17.11.2022, 20:33 ✶
Każdy, kto dobrze znał Cynthie Flint, od razu mógł zauważyć widniejące w jej oczach poirytowanie z zaistniałej sytuacji. No, być może wymieszane z niedowierzaniem, że ani jej doszlifowany urok osobisty, ani też nienaganna historia edukacyjna w tym zamku nie zadziałały tak, jak sobie to wymyśliła. Nie pomogły się jej wywinąć. Z udawaną pokorą wysłuchała jednak kazania oraz instrukcji dotyczących szlabanu, czując niewidzialną plamę roznoszącą się na dumie oraz odznace prefekta, którą nosiła przypiętą do szkolnego swetra.
Odkładała torbę na krzesło już pozbawiona magicznego patyka, czując na plecach krytyczne spojrzenie nauczyciela, gdy do klasy coś wpadło lub raczej ktoś wpadł, niezgrabnie i szybko. Wyprostowała się i zerknęła w stronę dziewczyny, pozwalając by chłodne, stalowoniebieskie tęczówki przemknęły po jej sylwetce i zatrzymały się na twarzy Gryfonki, którą okazało się, że właściwie to znała. Przekręciła delikatnie głowę na bok nie tyle zaskoczona tym, że ją tu widzi, ile tym, że nosi odznakę przy piersi. Cóż, może faktycznie całą sobą reprezentowała dom lwa? Dom, z którym przecież jej własny tak rywalizował bezsensownie od samego początku, tracąc energię na nienawiść i przepychanki — Brenna. - przywitała się, przywdziewając maskę delikatnego i zawstydzanego uśmiechu, odwracając na bok wzrok. Zaplotła jasny, niemalże srebrzysty kosmyk włosów na palec, wzruszając ramionami. Dostosować się Cynthia, pamiętaj. - Zbyt późno wałęsałam się po korytarzach, po godzinach patrolu. A Ty?
Kontynuowała rozmowę ze spokojem, podwijając rękawy zielonego swetra, na którego lewej stronie wisiała plakietka z wężem Slytherina. Castiel ją lubił, miała dobrą krew. Nie było powodu zachowywać aż tak zimnego dystansu. Nawet, jeśli nie zamykała się jej buzia. Westchnęła bezgłośnie, wyjmując z kieszeni frotkę do włosów, którą niedbale splotła jasne pasma w wysokiego koka. - Podobno używanie magii do wszystkiego rozleniwia, a to ma przypominać o ciężkiej pracy i satysfakcji płynącej z sukcesu.
Wyjaśniła mimowolnie, zabierając się za przygotowanie rzeczy do sprzątania. Wszystko im przygotował, a góra kociołków zdawała się śmiać z dwóch uczennic, jak tylko refleksy ze światła kandelabrów odbijały się w metalu, z którego były wykonane. Zmierzyła je wzrokiem, podnosząc jedną ze ścier i kierując się w stronę niewielkiego zlewu w rogu sali, aby ją zmoczyć.
Odkładała torbę na krzesło już pozbawiona magicznego patyka, czując na plecach krytyczne spojrzenie nauczyciela, gdy do klasy coś wpadło lub raczej ktoś wpadł, niezgrabnie i szybko. Wyprostowała się i zerknęła w stronę dziewczyny, pozwalając by chłodne, stalowoniebieskie tęczówki przemknęły po jej sylwetce i zatrzymały się na twarzy Gryfonki, którą okazało się, że właściwie to znała. Przekręciła delikatnie głowę na bok nie tyle zaskoczona tym, że ją tu widzi, ile tym, że nosi odznakę przy piersi. Cóż, może faktycznie całą sobą reprezentowała dom lwa? Dom, z którym przecież jej własny tak rywalizował bezsensownie od samego początku, tracąc energię na nienawiść i przepychanki — Brenna. - przywitała się, przywdziewając maskę delikatnego i zawstydzanego uśmiechu, odwracając na bok wzrok. Zaplotła jasny, niemalże srebrzysty kosmyk włosów na palec, wzruszając ramionami. Dostosować się Cynthia, pamiętaj. - Zbyt późno wałęsałam się po korytarzach, po godzinach patrolu. A Ty?
Kontynuowała rozmowę ze spokojem, podwijając rękawy zielonego swetra, na którego lewej stronie wisiała plakietka z wężem Slytherina. Castiel ją lubił, miała dobrą krew. Nie było powodu zachowywać aż tak zimnego dystansu. Nawet, jeśli nie zamykała się jej buzia. Westchnęła bezgłośnie, wyjmując z kieszeni frotkę do włosów, którą niedbale splotła jasne pasma w wysokiego koka. - Podobno używanie magii do wszystkiego rozleniwia, a to ma przypominać o ciężkiej pracy i satysfakcji płynącej z sukcesu.
Wyjaśniła mimowolnie, zabierając się za przygotowanie rzeczy do sprzątania. Wszystko im przygotował, a góra kociołków zdawała się śmiać z dwóch uczennic, jak tylko refleksy ze światła kandelabrów odbijały się w metalu, z którego były wykonane. Zmierzyła je wzrokiem, podnosząc jedną ze ścier i kierując się w stronę niewielkiego zlewu w rogu sali, aby ją zmoczyć.