Uśmiech z jej twarzy nie znikał, a Alexander świetnie sobie radził z odwracaniem jej uwagi, z rozbawianiem jej, co ją naprawdę mocno zaskoczyło, bo zwykle była bardziej sarkastyczna i nie miła, gdy poznawała nowe osoby. Może to ta jego aura? Charyzma? Coś w oczach? Nie wiedziała, ale też nie chciała się nad tym roztrząsać. Mężczyzna był czarujący, a udowodnił to tym, że się przed nią skłonił. Zapewne było to spowodowane jego pracą, ale Avelinie to nie przeszkadzało. Jeszcze nie spotkała takiej osoby jak on, a to zawsze dodatkowe doświadczenie.
– Będę pamiętać – odparła. Swoje spjrzenie skierowała na niego, aby patrzeć, gdy do niej mówił. Pokiwała głową myśląc nad tymi słowami. – Coś w tym jest, ale to taka przyjemniejsza magia. Mam więcej siły i może przetrwam ten czas bez zasypiania na stojąco, więc się może nie znudzisz tutaj ze mną – uśmiechnęła się i rozejrzała dookoła. Za ich plecami działo się jakieś zamieszanie, ale Ave się nad tym nie skupiała, jej głowa była wystarczająco zmęczona i zaspana, aby mogła myśleć o tym otoczeniu tutaj. – Tylko nie odlatuj za daleko, obiecałeś mnie odprowadzić – lekko uderzyła go swoim bokiem w żartobliwym geście. Siły nie miała, więc nawet nie była pewna, czy Alex to poczuł.
– Nie, nie zjadłam nic – wyznała szczerze, bo z kłamstwem jej było często na bakier. Czasami się zdarzyło, ale nie miała w tym wielkiej wprawy, a nie miała też potrzeby okłamywania swojego towarzysza, bo prędzej, czy później by się o tym dowiedział słysząc burczenie w brzuchu. – Mignęło mi stanowisko z grillowanymi warzywami, więc mogę sobie coś kupić do jedzenia i przejdziemy się na ognisko, co ty na to? – zaproponowała – Ciekawi mnie to jak to wygląda, ale sama nigdy nie pchałam się w ręce wróżbitek – odpowiedziała na jego pytanie.