To nie tak, że planowała pojawić się na obchodach Lithy. Od czasu majowych wydarzeń, raczej nie zakładała, że kiedykolwiek jeszcze zaszczyci swoją obecnością sabaty, z wielu różnych przyczyn, tych oczywistych jak i tych mniej, które zachowała wyłącznie dla siebie. W ostatniej chwili zdecydowała jednak, że powinna tu przyjść. Może uznała, że nie może dać się zastraszyć, bo właśnie tego chcą Śmierciożercy? Może uznała, że musi tu przyjść, bo to jedyny sposób żeby wyzbyć się traumy, jaką pociągnęły za sobą ostatnie wydarzenia?
Na Sabacie pojawiła się sama, spóźniona. Była nieco bledsza niż zwykle w ciemnej prostej sukience, a dosyć typowym dla Dani, choć kontrastującym z całością akcentem była wpięta we włosy spinka w kształcie żółtego motyla. Mimo zmęczenia, jakie malowało się na jej twarzy, jej usta co jakiś czas wykrzywiały się w delikatnym uśmiechu, gdy akurat nawiązywała kontakt wzrokowy z kimś znajomym. Nie rozglądała się jakoś szczególnie, nie przywiązywała wagi do tego, co działo się dookoła niej - sabaty zawsze znane były ze swej chaotyczności i tego, że różne dziwne rzeczy mogły się na nich dziać. W pierwszej kolejności skierowała kroki w stronę ognia i choć w pierwszej chwili odruchowo odwróciła głowę, zupełnie jakby bała się w nie spojrzeć, zagryzła wargi i zmusiła się, by skierować wzrok w stronę płomieni.
!płomienie
beauty and terror
just keep going
no feeling is final