03.12.2023, 22:37 ✶
Okazywało się, że w tych negocjacjach z synem wcale nie byłem taki zły. Powiedział, że pozostanie do jutra, więc nieco odetchnąłem, aczkolwiek musiałem rozmowę skierować w taką stronę by z tego jednego dnia zrobiły się najlepiej miesiące. Cierpiałem na brak dzieci w swoim otoczeniu. Ciągle zasłaniały się pracą, a teraz jeszcze niechęcią do mojej osoby. Powiedziałbym, że nie wiedziałem, skąd się to brało, ale niestety tego powód był mi doskonale znany i nazywał się Florence Bulstrode. Awrrr.
- Rozważ tę przeprowadzkę, synu. Niezależnie od tego, co sądzić może Aydaya, jesteś tu jak najbardziej mile widziany i każdy z personelu jest do twojej dyspozycji. Czego ci potrzeba, to po prostu powiedz, a się tym zajmę, bylebyś się dobrze czuł w domu - odparłem przekonany o tym, że zamek w Keswick mógł być dla Laurenta domem, miejscem, które mógłby określić bez zawahania mianem domu. Dla mnie zamek w Keswick od zawsze był i na zawsze będzie domem i tak miało być też w stosunku do mojej małżonki oraz moich dzieci. Innych, cóż, opcji nie brałem pod uwagę. Byłyby wyssane z palca.
- Nie udusiłbyś się, Laurencie. Myślisz, że sam nie miewałem ataków paniki, słabości najwyższej? Czasami trzeba upaść aby potem wstać i wspiąć się na wyżyny - stwierdziłem, ciesząc się, że odstawił walizkę. Oddałem ją skrzatowi i, nie bacząc na to, że raczej syn mój stronił od mojego dotyku, objąłem go swoimi ramionami, przytuliłem do siebie, głaszcząc po tych mlecznobiałych włosach, a nawet pozwalając sobie na czuły pocałunek w jego czoło. - Pewnego dnia odkryjesz w sobie siłę, Laurencie. Tę siłę, którą i ja odkryłem, a wtedy będziesz panem świata - zapewniłem go, kołysząc go w tym przekonaniu, bo tak właśnie miało być, a mój panicz Prewett powinien żyć w przeświadczeniu, że ten świat już do niego należał. Niestety, nie można było mieć wszystkiego, więc musiałem się pocieszyć faktem, że wszystko było dopiero przed nim, że dopiero odkryje w sobie tę moc, poczucie władzy i plusy posiadania pieniędzy. Kto wie? Może nawet będę mógł oddać pod jego kontrolę którąś z gałęzi moich ciemnych interesów, wiedząc, że nie zwinie się w strachu niczym harmonijka. Choć już był silny, mimo że tego nie czuł, że o tym nie wiedział. Wyszedł cało ze statku, a to było niemałe osiągnięcie.
- Jestem z ciebie dumny, synu - szepnąłem mu nad uchem. Kto wie? Może właśnie to powinien usłyszeć od ojca by nabrać wiatru w skrzydła. - Do statku pokusiły cię siły nieczyste, ale dałeś radę. Wyszedłeś z tego w niemalże pełnym zdrowiu - dodałem, żeby moje słowa miały pokrycie, były przyklepane faktami.
- Rozważ tę przeprowadzkę, synu. Niezależnie od tego, co sądzić może Aydaya, jesteś tu jak najbardziej mile widziany i każdy z personelu jest do twojej dyspozycji. Czego ci potrzeba, to po prostu powiedz, a się tym zajmę, bylebyś się dobrze czuł w domu - odparłem przekonany o tym, że zamek w Keswick mógł być dla Laurenta domem, miejscem, które mógłby określić bez zawahania mianem domu. Dla mnie zamek w Keswick od zawsze był i na zawsze będzie domem i tak miało być też w stosunku do mojej małżonki oraz moich dzieci. Innych, cóż, opcji nie brałem pod uwagę. Byłyby wyssane z palca.
- Nie udusiłbyś się, Laurencie. Myślisz, że sam nie miewałem ataków paniki, słabości najwyższej? Czasami trzeba upaść aby potem wstać i wspiąć się na wyżyny - stwierdziłem, ciesząc się, że odstawił walizkę. Oddałem ją skrzatowi i, nie bacząc na to, że raczej syn mój stronił od mojego dotyku, objąłem go swoimi ramionami, przytuliłem do siebie, głaszcząc po tych mlecznobiałych włosach, a nawet pozwalając sobie na czuły pocałunek w jego czoło. - Pewnego dnia odkryjesz w sobie siłę, Laurencie. Tę siłę, którą i ja odkryłem, a wtedy będziesz panem świata - zapewniłem go, kołysząc go w tym przekonaniu, bo tak właśnie miało być, a mój panicz Prewett powinien żyć w przeświadczeniu, że ten świat już do niego należał. Niestety, nie można było mieć wszystkiego, więc musiałem się pocieszyć faktem, że wszystko było dopiero przed nim, że dopiero odkryje w sobie tę moc, poczucie władzy i plusy posiadania pieniędzy. Kto wie? Może nawet będę mógł oddać pod jego kontrolę którąś z gałęzi moich ciemnych interesów, wiedząc, że nie zwinie się w strachu niczym harmonijka. Choć już był silny, mimo że tego nie czuł, że o tym nie wiedział. Wyszedł cało ze statku, a to było niemałe osiągnięcie.
- Jestem z ciebie dumny, synu - szepnąłem mu nad uchem. Kto wie? Może właśnie to powinien usłyszeć od ojca by nabrać wiatru w skrzydła. - Do statku pokusiły cię siły nieczyste, ale dałeś radę. Wyszedłeś z tego w niemalże pełnym zdrowiu - dodałem, żeby moje słowa miały pokrycie, były przyklepane faktami.