04.12.2023, 20:55 ✶
Sarah dmuchnęła w swoje włosy, ale niewiele to dało, więc i tak musiała odgarnąć je z twarzy ręką.
- Mam to potlaktować jako: taaaak, miałaś lację cały czas?
I nie miała już ochoty o tym rozmawiać. Xenophilius na pewno nie był najgorszym człowiekiem na świecie. Ba, Lovegoodowie z pewnością należeli do grona tych, na których powinno patrzeć się z ciepłem i czułością, ale Macmillan była teraz tak wielce rozzłoszczona, że zwyczajnie nie chciała o tym myśleć. Napinała się strasznie, wzbierało się w niej dalej... lepiej było, żeby się skupiła na pracy, niż żeby rozgrzebywała tu i teraz swoje bolączki (oczywiście w jej opinii, nie w jego, ale jej opinia była tu zwyczajnie ważniejsza).
Pierwszy raz od dawna wykonała więc taką pracę w ciszy. Pomogła Lovegoodowi w zrozumieniu tego czym właściwie się zajmowała - robiła kanapki dla tych, którzy wracali z Kniei i dla tych, którzy dopiero do niej wchodzili. Dla Aurorów, dla pracowników Munga, przywiezionych tutaj w środku nocy, dla wolontariuszy z Doliny Godryka i okolicznych wiosek. Nie miała tyle krzepy w łapach, żeby pomagać w dźwiganiu czegokolwiek albo iść do lasu, mogła więc pomagać im w przygotowaniach, przypominać o przerwach, nie dać im być głodnymi. I to też w dwójkę uczynili. Okazało się jednak, że przygotowywanie różnych ich rodzajów było odrobinę niepotrzebne. Ona się nad ludźmi rozczulała na tyle, aby im dawać to, czego chcieli. Oni chcieli brać cokolwiek. Wyglądało na to, że głodni ludzie w ogóle nie patrzyli na to, co dostawali do ręki - był to pierwszy raz, kiedy doświadczyła czegoś takiego i aż mrowiło ją od tego w sercu.
- Dziękuję ci za pomoc, niech Matka cię błogosławi - powiedziała, kiedy sprzątali stanowisko, przy którym pracowali. - I przeplaszam cię za wcześniej. Nie powinnam na ciebie naskakiwać - dodała już mniej pewnie i wyraźnie. - Zamierzam iść się pomodlić. Możesz do nas dołączyć, jeżeli taka jest twoja wola, Xeniu.
Uścisnęła go jeszcze, a później skierowała swoje kroki ku innym kapłankom zbierającym się przy wyjściu z namiotu.
- Mam to potlaktować jako: taaaak, miałaś lację cały czas?
I nie miała już ochoty o tym rozmawiać. Xenophilius na pewno nie był najgorszym człowiekiem na świecie. Ba, Lovegoodowie z pewnością należeli do grona tych, na których powinno patrzeć się z ciepłem i czułością, ale Macmillan była teraz tak wielce rozzłoszczona, że zwyczajnie nie chciała o tym myśleć. Napinała się strasznie, wzbierało się w niej dalej... lepiej było, żeby się skupiła na pracy, niż żeby rozgrzebywała tu i teraz swoje bolączki (oczywiście w jej opinii, nie w jego, ale jej opinia była tu zwyczajnie ważniejsza).
Pierwszy raz od dawna wykonała więc taką pracę w ciszy. Pomogła Lovegoodowi w zrozumieniu tego czym właściwie się zajmowała - robiła kanapki dla tych, którzy wracali z Kniei i dla tych, którzy dopiero do niej wchodzili. Dla Aurorów, dla pracowników Munga, przywiezionych tutaj w środku nocy, dla wolontariuszy z Doliny Godryka i okolicznych wiosek. Nie miała tyle krzepy w łapach, żeby pomagać w dźwiganiu czegokolwiek albo iść do lasu, mogła więc pomagać im w przygotowaniach, przypominać o przerwach, nie dać im być głodnymi. I to też w dwójkę uczynili. Okazało się jednak, że przygotowywanie różnych ich rodzajów było odrobinę niepotrzebne. Ona się nad ludźmi rozczulała na tyle, aby im dawać to, czego chcieli. Oni chcieli brać cokolwiek. Wyglądało na to, że głodni ludzie w ogóle nie patrzyli na to, co dostawali do ręki - był to pierwszy raz, kiedy doświadczyła czegoś takiego i aż mrowiło ją od tego w sercu.
- Dziękuję ci za pomoc, niech Matka cię błogosławi - powiedziała, kiedy sprzątali stanowisko, przy którym pracowali. - I przeplaszam cię za wcześniej. Nie powinnam na ciebie naskakiwać - dodała już mniej pewnie i wyraźnie. - Zamierzam iść się pomodlić. Możesz do nas dołączyć, jeżeli taka jest twoja wola, Xeniu.
Uścisnęła go jeszcze, a później skierowała swoje kroki ku innym kapłankom zbierającym się przy wyjściu z namiotu.
Postać opuszcza sesję
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.