Kolejny sabat. Miała wrażenie, że od pamiętnego Beltane minęło bardzo dużo czasu, jednak nie do końca tak było. Ostatnio wszystko jej się dłużyło, przez to, że przez miesiąc nie chodziła do pracy. Strasznie się przy tym nudziła, nie umiała się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nieco osowiała, jedyne, co ją pocieszało było to, że przez swój wypadek mogła być bliżej Camerona. Po tym, jak wspinał się dla niej z tym nieszczęsnym wiankiem na pal tyle razy nie mogła przestać o nim myśleć. Zastanawiała się, jak będzie wyglądać ich przyszłość. Nie pomagał w tym wcale fakt, że gazety zaczęły się rozpisywać o tym, że się zaręczyli. Wiedziała, że prędzej, czy później Kamiś zdecyduje się na ten krok, nie chciała jednak, żeby czuł presję otoczenia, zdawała sobie sprawę, że denerwuje się byle pierdołą.
Miała farta, tym razem nie musiała pracować podczas sabatu. Mogła celebrować go całą sobą i spędzić ten dzień dokładnie tak, jak lubiła najbardziej. Spotkała się z Effy wcześniej. Przyszły na sabat razem. Niesamowicie zadowolona była z tego, że miały możliwość spędzić ze sobą trochę czasu. Stęskniła się za nią, trochę jej było głupio, że przez swoją pracę nie miały możliwości widywać się częściej, także korzystała z każdej okazji która się nadarzyła.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, rude włosy układały się w nieładzie, nadal nie doprowadziła ich do porządku, po tym jak Charlie jej je obciął w szpitalu. Pogodziła się już jednak ze stratą długich kudłów. Ubrana była raczej niezbyt gustownie, jak zawsze stawiała na wygodę. Na nogach miała jeansowe dzwony, a do tego jasną koszulę związaną nad pępkiem - zdecydowanie bardziej po mugolsku, ale wokół niej było tak wielu, kolorowych czarodziejów, że zlewała się z tłumem. - Effy, promyczku, od czego chciałabyś zacząć, jeśli mam być szczera, to nie wiem w co najpierw ręce włożyć. - Złapała ją pod rękę, ale nie ruszyła się z miejsca, bo chyba nie wiedziała, w którą stronę ma iść. Wszystkie kramy przyciągały wzrok, musiały mieć jakiś plan. Miała wrażenie, że przyjaciółka lepiej będzie potrafiła się zorganizować, jej trzecie oko, czary mary, czy ci ludzie z zaświatów powinni jej pomóc obrać jakąś drogę. Uwielbiała towarzystwo Effy, była jej jedyną przyjaciółką, z którą znała się jeszcze od Hogwartu, nie licząc Ady, tylko, że ta była dla niej prawie jak siostra.
Chcąc nie chcąc jej wzrok przyciągnęły kapłanki przy ogniskach. Zrobiło jej się cieplej, kiedy zobaczyła płomienie. Nie miała z nimi zbyt wiele miłych wspomnień po ostatnim święcie. Wpatrywała się dłużej w ogniki tańczące w rytm tylko sobie znanej melodii. Oczarowały ją.
!płomienie
[a]