Chester nie życzył sobie jakiekolwiek kontaktu z tym mężczyzną, który zdecydowanie przekroczył granice jego nietykalności oraz zburzył jego nienaganny wizerunek. Przekroczenie pięćdziesiątego roku życia nie sprawiło, że przestał przywiązywać wagę do sprawności fizycznej i naprawdę nie miał się czego wstydzić. Po odepchnięciu od siebie tego mężczyzny, sięgnął od razu po swoją różdżkę aby przywrócić swoją koszulę do pożądanego stanu, usuwając nawet plamę z piwa. Myślał także o swoich wnukach, o które jako ich opiekun do czasu przyjścia ich rodziców, musiał zadbać. Tylko ostatnia łamaga jest w stanie potknąć się o dziecko, którego stanem to on będzie się zajmować i próbować je uspokoić.
— Niedługo będziecie mieć babcię. — Zapewnił chłopców zgodnie z tym, że rozważał poszukanie dla siebie nowej partnerki. W końcu jest wdowcem od dziesięciu lat. Niedługo stanowiło dosyć odległą perspektywę w czasie, bo przy jego boku powinna stanąć odpowiednia kobieta. Jeśli szukał dla syna idealnej kandydatki na żonę to względem samego siebie nie mógł nie kierować się swoimi kryteriami.
— Tak. Ta kobieta próbowała mnie okraść i chciała najwyraźniej uciec z moją sakiewką. — Chester zamierzał rozwiązać tę sprawę z udziałem Brygadzistów, jednak skoro całe to zamieszanie ściągnęło tutaj Stewarda, to zamierzał na tym skorzystać. Nie musiał tym samym legitymować się przed pierwszym napotkanym Brygadzistą i tłumaczyć mu całej sprawy, jak zwyczajny cywil. — Z kolei ten tutaj starał się odwrócić moją uwagę. — Wytłumaczył Patrickowi z niezadowoleniem w głosie.
— Oczywiście. Jeśli mogę zasugerować... od razu zabierz ich do aresztu na dobę albo dwie. Jak ją spiszesz i wypuścisz to z pewnością spróbuje okraść kogoś innego. Tego tu najlepiej usunąć z widoku publicznego, aby nie gorszył świętujących swoim wizerunkiem i zachowaniem. — Przystał na to z miejsca. Kierując się swoim doświadczeniem, doskonale wiedział że jeśli pozwoli się odejść złodziejom (nawet jeśli przyłapani na gorącym uczynku ostatecznie oddadzą cudzą własność, jak to miało miejsce w tym przypadku), to lada moment spróbują okraść kogoś innego. Odzyskaną sakiewkę schował tam, gdzie jej miejsce - do wewnętrznej kieszeni marynarki. Chester z kolei bardzo nie lubił zboczeńców, którzy pchali się z rękami tam, gdzie nie powinni. Nie patrzył też przychylnym okiem na obscenicznie ubrane osoby. Nie był też zwolennikiem taryfy ulgowej dla tych, którzy weszli mu w drogę.