Oh, była głupiutka. Jeszcze nie wiedziała o świecie zbyt wiele. Teraz zapewne inaczej rozegrałaby tamto wydarzenie, zapewne w inny sposób by im odpowiedziała, inaczej się zachowała, ale na tamten rok jej doświadczenia międzyludzkie były na poziomie nastolatki czytającej książki i kującej do egzaminów. Nie była w stanie przewidzieć jak bardzo jej szczerość mogła ją zniszczyć, gdyby nie to, że w cieniu krył się ten tajemniczy Crow. W szkole nie uczono walki z recydywistami, uczono suchej wiedzy teoretycznej, a ona nawet ledwo przechodziła testy na kontakty międzyludzkie wśród swoich przyjaciół, więc jak miała sobie poradzić z trzema rosłymi facetami? Była też mocno zestresowana, jej magia nie była ukształtowana do posługiwania się nią w takich potyczkach. Pojedynki na lekcjach były kontrolowane, świadomość, że nic się jej tam nie stanie była łagodząca, a tutaj? Mogła zginąć, a to nie pomagało jej uratować głowy przed rozpraszaniem się i zapominaniem podstawowych odruchów przetrwania.
Gdy pierwszy mężczyzna upadł, został pociągnięty w górę Avelina podskoczyła zszokowana zaistniałą sytuacją. Wiedziała, że Crow miał jej pomóc, ale nie znała jego planu. Chciała odskoczyć od mężczyzny, ale ten złapał ją za ubranie, a ona pisnęła cicho ze strachu próbując mu się wyrwać. Złapała go za uszy próbując go rozproszyć, zmusić go do tego, aby ją puścił i przestał trzymać w powietrzu, ale niewiele to dawało. Spojrzała w oczy mężczyźnie i bez zastanowienia ugryzła go w rękę dzięki czemu mężczyzna ją puścił, a ona zmieniła się w kota i schowała pod najbliższą szafkę. Mężczyzna zaklął głośno, gdy dziewczyna uciekła i rozejrzał się za nią rozjuszony, aby wyrwać jej ten skudlony ogon, ale jego uwagę odciągnął głos Crowa.
– Chuj mnie obchodzisz szczylu, podaj adres to ci jeszcze matkę wychędożę we wszystkie otwory – warknął do niego trochę tępym głosem i otumanionym wzrokiem. Spojrzał na pogorzelisko za plecami chucherka.
Avelina nie wiedziała za bardzo jak miała mu pomóc, ani jednocześnie nie chciała mu przeszkadzać, więc póki mężczyzna skupił się na jej wybawicielu przemknęła cichaczem na tyły ich napastnika, zmieniła się z powrotem w swoją postać i dobyła swojej różdżki kierując ją w plecy bandyty. Jej wzrok spoczął na Crowie, aby mieć pewność, że może rzucić w tamtego jakimś oszałamiaczem. Jeśli dostała zielone światło rzuciła perfekcyjnie wypracowane zaklęcie na zajęciach ze Stanleyem. Zapewne jakby miała toczyć pojedynek to by tak ładnie nie wyszło, ale z zaskoczenia, prawie jak na szkolnych zajęciach wyszło dobrze.
@The Edge