– Mi się jeszcze nie zdarzyło coś takiego, ale ludzie czasami przychodzą do mnie w potrzebie i zdarza mi się dać im eliksiry za darmo, bo pracuje jako mistrzyni eliksirów w aptece na pokątnej – wyjaśniła, ale jakoś nigdy nie umiała z odwagą mówić o sobie jako o mistrzyni. Czuła, że wszystkiego jeszcze nie wie, że jeszcze czasem zdarzy się jej popełnić jakiś błąd mimo, że pracuje w swoim zawodzie odkąd skończyła szkołę. – Nie jest to przydatna cecha przy prowadzeniu biznesów, ale akurat to miejsce, w którym pracuje ma już swoje lata i renomę, więc można sobie pozwolić wspomóc osoby w potrzebie – wyjaśniła. Sama Avelina bardzo kochała robić eliksiry, uwielbiała godzinami siedzieć nad kociołkami dodając, mieszkając i poznając nowe składy na eliksiry, czasami eksperymentując i tworząc nowe wywary. Sama często siedziała w domu czytając nowe artykuły z tej dziedziny nauki, nowości z zakresu alchemii, bo interesowała się też tym działem i często próbowała swoich sił w tworzeniu antidotów. Jeszcze nie miała takiej wprawy w ich tworzeniu jak jej szef, ale z każdą próbą szło jej coraz lepiej. Chciałaby też wynaleźć coś na wszystkie choroby, aby ludzie już nie cierpieli, a zwłaszcza na te choroby genetyczne, które uprzykrzają i odbierają ludziom życie.
– Oh, cyrk. Byłam tam kiedyś z tatą, gdy miałam osiem lat. Cudowne miejsce, ale tata chyba nie za bardzo przepadał za tamtym miejscem. Mówił, że ktoś ukradł mu jego zegarek od dziadka, ale był tam tłum ludzi, więc mógł to być każdy. On jednak twierdził, że to ktoś od was – zaśmiała się, bo jej tata był naprawdę paranoikiem – Ale tata nigdy nie daje się przekonać, że nie ma racji, więc nie przejmuj się. Chętnie was odwiedzę. Możesz mi podrzucić jakąś ulotkę waszych występów to położę w aptece na ladzie, robię w eliksirach Raven’a – wyjaśniła, a gdy na horyzoncie pojawiła się klubokawiarnia, na zewnątrz miała różowe ściany, więc można było się domyśleć, że to miejsce z jakimiś wypiekami.
– Tak, otworzyła się w połowie marca, więc coraz bardziej robi się popularna na Pokątnej i w jej okolicach – wskazała różowy budynek – jesteśmy na miejscu, choć – weszła do środka i przywitała się z Wendy, która tutaj pracowała pomagając Norze odrobinę z biznesem, aby kobieta nie miała wszystkie na swoich barkach. Zamówiła dla siebie czarną kawę i drożdżówkę z jagodami, a gdy Alex złożył swoje zamówienie pokierowała go do swojego ulubionego miejsca w samym rogu.