04.12.2023, 22:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.12.2023, 22:48 przez Leo O'Dwyer.)
Skakałem za tym światełkiem, skakałem oniemiały. Polowanie bardziej zagorzałe aniżeli te jeszcze chwilę temu, aż nawet musiałem stwierdzić, że zgłodniałem, ale przestało się jakoś szczególnie to dla mnie liczyć, kiedy przez swą nieostrożność wylądowałem pod czyimiś glanami. Oj, na glany to trzeba było uważać, bo można było bardzo mocno dostać w zadek, a to już zanadto przyjemne nie było... W sumie bywało, ale wszystko zależało od kąta kopnięcia.
Spojrzałem w górę, a kiedy usłyszałem ten niebiański głos Metr Czterdzieści Sześć, zamiauczałem przeciągle, wpatrując się w jej oczy. Zaraz otarłem się o jej nogi na przywitanie. Wpierw o lewą, tak od wewnętrznej strony, a zaraz zatoczyłem koło i wróciłem ocierając się o jej zewnętrzną część by potem przecisnąć się między jedną, a drugą nogą ponownie i otrzeć się też o tę drugą. Trzeba było być skrupulatnym by miłość była rozłożona po równo, a ja dbałem o tę swoja kocią skrupulatność, która umknęła, kiedy poczułem potrzebę prostowanka kręgosłupa o zapiaszczony chodnik. Położyłem się na boczek by się nieco przeturlać na pleckach i wylądować zdezorientowanym na drugim boku. Zdezorientowany byłem, bo na lewym boku świat wyglądał kompletnie inaczej niż na prawym.
- Miau - odparłem do pięknej panienki Mayki, jakbym myślał, że może mnie zrozumieć. Podreptałem kilka kroków dalej by się na nią obejrzeć. Tak, to zdecydowanie mówiło: Chodź, chodź za mną. Chodź szybko. Nie zastanawiaj się wcale, co ty najlepszego robisz. A jeśli jednak miała jakieś obiekcje i nie ufała małemu, niewinnemu rudemu kociakowi, to wróciłem by jeszcze się o nią poocierać, zdobyć trochę jej miłości i uwagi, a może nawet podrapciania za uchem...? Drapanie za uchem i pod pyszczkiem było chyba jeszcze bardziej przyjemne niż męski orgazm. Albo bardzo porównywalne. Wariowałem wtedy, robiło mi się tak cieplutko, milutko, czułem się Panem Świata, a z mojego wnętrza wydobywało się to pierwotne warkotanie. Czułem wtedy totalny relaks, totalną kontrolę, ale teraz też się czułem zrelaksowany, więc po chwili ponownie podreptałem przed siebie, właściwie dzielnie maszerując i miaucząc coś dumnie.
Spojrzałem w górę, a kiedy usłyszałem ten niebiański głos Metr Czterdzieści Sześć, zamiauczałem przeciągle, wpatrując się w jej oczy. Zaraz otarłem się o jej nogi na przywitanie. Wpierw o lewą, tak od wewnętrznej strony, a zaraz zatoczyłem koło i wróciłem ocierając się o jej zewnętrzną część by potem przecisnąć się między jedną, a drugą nogą ponownie i otrzeć się też o tę drugą. Trzeba było być skrupulatnym by miłość była rozłożona po równo, a ja dbałem o tę swoja kocią skrupulatność, która umknęła, kiedy poczułem potrzebę prostowanka kręgosłupa o zapiaszczony chodnik. Położyłem się na boczek by się nieco przeturlać na pleckach i wylądować zdezorientowanym na drugim boku. Zdezorientowany byłem, bo na lewym boku świat wyglądał kompletnie inaczej niż na prawym.
- Miau - odparłem do pięknej panienki Mayki, jakbym myślał, że może mnie zrozumieć. Podreptałem kilka kroków dalej by się na nią obejrzeć. Tak, to zdecydowanie mówiło: Chodź, chodź za mną. Chodź szybko. Nie zastanawiaj się wcale, co ty najlepszego robisz. A jeśli jednak miała jakieś obiekcje i nie ufała małemu, niewinnemu rudemu kociakowi, to wróciłem by jeszcze się o nią poocierać, zdobyć trochę jej miłości i uwagi, a może nawet podrapciania za uchem...? Drapanie za uchem i pod pyszczkiem było chyba jeszcze bardziej przyjemne niż męski orgazm. Albo bardzo porównywalne. Wariowałem wtedy, robiło mi się tak cieplutko, milutko, czułem się Panem Świata, a z mojego wnętrza wydobywało się to pierwotne warkotanie. Czułem wtedy totalny relaks, totalną kontrolę, ale teraz też się czułem zrelaksowany, więc po chwili ponownie podreptałem przed siebie, właściwie dzielnie maszerując i miaucząc coś dumnie.