03.12.2023, 19:00 ✶
Te wianki były super, tak - powtórzyłem sobie w myślach, poprawiając swój na głowie. Nieco znałem się na roślinach i ten mój od razu przypomniał mi czasy dzieciństwa, ucieczki do przydomowego ogródka czy na hogwardzkie błonia, ten czas spędzony w samotności, wśród książek o przygodach dzielnych czarodziei, wybitnych pojedynkarzy, niezłomnych i umiejętnych. Aż zapragnąłem na powrót się tam znaleźć, odetchnąć od tego dorosłego życia. Te dziecięce problemy teraz zdawały się być błachostkami, choć nie wszystkie... Miałem nadzieję, że moje dzieci będą miały mniej trosk w życiu. Starałem się robić wszystko, co w mojej mocy, by właśnie tak było, ale nie zawsze byłem w stanie, nie zawsze na czas, nie zawsze wystarczająco skupiony, nie zawsze tylko ich miałem w sercu. Avelina miała rację. Powinienem się skupić na rodzinie. Ona była najważniejsza. Kto wie? Może powinniśmy postarać się o jeszcze jedno dziecko. Beatrice co prawda była jeszcze mała, taka drobna i potrzebująca ciągłej opieki, ale Imogen znacznie bardziej promieniała, kiedy nosiła nasze dziecię pod sercem.
Szkoda tylko, że nowego dziecka nie mogliśmy zastąpić kawałkiem zielska. Na nią wianki nie działały i nie przynosiły żadnych cudów w jej humorze. Żadnych nostalgii ani wspomnień, choć może...? Jakaś nadzieja wciąż się we mnie tliła, choć nie na długo. Pewnie zastygłbym w przerażeniu na te spostrzeżenia, oskarżenia lecące ze strony Imogen, gdybym jej nie kłamał całe nasze małżeństwo, że ją kocham najbardziej na świecie. Bezduszne? Ależ oczywiście. Byłem zmęczony i cieszyłem się, że nie wydarłem się z tym, że nie wykrzyczałem jej tego prosto w twarz. Kochałem ją, ale czasami mnie wkurwiała niemożebnie. Najchętniej bym się ewakuował teraz daleko, ukrył przed nią i robił coś bardziej produktywnego.
- Nie uważasz, że to nie czas ani miejsce na podobne insynuacje? - zapytałem niepocieszony splotem zdarzeń, tym, że robi mi sceny w miejscu publicznym. Nie sądziłem, że będzie na tyle bezczelna i nietaktowna. I choć to mogłoby faktycznie oznaczać, w sensie ta niestabilność emocjonalna, że mogła być w ciąży, jakoś nie mieściło mi się to w głowie, nie chciałem w to uwierzyć, szczególnie że jeszcze chwilę temu sam o tym luźno myślałem. Luźno, a nie proroczo. To było wstrętne z jej strony. Od kiedy to uciekała się do manipulacji...?
- Nie będę się z tobą spierał wśród ludzi na temat tego, gdzie powinniśmy mieszkać. Będziesz siedzieć w Little Hangleton, czy ci się to podoba, czy nie. To nie podlega dyskusji. I lepiej nie kontynuuj rozmowy w tej chwili, bo jedyną wyprowadzkę jaką zobaczysz, to moją z naszej sypialni do gościnnej - odparłem na jej ucho. Minę miałem nietęgą, ale opamiętałem się, kiedy mój wzrok padł na pierwszą lepszą osobę nieopodal, zbyt blisko. Wciąż przebywaliśmy w pobliżu tej ogromnej kolejki za wiankami.
- Jestem zmęczony. Porozmawiamy jutro o twoich wymysłach - zaproponowałem, a właściwie uciąłem. Miałem taką nadzieję, że uciąłem. Nie chciałem robić tu dram, a przede wszystkim nie miałem siły na jakieś gierki, kłótnie. W kieszeni wciąż miałem perłę. Nie chciała się ode mnie odkleić. Nie rozumiałem, o co z nią chodziło. Towarzyszyła mi również podczas kąpieli, a wcale jej do garnituru nie wkładałem. Sama weszła. Magicznie.
Cóż, nieistotne. Na powrót się wyprostowałem i rozejrzałem za ojcem, po czym od razu ruszyłem w jego kierunku. Pod ramię szła ze mną małżonka, niezależnie od tego, czy jej się to podobało, czy też nie. Zajmę się dziećmi. Z Imogen porozmawiam jutro - taki właśnie był mój plan.
Z ciekawości rzucam na percepcję, ale mimo wszystko dostrzegam tatkę, bo widzę, że kradziejki sobie idą
Szkoda tylko, że nowego dziecka nie mogliśmy zastąpić kawałkiem zielska. Na nią wianki nie działały i nie przynosiły żadnych cudów w jej humorze. Żadnych nostalgii ani wspomnień, choć może...? Jakaś nadzieja wciąż się we mnie tliła, choć nie na długo. Pewnie zastygłbym w przerażeniu na te spostrzeżenia, oskarżenia lecące ze strony Imogen, gdybym jej nie kłamał całe nasze małżeństwo, że ją kocham najbardziej na świecie. Bezduszne? Ależ oczywiście. Byłem zmęczony i cieszyłem się, że nie wydarłem się z tym, że nie wykrzyczałem jej tego prosto w twarz. Kochałem ją, ale czasami mnie wkurwiała niemożebnie. Najchętniej bym się ewakuował teraz daleko, ukrył przed nią i robił coś bardziej produktywnego.
- Nie uważasz, że to nie czas ani miejsce na podobne insynuacje? - zapytałem niepocieszony splotem zdarzeń, tym, że robi mi sceny w miejscu publicznym. Nie sądziłem, że będzie na tyle bezczelna i nietaktowna. I choć to mogłoby faktycznie oznaczać, w sensie ta niestabilność emocjonalna, że mogła być w ciąży, jakoś nie mieściło mi się to w głowie, nie chciałem w to uwierzyć, szczególnie że jeszcze chwilę temu sam o tym luźno myślałem. Luźno, a nie proroczo. To było wstrętne z jej strony. Od kiedy to uciekała się do manipulacji...?
- Nie będę się z tobą spierał wśród ludzi na temat tego, gdzie powinniśmy mieszkać. Będziesz siedzieć w Little Hangleton, czy ci się to podoba, czy nie. To nie podlega dyskusji. I lepiej nie kontynuuj rozmowy w tej chwili, bo jedyną wyprowadzkę jaką zobaczysz, to moją z naszej sypialni do gościnnej - odparłem na jej ucho. Minę miałem nietęgą, ale opamiętałem się, kiedy mój wzrok padł na pierwszą lepszą osobę nieopodal, zbyt blisko. Wciąż przebywaliśmy w pobliżu tej ogromnej kolejki za wiankami.
- Jestem zmęczony. Porozmawiamy jutro o twoich wymysłach - zaproponowałem, a właściwie uciąłem. Miałem taką nadzieję, że uciąłem. Nie chciałem robić tu dram, a przede wszystkim nie miałem siły na jakieś gierki, kłótnie. W kieszeni wciąż miałem perłę. Nie chciała się ode mnie odkleić. Nie rozumiałem, o co z nią chodziło. Towarzyszyła mi również podczas kąpieli, a wcale jej do garnituru nie wkładałem. Sama weszła. Magicznie.
Cóż, nieistotne. Na powrót się wyprostowałem i rozejrzałem za ojcem, po czym od razu ruszyłem w jego kierunku. Pod ramię szła ze mną małżonka, niezależnie od tego, czy jej się to podobało, czy też nie. Zajmę się dziećmi. Z Imogen porozmawiam jutro - taki właśnie był mój plan.
Z ciekawości rzucam na percepcję, ale mimo wszystko dostrzegam tatkę, bo widzę, że kradziejki sobie idą
Rzut N 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 16
Akcja nieudana
Akcja nieudana