W pierwszej chwili bała się spojrzeć w promienie. Być może przemawiał przez nią lęk spowodowany wydarzeniami minionego sabatu, być może bała się zobaczyć prawdę - że nie ma już dla niej ratunku, że nie czeka ją już nic poza letargiem i wycofaniem, że już nigdy nie będzie tą Longbottom, którą była sprzed wydarzeń pierwszego maja. To, co dostrzegła w tańczących płomieniach sprawiło, że na moment wstrzymała oddech i zamarła, zupełnie jakby w obawie, że obraz się zmieni. To nie był koniec, jeszcze nie teraz. Walka wciąż trwała, a ona miała być jej częścią.
Ogarnęło ją uczucie ciepła, z na twarzy pojawił się uśmiech, który kontrastował z podkrążonymi oczami i nieco bledszą niż zwykle cerą. Jeszcze jest dla ciebie nadzieja, powtórzyła sobie w myślach. To będzie ciężka walka. Nie tylko z ludźmi, którzy kierowani propagandą, uznawali się z lepszych, ale i przede wszystkim z samą sobą, swoimi słabościami. Wzięła głębszy wdech i nieco szybszym, bardziej pewnym siebie krokiem ruszyła w stronę stoisk. Omiatała wzrokiem każde z nich, jednak jedno szczególnie zwróciło jej uwagę. Nie tylko dlatego, że rozdawali tam wianki, które były obowiązkowym elementem każdej Lithy; dostrzegła tam kogoś bliskiego jej sercu, kogo absolutnie nie spodziewała się tu spotkać.
W pierwszej chwili chciała się wycofać i zniknąć gdzieś w tłumie. Po wydarzeniach z początku maja mieli bardzo sporadyczny kontakt, który niejako urwał się z jej winy. Nie odpisała nawet na list kondolencyjny, choć wielokrotnie próbowała zebrać siły, żeby wysłać wiadomość zwrotną, za każdym razem bez powodzenia. Nie mogła jednak uciec, nie była przecież tchórzem. Poza tym, ostatnie na co zasługiwał, to żeby przed nim uciekać. To ona czuła się głupio, to ona zawiniła i to ona powinna stawić temu czoła. No i, tak zwyczajnie, zdążyła się już stęsknić. Poproszę o chwilę na osobności i przeproszę. Nie, przecież jest ze znajomymi, nie będę mu robić takich rzeczy. Na spokojnie poroznawiamy po Sabacie, napiszę list, zaproponuję spotkanie. Pewnie się nie zgodzi...
- Cześć Ulek - odezwała się w końcu, kiedy podeszła bliżej, zagłuszając wszystkie myśli, jakie kołatały jej w głowie. Odruchowo zerknęła w stronę Lety oraz Cathala, którzy stali obok - posłała w ich stronę uśmiech, witając się lekkim skinieniem głowy. Nie zamierzała zawracać im głowy bardziej, niż to będzie konieczne; po prostu nie mogła zignorować Rookwooda - Będzie Ci pasował znacznie bardziej, gdy założysz go na głowę - zauważyła z typowym dla siebie uśmiechem, ruchem podbródka wskazując na wianek, jaki trzymał w dłoniach. Kiedy przyszła jej kolej, odebrała swój.
!wianki
beauty and terror
just keep going
no feeling is final