02.12.2023, 14:39 ✶
- Mam być zazdrosny o własnego brata? - zapytał, unosząc kącik ust. Oczywistym było, że żartował - to nie tak, że zawsze miał kija w dupie. Oczywiście najczęściej był poważny i jego poczucie humoru było... inne, lecz w towarzystwie Bellatrix wydawał się być zupełnie innym człowiekiem. Bardziej ludzkim. - Myślę, że najpierw trzeba by ogarnąć jego samego, a niestety nie wiem jak to zrobić. Musi sobie sam z tym poradzić, mogę być tylko obok, wie że w razie czego mu pomogę.
Miał przynajmniej nadzieję, że Rabastan to wiedział. Mówił mu to wprost, ale czy brat wziął sobie jego słowa do serca? Nie miał pojęcia, czasem nie był w stanie go zrozumieć. Nie potrafił.
Stanął posłusznie za nią w kolejce, odmawiając gdy jedna z kobiet wyciągnęła wianek w jego stronę. Za żadne skarby, prędzej by go zjadł, niż założył na głowę. Trix za to wyglądała przepięknie. Na krótki moment spojrzenie Rolpha ociepliło się. Pociągnął narzeczoną w bok, by nie przeszkadzali innym, lecz zatrzymał się nagle, pozwalając by wpadła mu w ramiona. Nie dał jej jednak czasu na reakcję - widząc ją w tym wianku nie mógł się powstrzymać przed złożeniem na jej ustach pocałunku. Zwykle starał się nie okazywać czułości w miejscach publicznych, ale nie dostrzegł nikogo znajomego, a sama atmosfera tego miejsca udzielała mu się na tyle, że postanowił na krótki moment się zapomnieć.
- Nie sądziłem, że możesz wyglądać jeszcze piękniej niż zwykle - powiedział, odruchowo poprawiając jej wianek tak, by był prosto włożony na głowę narzeczonej. - Co teraz chcesz zrobić? Zatańczyć wokół ogniska czy poprosić Matkę o dziecko?
Uniósł brew, a na jego ustach błądził uśmiech, nieco kpiący. Znał jej podejście do tego tematu, tak jak ona znała jego. Byli na to za młodzi, z tego też powodu odwlekali ślub. Żeby później nie musieli bronić się przed napastliwymi wymaganiami społecznymi. Bo teraz nie wypadało, ale potem będzie trzeba. A oni przecież zostali stworzeni do większych, ważniejszych celów. Poza tym ogromnym egoizmem byłoby sprowadzanie dziecka na świat, w którym roiło się od szlam. Najpierw wypadałoby ten świat nieco oczyścić.
Miał przynajmniej nadzieję, że Rabastan to wiedział. Mówił mu to wprost, ale czy brat wziął sobie jego słowa do serca? Nie miał pojęcia, czasem nie był w stanie go zrozumieć. Nie potrafił.
Stanął posłusznie za nią w kolejce, odmawiając gdy jedna z kobiet wyciągnęła wianek w jego stronę. Za żadne skarby, prędzej by go zjadł, niż założył na głowę. Trix za to wyglądała przepięknie. Na krótki moment spojrzenie Rolpha ociepliło się. Pociągnął narzeczoną w bok, by nie przeszkadzali innym, lecz zatrzymał się nagle, pozwalając by wpadła mu w ramiona. Nie dał jej jednak czasu na reakcję - widząc ją w tym wianku nie mógł się powstrzymać przed złożeniem na jej ustach pocałunku. Zwykle starał się nie okazywać czułości w miejscach publicznych, ale nie dostrzegł nikogo znajomego, a sama atmosfera tego miejsca udzielała mu się na tyle, że postanowił na krótki moment się zapomnieć.
- Nie sądziłem, że możesz wyglądać jeszcze piękniej niż zwykle - powiedział, odruchowo poprawiając jej wianek tak, by był prosto włożony na głowę narzeczonej. - Co teraz chcesz zrobić? Zatańczyć wokół ogniska czy poprosić Matkę o dziecko?
Uniósł brew, a na jego ustach błądził uśmiech, nieco kpiący. Znał jej podejście do tego tematu, tak jak ona znała jego. Byli na to za młodzi, z tego też powodu odwlekali ślub. Żeby później nie musieli bronić się przed napastliwymi wymaganiami społecznymi. Bo teraz nie wypadało, ale potem będzie trzeba. A oni przecież zostali stworzeni do większych, ważniejszych celów. Poza tym ogromnym egoizmem byłoby sprowadzanie dziecka na świat, w którym roiło się od szlam. Najpierw wypadałoby ten świat nieco oczyścić.