć. Co ty na to, napisałabyś się czegoś? - tak samo jak wcześniej patrzył tylko na Murtagha, tak kiedy tylko zwrócił się do (oby) trzymającej go pod ramię Sary, przeniósł spojrzenie na nią, uśmiechając się do niej zachęcająco, może nawet błagalnie i wolną dłonią klepiąc ją po jej własnej, złożonej na jego łokciu. Czuł, że bez jakiegokolwiek rozluźniacza towarzyskiego, to on długo tutaj nie pociągnie. A i tak jeszcze nie rzuciła mu się do tej pory w oczy Septima, więc przynajmniej mógł udawać, że nie myśli o tym, co też mogło Ollivander błąkać się dzisiaj po głowie.
@Sarah Macmillan @Murtagh Macmillan
- No w sumie - rzucił wreszcie, kiedy wreszcie dotarło do niego powiedziała. Jego na całe szczęście ominęła cała wątpliwa przyjemność doświadczenia na własnej skórze jak podziałała na wszystkich magia wianków i pali, a przez to chyba nawet trochę o tym wszystkim zapomniał, nawet jeśli od całego incydentu minęło ile? Dwa miesiące? A może nawet mniej, jeśli liczyć czas jaki ludziom zajęło zorientowanie się, że coś jest nie tak.
- Może aż tak bardzo chcą zapomnieć o tym, co się stało? - zasugerował, nieco tylko przytomniej, w odpowiedzi na jej przybliżenie się, samemu nieco przesuwając się do niej. Głupio by w sumie było, gdyby chodzili ze sobą przez cały ten czas na wyciągnięcie ręki, a potem jak gdyby nic padł przed nią na kolana. - Czytałem chyba o tym artykuł? Co zwykle radziliście takim nieszczęśnikom? - zapytał jeszcze, zanim przyłączył się do nich ktoś jeszcze.
Skinął Murtaghowi głową, wyciągając ku niemu dłoń na powitanie i przez moment przyglądając mu się z lekkim, obrzydliwie grzecznym uśmiechem, kiedy ten postanowił już na wejściu pokusić się o gratulacje. Cudownie, przeszło mu przez myśl, kiedy mimowolnie spojrzał na Sarah, unosząc w jej stronę ramię. Może spodziewał się, że skoro stary Macmillan tak chętnie zapatrywał się na ślub swojej córki, to jej starszy brat też wykrzesi z siebie chociaż odrobinę entuzjazmu, ale zamiast tego brzmiał, jakby wszystko co mówił recytował z konieczności. Nie wspominając o tym, że Rowle absolutnie nie uśmiechał się na myśl, że przypadła im w udziale przyzwoitka.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział mu równie grzecznie, uśmiechając się krótko. - Nie myli się też pan, postanowiłem całkowicie ucieleśnić pasję swej rodziny i to właśnie tę ścieżkę obrałem. Zajmuję się rezerwatem smoków w Snowdonii - jakkolwiek miło było słyszeć, jakim to się znakomitym mężczyzną nie było, to Leviathan wydawał się nieco uczulony na uprzejmy ton, którym chętnie posługiwali się dobrze wychowani ludzie. - Proszę nie czuć się przez to jakkolwiek źle. Lęk na widok tych stworzeń jest raczej przejawem rozsądku, niż czegokolwiek innego. Zbyt wielu czarodziejów, nawet doświadczonych smokologów, skończyło spopielonych tylko dlatego, że zabrakło im odrobiny pokory i strachu - mimowolnie poprawił mankiet letniej koszuli, czując pod materiałem koraliki bransoletki, którą dała mu nie tak dawno Timmy. I nawet jeśli zdążył już odczuć wiążące się z noszeniem jej nieprzyjemności, postanowił ją założyć dzisiejszego dnia chyba dla otuchy, bo przecież i tak nie miała szans dzisiejszego dnia zadziałać. Przynajmniej nie póki znajdował się na sabacie. - Chętnie też skorzystam z zaproszenia. Dobrej brandy nigdy za wiele, szczególnie jeśli towarzyszy jej równie dobra rozmowa. Ale, ale proszę, nawet jeśli przede mną i Sarah jeszcze oficjalna część dzisiejszego dnia, może przejdziemy na ty? A żeby przypieczętować idące z zaręczynami braterstwo, może udałoby nam się i tutaj znaleźć coś mocniejszego? Jestem pewien, że na którymś straganie powinno się coś znaleźć. Co ty na to, napisałabyś się czegoś? - tak samo jak wcześniej patrzył tylko na Murtagha, tak kiedy tylko zwrócił się do (oby) trzymającej go pod ramię Sary, przeniósł spojrzenie na nią, uśmiechając się do niej zachęcająco, może nawet błagalnie i wolną dłonią klepiąc ją po jej własnej, złożonej na jego łokciu. Czuł, że bez jakiegokolwiek rozluźniacza towarzyskiego, to on długo tutaj nie pociągnie. A i tak jeszcze nie rzuciła mu się do tej pory w oczy Septima, więc przynajmniej mógł udawać, że nie myśli o tym, co też mogło Ollivander błąkać się dzisiaj po głowie.
@Sarah Macmillan @Murtagh Macmillan