03.12.2023, 18:15 ✶
- Ależ nie śmiałbym zostawić cię tutaj samej - stwierdziłem wręcz natychmiast po jej słowach. Jak najbardziej pamiętałem swą obietnicę, więc jeśli tylko będę miał ochotę polatać, to na tę przejażdżkę zabiorę również Paxton. Jakby nie patrzeć, chociaż przez część popołudnia byliśmy siebie uwiązani, więc mi to jak najbardziej odpowiadało i nie zamierzałem tego zmieniać pod żadnym pozorem. Trzeba było porządnie ten czas wykorzystać, więc kiedy tylko usłyszałem, że nic nie jadła po przygodach na statku, po tym małym kuksańcu z jej strony, pozwoliłem na objęcie jej w pasie i odprowadzenie w kierunku najlepiej pachnących stoiskach ze świeżym, cieplutkim jedzonkiem.
- Jak najbardziej, kiedy już zjemy, to możemy tam iść... - dodałem po drodze i zaraz coś tam pewnie smakowitego wybrałem, ale nie pozwoliłem jej zapłacić, chyba że się upierała, to każdy za swoje, bo przecież nie będę walczył o czyjeś prawo do płacenia, czyż nie? Oczywiście zaraz skończyłem w rękach z podwójną porcją, bo jedna to za mało. Nie warto by było poruszać żołądka dla jednej przypiekanej kanapki z warzywami.
- Za często się tym nie chwalę, bo to bardziej dla własnych prywatnych pobudek robię, ale... również wróżę. Głównie z kart - przyznałem się po chwili, kiedy przegryzłem pierwsze kęsy. Takim trochę cichszym głosem, zniżonym tonem, jak gdyby ktoś mógł to podłapać. - Ale zdecydowanie nie w celach zarobkowych ani dla show - stwierdziłem, wzruszając ramionami. Mógłbym to w sumie robić, ale raczej większe branie wśród mugoli miały wieszczki, jeszcze w średnim lub podeszłym wieku, a ja... cóż... może mógłbym przyciągnąć jakąś młodą, kobiecą publikę, ale... jakoś nie czułem tego. Może kiedyś w desperacji.
- Z ogniska niegdyś korzystałem... w ramach usługi, ale już nie pamiętam, co mi wywróżyło. Zobaczymy dziś, ale wpierw zjedz. Kiedy zjesz i dalej będziesz głodna, to kupimy jeszcze może coś na deser, hmmm? - zaproponowałem, bo jeśli było się głodnemu, a nie miało się ochoty jeść, bo stres czy zmęczenie dawało się we znaki, to zawsze można było dać sobie zastrzyku cukrem. Flynn zjadałby cukier tonami. Ja bym tak nie potrafił, bo uwielbiałem jeść wszystko, od mięsnych po takie warzywne przekąski, dania główne, wszystko. - A co do ukrytych zdolności... Czy panna Paxton jakieś posiada? Albo mroczne, głęboko skrywane tajemnice...? - zapytałem takim tajemnym tonem, jak gdybym serio jej tu zarzucał jakimś zaklęciem rozwiązującym język albo czymś innym, albo po prostu zapowiadał najnowszą sztuckę w cyrku, a wszystko to dla tego uśmiechu na tej z reguły smutnej, umęczonej buźce.
Niestety, nigdzie nie dojrzałem tych moich bejbiczków. Może gdybym nie był tak zaaferowany burczącym brzuchem Aveliny, może obejrzałbym się za siebie i zobaczył jakieś rozgardiasze. Albo i nie.
- Jak najbardziej, kiedy już zjemy, to możemy tam iść... - dodałem po drodze i zaraz coś tam pewnie smakowitego wybrałem, ale nie pozwoliłem jej zapłacić, chyba że się upierała, to każdy za swoje, bo przecież nie będę walczył o czyjeś prawo do płacenia, czyż nie? Oczywiście zaraz skończyłem w rękach z podwójną porcją, bo jedna to za mało. Nie warto by było poruszać żołądka dla jednej przypiekanej kanapki z warzywami.
- Za często się tym nie chwalę, bo to bardziej dla własnych prywatnych pobudek robię, ale... również wróżę. Głównie z kart - przyznałem się po chwili, kiedy przegryzłem pierwsze kęsy. Takim trochę cichszym głosem, zniżonym tonem, jak gdyby ktoś mógł to podłapać. - Ale zdecydowanie nie w celach zarobkowych ani dla show - stwierdziłem, wzruszając ramionami. Mógłbym to w sumie robić, ale raczej większe branie wśród mugoli miały wieszczki, jeszcze w średnim lub podeszłym wieku, a ja... cóż... może mógłbym przyciągnąć jakąś młodą, kobiecą publikę, ale... jakoś nie czułem tego. Może kiedyś w desperacji.
- Z ogniska niegdyś korzystałem... w ramach usługi, ale już nie pamiętam, co mi wywróżyło. Zobaczymy dziś, ale wpierw zjedz. Kiedy zjesz i dalej będziesz głodna, to kupimy jeszcze może coś na deser, hmmm? - zaproponowałem, bo jeśli było się głodnemu, a nie miało się ochoty jeść, bo stres czy zmęczenie dawało się we znaki, to zawsze można było dać sobie zastrzyku cukrem. Flynn zjadałby cukier tonami. Ja bym tak nie potrafił, bo uwielbiałem jeść wszystko, od mięsnych po takie warzywne przekąski, dania główne, wszystko. - A co do ukrytych zdolności... Czy panna Paxton jakieś posiada? Albo mroczne, głęboko skrywane tajemnice...? - zapytałem takim tajemnym tonem, jak gdybym serio jej tu zarzucał jakimś zaklęciem rozwiązującym język albo czymś innym, albo po prostu zapowiadał najnowszą sztuckę w cyrku, a wszystko to dla tego uśmiechu na tej z reguły smutnej, umęczonej buźce.
Niestety, nigdzie nie dojrzałem tych moich bejbiczków. Może gdybym nie był tak zaaferowany burczącym brzuchem Aveliny, może obejrzałbym się za siebie i zobaczył jakieś rozgardiasze. Albo i nie.