Westchnęła ciężko, Rolph miał rację. Rabastan na pewno by się zachował w podobny sposób. Może jeszcze przyniósł w pakiecie coś do jedzenia i przykrył milusim kocykiem. Bella zdawała sobie sprawę, że nie do końca uporał się że stratą swojej narzeczonej. Co by nie było, mięli żyć długo i szczęśliwie, a ona zginęła, zupełnie niespodziewanie i tragicznie. Próbowała zrozumieć jego stratę, naprawdę, postawić się na jego miejscu, tylko nie do końca jej to wychodziło. Najprostszą opcją było wyobrażenie sobie, co by zrobiła, gdyby Rolph odszedł, nie potrafiła jednak sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji. - Kto inny się o niego zatroszczy, jeśli nie ja? - Czuła nawet, że jest to jej obowiązek, nie wiedzieć czemu, może przez to, że znali się tyle lat i byli naprawdę wspaniałą parą przyjaciół. Zależało jej na tym, żeby Rabastan znowu był szczęśliwy. - Nie wpuściłabym jej do tej jaskini, przynajmniej nie w takiej wersji, jak on tam żyje. Trzeba by było najpierw ogarnąć cały ten jego bałagan. - Wpuścić tam ze trzy skrzaty domowe, to może by udało im się doprowadzić jego pokój do ładu i składu, wierzyła, że byłoby to dla nich ogromne wyzwanie.
Bracia Lestrange byli od siebie tak bardzo różni, jednak nie zadziwiało jej to aż tak bardzo. Nie musiała daleko szukać podobnego przykładu, ona i jej siostry też niekoniecznie miały sobie po drodze. Kiedy zaczęły dorastać można było dostrzec różnice w ich charakterach i zachowaniu, niektóre były naprawdę bardzo mocno rzucające się w oczy.
Wiedziała, że Rolph będzie starała się o to, żeby była bezpieczna. Miał świadomość, że nie znosi kiedy przypadkowi ludzie się o nią ocierają, w miejscu jak to było to dosyć mocno utrudnione, bo z każdej strony ktoś się gdzieś przepychał.
Trixie poprosiła o wodę z miętą i cytryną, nic wyrafinowanego, ale idealnie koiło pragnienie w ciepłe dni, jak ten. Czujne oko narzeczonego dostrzegło, gdzie się wpatruje. Nie umykał mu nigdy żaden szczegół. Na jej twarzy pojawił się niewinny uśmiech. Nie miała zamiaru zmuszać go do założenia wianka, nie pasowało to do niego wcale, nie zmusiłaby go do robienia z siebie durnia, wbrew swoim przekonaniom. - Coś ty, ja i coś głupiego? - Zatrzepotała rzęsami, aby udowodnić swoją niewinność. - Jeden wianek, tylko dla mnie, żeby tradycji stało się zadość. - Jak większość kobiet lubiła kwiaty, nie mogła się więc oprzeć temu, żeby nie podejść do wiankowego kramu.
Kiedy się przy nim pojawili odsunęła się od Rolpha i stanęła w kolejce, która poruszała się bardzo szybko, widać było, że pracownicy tego miejsca mieli tutaj wiele roboty. Złapała w rękę pierwszy, lepszy losowy wianek, założyła go na głowę i wróciła do swojego towarzysza.
!wianki