23.12.2023, 20:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2023, 20:18 przez Alastor Moody.)
Obserwował jej reakcję, nie zmywając z twarzy zadziornego uśmiechu, który pokrył jego oblicze już chwilę temu. Tak, to był żart na poziomie, dokładniej mówiąc na poziomie tych rzucanych w szkolnej szatni przed meczem, ale zdaniem Moody'ego ten rodzaj dowcipu miał swój urok niezaprzeczalny urok. A może to po prostu była nostalgia?
- Oh, poczekaj, muszę policzyć na palcach - udał, że się nad czymś bardzo intensywnie zastanawia. Nawet odchylił się na bok. - Mam trzydzieści trzy i pół roczku. - Właściwie to trzydzieści trzy i cztery miesiące, więc dodał sobie kilkadziesiąt dni do życiorysu, ale to było w tej odpowiedzi najmniej istotne... - A jak tego nie powiem, to co? Zostaniesz ze mną na zawsze? - Mimika Alastora nabrała przy tym zdaniu nowej barwy - wciąż pozostała dziecinna, ale tym razem zawierało to w sobie sporą dawkę udawanej naiwności. Niby-flirt, ale z jakimś nieco smutnym podtekstem - zadziwiająco dobrze zgrał się z dalszą częścią ich rozmowy, bo Malfoy weszła w ten temat o wiele głębiej, niż przewidywał, zadając jej dosyć odważne jak na status ich żyć pytanie.
- Gdybym nie wierzył, że takie myśli mogą przeleźć przez twoje gardło, to byśmy tutaj nie stali. - Chciał to powiedzieć tak łagodnie jak potrafił, bo miał przecież oczy i widział, jak ciężko było jej to z siebie wydusić. Nie chciał jej tym skarcić za takie myślenie - tu nie chodziło wcale o takie typowe „jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć”, bardziej... ale to chyba bardziej wybrzmiało w jego oczach niż słowach, chciał pokazać jej, że ma w nim oparcie. Wcale nie było tak, że nie potrafił w nią uwierzyć. Potrafił i chciał. I stał tu przed nią, dawał ujmować swoją twarz w dłonie mimo dzielących ich różnic, z których zdawał sobie sprawę nie od wczoraj.
Ale wciąż - gdzieś pomiędzy słowami, które dobrał tak starannie, znajdowało się jeszcze to, że Alastor ludzi faktycznie selekcjonował. Eden wpadła do odpowiedniej grupy, ale istniała wciąż szansa, że by tutaj nie stała.
Cudem powstrzymał żałosny śmiech, kiedy powiedziała mu, że miałby jej wytykać bycie dorosłą. On też nigdy nie dorósł. Zawód wybrał mu tata. Wychował go na swoją wierną kopię, a on brnął w to od dzieciństwa, przejmował po nim najgorsze z możliwych nawyków, stawał się jego odbiciem, wysłuchał każdego słowa nadającego mu kierunek i to był właściwie jedyny sens jego życia - bycie Moodym, jedną z wielu podobnych twarzy o bliźniaczym życiorysie. Myliła się myśląc, że nie potrafił jej zrozumieć.
- Uważasz, że to byłoby cokolwiek, czego nie udźwignę...? - Miał tu na myśli tę potencjalną krzywdę. - Nie zamierzam cię pouczać, Eden. Ani zmuszać do działania wbrew sobie. - Objął ją rękoma, dając kobiecie możliwość ukrycia się w tym uścisku. Ale nie wiedział jeszcze, czym tak naprawdę powinien to skwitować? Jaki powinien wysunąć z tego wniosek? Wcale nie musiała działać na przekór wszystkiemu, on nie potrzebował afiszować się z niczym, tak naprawdę mógłby być jej słodkim, chociaż brudnym sekretem. Miał jednak tyle rozumu w głowie, żeby wyłapać oczywistość, jaką było to, że skoro w ogóle zaprzątała sobie w głowę ich reakcjami, to sposób jej postrzegania świata był nieco bardziej oczywisty, przyziemny, albo... po prostu mniej zepsuty.
- Oh, poczekaj, muszę policzyć na palcach - udał, że się nad czymś bardzo intensywnie zastanawia. Nawet odchylił się na bok. - Mam trzydzieści trzy i pół roczku. - Właściwie to trzydzieści trzy i cztery miesiące, więc dodał sobie kilkadziesiąt dni do życiorysu, ale to było w tej odpowiedzi najmniej istotne... - A jak tego nie powiem, to co? Zostaniesz ze mną na zawsze? - Mimika Alastora nabrała przy tym zdaniu nowej barwy - wciąż pozostała dziecinna, ale tym razem zawierało to w sobie sporą dawkę udawanej naiwności. Niby-flirt, ale z jakimś nieco smutnym podtekstem - zadziwiająco dobrze zgrał się z dalszą częścią ich rozmowy, bo Malfoy weszła w ten temat o wiele głębiej, niż przewidywał, zadając jej dosyć odważne jak na status ich żyć pytanie.
- Gdybym nie wierzył, że takie myśli mogą przeleźć przez twoje gardło, to byśmy tutaj nie stali. - Chciał to powiedzieć tak łagodnie jak potrafił, bo miał przecież oczy i widział, jak ciężko było jej to z siebie wydusić. Nie chciał jej tym skarcić za takie myślenie - tu nie chodziło wcale o takie typowe „jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć”, bardziej... ale to chyba bardziej wybrzmiało w jego oczach niż słowach, chciał pokazać jej, że ma w nim oparcie. Wcale nie było tak, że nie potrafił w nią uwierzyć. Potrafił i chciał. I stał tu przed nią, dawał ujmować swoją twarz w dłonie mimo dzielących ich różnic, z których zdawał sobie sprawę nie od wczoraj.
Ale wciąż - gdzieś pomiędzy słowami, które dobrał tak starannie, znajdowało się jeszcze to, że Alastor ludzi faktycznie selekcjonował. Eden wpadła do odpowiedniej grupy, ale istniała wciąż szansa, że by tutaj nie stała.
Cudem powstrzymał żałosny śmiech, kiedy powiedziała mu, że miałby jej wytykać bycie dorosłą. On też nigdy nie dorósł. Zawód wybrał mu tata. Wychował go na swoją wierną kopię, a on brnął w to od dzieciństwa, przejmował po nim najgorsze z możliwych nawyków, stawał się jego odbiciem, wysłuchał każdego słowa nadającego mu kierunek i to był właściwie jedyny sens jego życia - bycie Moodym, jedną z wielu podobnych twarzy o bliźniaczym życiorysie. Myliła się myśląc, że nie potrafił jej zrozumieć.
- Uważasz, że to byłoby cokolwiek, czego nie udźwignę...? - Miał tu na myśli tę potencjalną krzywdę. - Nie zamierzam cię pouczać, Eden. Ani zmuszać do działania wbrew sobie. - Objął ją rękoma, dając kobiecie możliwość ukrycia się w tym uścisku. Ale nie wiedział jeszcze, czym tak naprawdę powinien to skwitować? Jaki powinien wysunąć z tego wniosek? Wcale nie musiała działać na przekór wszystkiemu, on nie potrzebował afiszować się z niczym, tak naprawdę mógłby być jej słodkim, chociaż brudnym sekretem. Miał jednak tyle rozumu w głowie, żeby wyłapać oczywistość, jaką było to, że skoro w ogóle zaprzątała sobie w głowę ich reakcjami, to sposób jej postrzegania świata był nieco bardziej oczywisty, przyziemny, albo... po prostu mniej zepsuty.
fear is the mind-killer.