Nie wydawał się przejmować udawanym oburzeniem swojej towarzyszki, która nawet nie wymierzyła mu nawet kuksańca za tak perfidnie wykorzystywanie wypowiedzianych przez niego słów.
— Zastanowię się. — Mruknął po tym jak został lekko klepnięty w ramię przez kuzyna. Wiadome było, że długo się nie będzie na niego boczyć. — Wtedy za dużo cię ominie. — Zachowanie Caina wydawało mu się trochę niezrozumiałe w tym momencie, jednak to wynikało z jego poglądów odnośnie korzystania ze wszystkich atrakcji.
— Jak to nie wrócimy? Nie będę musiał uporczywie wpatrywać się w te płomienie. A ty będziesz? Po drodze jest Samhain — Zwrócił się do Olivii, na którą spojrzał spod zmarszczonych brwi. Dostrzegał to rozbawienie. Realna obawa istniała, jeśli okaże się, że to on był w błędzie i Olivia przez to, że nie będzie w stanie dostrzec swojego losu w płomieniach, będzie stała i stała w pobliżu tego ogniska. Jeśli chodziło o niego to powinno zająć mu zaledwie chwilę. Jednak... nie mógł wykluczyć tego, że zapatrzy się w ogień, starając się dostrzec znacznie więcej. Przepowiadanie przyszłości z ognia stanowiło jedną z technik dywinacji. Żarty z ich strony były adekwatne. Leon doskonale wiedział, że podczas tego sabatu było jeszcze wiele rzeczy do zobaczenia. To było w jego planach.
— Jesteś pewna, że tego nie robią jakieś dobre duszki? Nie przesadzaj tylko z zakupem tych roślin, bo kto to będzie nosić. — Zapytał żartobliwie. Gdyby nie wiedza o tym, że Olivia nie posiada skrzata domowego to w pierwszej kolejności zapytałby o to, czy to on dba o te rośliny, które mogły być też bardzo odporne na niesprzyjające warunki w doniczkach. Jako mężczyzna powinien zaoferować się z tym, że poniesie zakupione przez nią te wszystkie rzeczy, jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie powierzyłby mu tego rodzaju obowiązku. — Ja potrafię zadbać o rośliny w swoim otoczeniu. — Nieprzepadający za wykładanym w Hogwarcie zielarstwem Leon posiadał w swoim mieszkaniu kilka niewielkich rozmiarów niemagicznych roślin, których pielęgnacja nie była tak wymagająca dla niego, jak podczas lekcji zielarstwa. Zawsze chciał mieć psidwaka, jednak rodzice nie zgodzili się na jego przygarnięcie. Rozważał wzięcie pod swój dach kuguchara, będącego mniej wymagającym w opiece stworzeniem.
— Najlepszą. Stosuję normalną wodę kolońską. Tylko dzisiaj przez wzgląd na spotkanie z tobą porządnie się okadziłem. — Docenił to, że jest dla niego taką dobrą przyjaciółką. Nie byłby sobą, gdyby nie obrócił tego w żart. Jednocześnie w nim była odrobina prawdy, bo wiedział, że dziewczyna wisząca mu na ramieniu i trzepocząca rzęsami przepadała za perfumami z dymnymi nutami. Stanowiły one uniwersalny prezent na każdą okazję, jak i bez okazji. — Rozumiem, że mówisz z własnego doświadczenia? — Zwrócił się do Caina z pytaniem o sprostanie takiemu zapachowi. Spojrzał na niego z ukosa. Zastanowi się nad jego radą.
— Może też powinniśmy na nie spojrzeć? Może sprzedają też jakieś eliksiry mające jakieś krótkotrwałe, zabawne działanie. Widziałem po drodze stoisko, na którym sprzedawano gazowany sok pomarańczowy, eksplodującą lemoniadę, wiążący język miąższ cytrynowy, bąbelkową herbatę brzoskwiniową tej ostatniej to bym się chętnie napił. — Leon doszedł do wniosku, że warto było rzucić okiem na to, co sprzedawali rzemieślnicy i mistrzowie eliksirów. Podzielił się z Olivią i kuzynem swoim spostrzeżeniem odnośnie jedzenia i napojów.
— Do zobaczenia, kuzynie. — Pożegnał w ten sposób Caina, który postanowił oddalić się od nich. Ta randka będzie zdecydowanie miła. — Chodźmy tam! Można wygrać pluszaka. — Dojadający ze smakiem lody Leon dostrzegł stoiska z grami zręcznościowymi, stanowiącymi jedną ze standardowych atrakcji podczas tego rodzaju wydarzeń. Leon nie mógł się poszczycić dobrą kondycją fizyczną i dobrym zdrowiem. Dostępnych tutaj gier zręcznościowych nie utożsamiał z biegiem na pięćset metrów i chociaż nie sądził, że udałoby mu się przezwyciężyć swoje słabości, to uznał że warto było spróbować wygrać dla Olivii pluszaka. Liczyły się chęci i dobra zabawa, prawda? Zapłacił właścicielowi straganu dwadzieścia sykli za siebie i Olivię, jeśli ona chciałaby spróbować swojego szczęścia, po czym otrzymał trzy piłeczki, którymi zaczął po kolei rzucać do piramidy z puszek z zamiarem ich strącenia.
Rzucam 3k100 na AF + 10 do rzutów za noszenie wianka z sosny
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Akcja nieudana