01.12.2023, 16:50 ✶
Rolph uniósł brwi i spojrzał najpierw na Trix, potem na kapłanki. W sumie...
- To urocze, że się o niego tak troszczysz, ale mam wrażenie że jakbyś rzuciła mu taką kobietę do łóżka, to Rabastan najpierw by ją zapytał czy wszystko w porządku, a potem zrobił herbaty i położył ją spać - mruknął, przyglądając się kobietom w zamyśleniu. Jego brat mocno się zmienił i Rolph nie do końca wiedział, jak mu pomóc. Nawet w zasadzie nie potrafiłby mu pomóc - on nie umiał pomagać, nawet jeśli kogoś kochał. Potrafił niszczyć, zabijać, nawet przytulić gdy ktoś potrzebował, ale empatycznie był na poziomie jednego z tych głazów, przy których stali. - Poza tym uciekłaby z krzykiem z jego pokoju.
Podziwiał Bellatrix, że miała odwagę odwiedzać Rabastana w jego jaskini. Mu na samą myśl o bałaganie w pokoju brata robiło się słabo, a ręka sama sięgała po różdżkę, by mu uprzątnąć ten barłóg smutku i rozpaczy.
Wiedział, jaka była Bella, więc gdy tylko stanęli w kolejce, objął ją jedną ręką, a drugą niby to nonszalancko trzymał w kieszeni, a tak naprawdę to była w pogotowiu, by w razie czego odepchnąć osobę, która nadto się zbliży. Nie agresywne, lecz stanowczo. Sam nie lubił jak go dotykano, zwłaszcza że pewnie pełno tu złodziei i męt, które tylko czekają na okazję, by zakosić komuś portfel. On swój trzymał w wewnętrznej kieszeni marynarki, tylko głupiec trzymał cenne rzeczy w tylnych kieszeniach spodni. Dla siebie wziął wodę goździkową, Belli kupił to, co tylko chciała. Zapłacił też, jak zawsze - byli w końcu zaręczeni, niedługo mieli stać się małżeństwem, więc to był naturalny odruch. Zresztą i tak Bellatrix była warta tego, by wydać ostatnie knuty tylko po to, by się uśmiechnęła.
- Widzę, że patrzysz w tamtą stronę i mam nadzieję, że nie przyjdzie ci do głowy nic głupiego - stamtąd przyszli, tam stały też kobiety z wiankami. Ona niech sobie weźmie i pięć takich - jeśli jednak tylko wspomni, żeby i on go założył, to chyba zabierze ją stąd prosto do Munga. Czujnie obserwował Black, bo to nie tak, że jej nie ufał, ale czasem jej pomysły były... specjalne.
- To urocze, że się o niego tak troszczysz, ale mam wrażenie że jakbyś rzuciła mu taką kobietę do łóżka, to Rabastan najpierw by ją zapytał czy wszystko w porządku, a potem zrobił herbaty i położył ją spać - mruknął, przyglądając się kobietom w zamyśleniu. Jego brat mocno się zmienił i Rolph nie do końca wiedział, jak mu pomóc. Nawet w zasadzie nie potrafiłby mu pomóc - on nie umiał pomagać, nawet jeśli kogoś kochał. Potrafił niszczyć, zabijać, nawet przytulić gdy ktoś potrzebował, ale empatycznie był na poziomie jednego z tych głazów, przy których stali. - Poza tym uciekłaby z krzykiem z jego pokoju.
Podziwiał Bellatrix, że miała odwagę odwiedzać Rabastana w jego jaskini. Mu na samą myśl o bałaganie w pokoju brata robiło się słabo, a ręka sama sięgała po różdżkę, by mu uprzątnąć ten barłóg smutku i rozpaczy.
Wiedział, jaka była Bella, więc gdy tylko stanęli w kolejce, objął ją jedną ręką, a drugą niby to nonszalancko trzymał w kieszeni, a tak naprawdę to była w pogotowiu, by w razie czego odepchnąć osobę, która nadto się zbliży. Nie agresywne, lecz stanowczo. Sam nie lubił jak go dotykano, zwłaszcza że pewnie pełno tu złodziei i męt, które tylko czekają na okazję, by zakosić komuś portfel. On swój trzymał w wewnętrznej kieszeni marynarki, tylko głupiec trzymał cenne rzeczy w tylnych kieszeniach spodni. Dla siebie wziął wodę goździkową, Belli kupił to, co tylko chciała. Zapłacił też, jak zawsze - byli w końcu zaręczeni, niedługo mieli stać się małżeństwem, więc to był naturalny odruch. Zresztą i tak Bellatrix była warta tego, by wydać ostatnie knuty tylko po to, by się uśmiechnęła.
- Widzę, że patrzysz w tamtą stronę i mam nadzieję, że nie przyjdzie ci do głowy nic głupiego - stamtąd przyszli, tam stały też kobiety z wiankami. Ona niech sobie weźmie i pięć takich - jeśli jednak tylko wspomni, żeby i on go założył, to chyba zabierze ją stąd prosto do Munga. Czujnie obserwował Black, bo to nie tak, że jej nie ufał, ale czasem jej pomysły były... specjalne.