Pytanie, które zadała jej Effie spowodowało, że na chwilę zatrzymała się w miejscu. Mimo swojego dosyć młodego wieku miała całkiem bogate życie uczuciowe. Już w czasie nauki w Hogwarcie ciągnęło ją do płci przeciwnej bardziej niż powinno, zabawne, że mimo tego iż nie była typową pięknością, lecz zdecydowanie chłopczycą to cieszyła się dosyć sporym zainteresowaniem. Jej charakter robił swoje. Nie miała pojęcia, jak skończyła większość z jej byłych chłopaków, Billy i cała reszta. Szczególnie też się jakoś nad tym nie zastanawiała. - Chyba nie Eff, chociaż nie mam pojęcia, nie wypytywałam większości z nich o to, czym się zajmują. - Relacje, które nawiązywała były w dużej mierze chwilowe, i nic konkretnego z nich nie wychodziło. Oczywiście, to się zmieniło i temat już jej nie dotyczył, jednak spojrzała na przyjaciółkę podejrzliwie. - Effie, czy jakiś typ spod ciemnej gwiazdy zawrócił ci w głowie? - Zadała to pytanie na pewno nie bez powodu, wolałaby, żeby znalazła sobie faceta, który będzie miał dobre serce i się nią zaopiekuje, a nie jakiegoś zbója. Znaczy, to nie tak, że zbój nie mógłby szczerze jej pokochać, tyle, że mógł źle skończyć, przez co ona mogłaby ucierpieć, a taka perspektywa się Wood nie podobała.
Kiedy wpatrywała się w tańczące płomienie dostrzegła obraz, który się w nich pojawił. Była to kobieta, z koroną na głowie i niemowlęciem w ręku. Nie miała zielonego pojęcia, co to oznacza, oby nie jakąś nastoletnią ciążę, bo przecież ona ledwie skończyła dwadzieścia lat. Poczuła jednak ulgę, która przyszła zupełnie znienacka, jakby wszystkie troski gdzieś zniknęły. Z rozmyślań wyrwał ją głos przyjaciółki. Przeniosła spojrzenie, żeby zobaczyć, gdzie właściwie zobaczyła Camerona, ale jej nie udało się go dostrzec. - Nie widzę go, musiał gdzieś zniknąć. - Mieli się tu spotkać, na pewno jeszcze znajdą się w tłumie.
Wtedy poczuła, że ktoś objął ją ramionami, nie tylko ją, ale i Effy, odskoczyła momentalnie. Po ostatnim sabacie była trochę przewrażliwiona, lepiej jej było nie straszyć. Zdziwienie namalowało się na jej twarzy, gdy zobaczyła, kto jest sprawcą tego zamieszania. Ile właściwie go nie widziała? Z dnia na dzień zniknął ze szkoły, od tego momentu nie miała pojęcia o tym, czy żyje. Mina jej zrzedła, nie wiedziała, czy się cieszy, że go widzi, czy czuje coś zupełnie innego. - Na szczęście nie będzie to twoje zmartwienie, Charles. - Ton jej głosu był raczej chłodny, przyglądała mu się dłuższą chwilę uważnie, mierzyła do wzrokiem od stóp do głów. Nie wyglądał najgorzej, żył, ciekawe, jak mu się wiodło gdy zniknął ze szkoły.
Nie było jej dane nad tym zbyt długo rozmyślać, bo kolejna osoba postanowiła ją zaskoczyć. Poczuła, że coś ląduje na jej głowie, następnie dotyk na swojej talii. Nie było jej dane zobaczyć, z czego był zrobiony, jednak, gdy Cameron wsunął jej wianek na głowę poczuła siłę, a magia, jakby zaczęła płynąć w jej żyłach. Miała wrażenie, że kamienie wbirują. Może te wianki były zaklęte? Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, kiedy Cameron znalazł się obok. - Nigdy więcej patroli na sabacie. - Odpowiedziała mu jeszcze, chociaż wiedziała, że na pewno kiedyś będzie musiała pojawić się podczas świętowania jako funkcjonariusz.
- To jest Charles. - Dodała jeszcze wskazując na chłopaka, który znajdował się obok nich. Nie miała pojęcia, czy znali się z Hogwartu, wolała więc ich sobie przedstawić. - A to mój narzeczony Cameron. - Dodała Ruda, bo odkąd gazety zaczęły o nich tak pisać sama mówiła o Cameronie w ten sposób, mimo, że do zaręczyn nie doszło..