03.12.2023, 22:40 ✶
- Ogólnie biel jest bardziej elegancja od czerwieni, jak na moje oko – uznała pewną zadumą w głosie. Czyli… jakby nie tylko białe frezje miały przewagę nad różami? Jaśmin? Tulipany? I wiele innych kwiatów, zdających się być przez swą barwę – a raczej jej brak, bo tym przecież była biel – iście niewinnymi?
I och, czemuż, naprawdę, czemuż aż tyle centymetrów ich dzieliło? Raptem kilkanaście, zdawało się to jednak być jednocześnie nieskończenie wielką odległością… niby wystarczyło tylko wyciągnąć rękę, żeby poczuć pod palcami materiał lub ciepłą skórę – zależy, gdzie sięgnęłaby dłonią…
- Och, coś o tym wiem – przyznała, poświęcając skrzatowi ledwie ułamek sekundy; za to znacznie więcej uwagi przykuła niewielka kulka herbaty, która zaczęła się rozwijać w filiżance. A najwięcej – och, jakżeby inaczej – najwięcej przykuwał oczywiście Darcy. Mimika, głos, słowa, jakie wypowiadał! - Znaczy… w moim przypadku oczywiście nie można mówić o wenie, ale przy tym ogromie materiału do opanowania to czasem naprawdę siedzi sę długo, bardzo długo i herbata najzwyczajniej w świecie nie daje rady – stwierdziła, pozwalając żalowi wybrzmieć w głosie. Bo przecież Malfoy była absolutną herbaciarą, ale czasem… czasem herbata to jednak za mało i potrzebny był znacznie grubszy kaliber, żeby nie zasnąć z nosem w stertach papierzysk. Stety, niestety, wybrała sobie taki a nie inny zawód i wymagało to bardzo rozległej wiedzy, żeby nie skończyło się szeregiem znacznych uszczerbków na zdrowiu, o ile nawet nie udawania się w czułe objęcia Matki, z których powrotu nie było.
- Tak, dobra herbata dla odmiany po kawie to jest właśnie to. Którą najbardziej lubisz? – zgodziła się i zaraz zadała jakże niewinne pytanie – choć odpowiedź na nie była jej w zasadzie potrzebna, gdyby miała Lockharta gościć u siebie.
- A może po prostu się stęskniłam? I chciałam sprawdzić, co u mojego ulubionego pisarza? Właśnie, jak ci idzie powieść…? – odparła jakoś tak lekko, nie dotykając sedna sprawy, nie mając jeszcze na to odwagi. Chyba? W każdym razie, może po prostu trzeba było otworzyć tę cholerną butelkę wina, a nie pić herbatę...
I och, czemuż, naprawdę, czemuż aż tyle centymetrów ich dzieliło? Raptem kilkanaście, zdawało się to jednak być jednocześnie nieskończenie wielką odległością… niby wystarczyło tylko wyciągnąć rękę, żeby poczuć pod palcami materiał lub ciepłą skórę – zależy, gdzie sięgnęłaby dłonią…
- Och, coś o tym wiem – przyznała, poświęcając skrzatowi ledwie ułamek sekundy; za to znacznie więcej uwagi przykuła niewielka kulka herbaty, która zaczęła się rozwijać w filiżance. A najwięcej – och, jakżeby inaczej – najwięcej przykuwał oczywiście Darcy. Mimika, głos, słowa, jakie wypowiadał! - Znaczy… w moim przypadku oczywiście nie można mówić o wenie, ale przy tym ogromie materiału do opanowania to czasem naprawdę siedzi sę długo, bardzo długo i herbata najzwyczajniej w świecie nie daje rady – stwierdziła, pozwalając żalowi wybrzmieć w głosie. Bo przecież Malfoy była absolutną herbaciarą, ale czasem… czasem herbata to jednak za mało i potrzebny był znacznie grubszy kaliber, żeby nie zasnąć z nosem w stertach papierzysk. Stety, niestety, wybrała sobie taki a nie inny zawód i wymagało to bardzo rozległej wiedzy, żeby nie skończyło się szeregiem znacznych uszczerbków na zdrowiu, o ile nawet nie udawania się w czułe objęcia Matki, z których powrotu nie było.
- Tak, dobra herbata dla odmiany po kawie to jest właśnie to. Którą najbardziej lubisz? – zgodziła się i zaraz zadała jakże niewinne pytanie – choć odpowiedź na nie była jej w zasadzie potrzebna, gdyby miała Lockharta gościć u siebie.
- A może po prostu się stęskniłam? I chciałam sprawdzić, co u mojego ulubionego pisarza? Właśnie, jak ci idzie powieść…? – odparła jakoś tak lekko, nie dotykając sedna sprawy, nie mając jeszcze na to odwagi. Chyba? W każdym razie, może po prostu trzeba było otworzyć tę cholerną butelkę wina, a nie pić herbatę...