- Będziesz musiał chyba sam urodzić te wszystkie wymarzone dzieci. - Trixie póki co nie miała zamiaru rodzić nikomu dzieci, no chyba, że poprosiłby ją o to Lord Voldemort, to mogłaby się poświęcić, jednak uważała, że na takie kroki jest zdecydowanie za wcześnie.
Gdy została wypuszczona z objęć Rolpha to złapała go pod rękę. Nie zamierzała jeszcze wracać do domu, bo całkiem dobrze się z nim tutaj bawiła, a nie zobaczyli jeszcze wszystkich okolicznych stoisk. Jeszcze umknęłoby jej coś ciekawego i by nie mogła sobie tego wybaczyć.
- Jedzenie, to jest zawsze bardzo dobry pomysł. Mam ochotę na coś słodkiego. - Na pewno mogli tu znaleźć wiele słodkości, ciężko jej jednak było się rozglądać, bo nie należała do najwyższych osób, wszystko więc pozostawało w gestii jej narzeczonego. Jego głowa znajdowała się kilka pięter nad jej, bez problemu powinien sobie poradzić z lokalizacją jakiegoś stoiska ze słodyczami.
- Naprawdę zrobimy wszystko, co zechcę? - Przyglądała się mu dłuższą chwilę, czy to był odpowiedni moment, żeby upomnieć się o ten zielony wazonik, który zwrócił jej uwagę, gdy się tu tylko pojawili. Może powinna skorzystać z okazji. - Tamten zielony wazon, był taki ładny, myślę, że by idealnie pasował do twojego mieszkania. - Postanowiła wrócić do tematu.