02.12.2023, 10:38 ✶
Brwi Cathala powędrowały w górę, kiedy wspomniał, że jego siostra niedługo zostanie panią Black. Przystanął na moment, w milczeniu, przetwarzając informacje uzyskane i posiadane – a więc jednak chodziło o tę Eunice, najwyraźniej przegapił informacje o rozwodzie, a pan Black bardzo szybko się po tym rozstaniu pocieszył.
Powstrzymał cisnące się na usta słowa odnośnie tego, że pan Black ma krótką przewidywaną długość życia, ruszając wreszcie za Letą i Ulyssesem.
– Dziękuję, ale obawiam się, że marna byłaby ze mnie kobieta – skwitował tylko słowa Alethei, jak zwykle niezbyt przejęty jej paplaniną. – A tobie poślubić Ulyssesa nie pozwolę, to w końcu mój przyjaciel. Nie wypada życzyć mu takiego losu – zakpił jeszcze, rzucając mu nieco rozbawione spojrzenie, kiedy stwierdził, że przebaczyłby mu i wiek, i wzrost. – Tak, twoja rodzina bardzo dba o to, aby czysta krew Rookwoodów nie wyginęła. Nie krępuj się, w razie czego. Najwyżej rozejdą się plotki i twojego ojca krew zaleje.
Inna sprawa, że Cathal miał pewne Opinie na temat Rookwoodów, podyktowane głównie tym, jak bardzo Ulysses starał się, aby Shafiq nie miał z nimi wiele wspólnego. Co nie było teraz trudne, gdy od lat rzadko bywał w Little Hangleton, ale w przeszłości już wymagało jednak pewnych starań.
Abbott wepchnęła wianek i jemu, i Cathal spojrzał na trzymane w ręku kwiaty z jakby odrobiną kpiny. Zważywszy na jego wzrost i postawę, nie wątpił, że w takim wianku będzie wyglądał co najmniej zabawnie i sam pewnie by w tej kolejce nie stanął, gdyby nie pociągnęła ich tutaj Leta. Ale i nie wzbraniał się gwałtownie przed jego przyjęciem.
– Możesz komuś je wręczyć, żebyś tylko potem nie marudziła – oświadczył, ruszając dalej. – To nie twój ojciec…? – zapytał, oglądając się w tłumie ku miejscu, gdzie zaczynało się coś na kształt zamieszania. Ale może tylko mu się zdawało.
!wianki
Powstrzymał cisnące się na usta słowa odnośnie tego, że pan Black ma krótką przewidywaną długość życia, ruszając wreszcie za Letą i Ulyssesem.
– Dziękuję, ale obawiam się, że marna byłaby ze mnie kobieta – skwitował tylko słowa Alethei, jak zwykle niezbyt przejęty jej paplaniną. – A tobie poślubić Ulyssesa nie pozwolę, to w końcu mój przyjaciel. Nie wypada życzyć mu takiego losu – zakpił jeszcze, rzucając mu nieco rozbawione spojrzenie, kiedy stwierdził, że przebaczyłby mu i wiek, i wzrost. – Tak, twoja rodzina bardzo dba o to, aby czysta krew Rookwoodów nie wyginęła. Nie krępuj się, w razie czego. Najwyżej rozejdą się plotki i twojego ojca krew zaleje.
Inna sprawa, że Cathal miał pewne Opinie na temat Rookwoodów, podyktowane głównie tym, jak bardzo Ulysses starał się, aby Shafiq nie miał z nimi wiele wspólnego. Co nie było teraz trudne, gdy od lat rzadko bywał w Little Hangleton, ale w przeszłości już wymagało jednak pewnych starań.
Abbott wepchnęła wianek i jemu, i Cathal spojrzał na trzymane w ręku kwiaty z jakby odrobiną kpiny. Zważywszy na jego wzrost i postawę, nie wątpił, że w takim wianku będzie wyglądał co najmniej zabawnie i sam pewnie by w tej kolejce nie stanął, gdyby nie pociągnęła ich tutaj Leta. Ale i nie wzbraniał się gwałtownie przed jego przyjęciem.
– Możesz komuś je wręczyć, żebyś tylko potem nie marudziła – oświadczył, ruszając dalej. – To nie twój ojciec…? – zapytał, oglądając się w tłumie ku miejscu, gdzie zaczynało się coś na kształt zamieszania. Ale może tylko mu się zdawało.
!wianki