Pomimo tego, że utrzymanych przez nich stosunków nie mógł nazwać przyjaźnią, tak Chester mógł powiedzieć, że całkiem dobrze zna siedzącego w tym salonie mężczyznę. Ta znajomość trwała od czasów szkolnych Mulcibera i przez te wszystkie lata ewoluowała do obecnego stanu, czyniąc z nich wspólników oraz wiernych sług Czarnego Pana. Sięgając pamięcią wstecz sam dostrzegał wszystkie różnice między sobą z tamtego okresu, a sobą z teraźniejszości. Doskonale to wiedział, że Roberta było znacznie trudniej przejrzeć, niż przed laty. Już nie czytał z niego niczym z otwartej książki.
Posiadane przez niego informacje stanowiły istotny atut, tak długo jak pozostawały w jego rękach. Wiedza to potęga. Odpowiednio wykorzystane posiadane informacje pozwalały naginać ludzi do swojej woli. Stanowiło to pierwszy z powodów, dla których zachowywał to dla siebie, w nadziei, że nie będzie musiał po nie sięgnąć. Drugim powodem było to, że to nie on powinien go uświadamiać o tym, że ma nieślubnego syna. Działali w szeregach jednej organizacji, w imię tak szlachetnej idei i naprawdę nie powinni nic przed sobą ukrywać. Po Robercie nie spodziewał się niczego innego, jak zdrowego rozsądku. Nastąpienie między nimi rozłamu nie było korzystne dla organizacji, do której przynależeli i dla Czarnego Pana, w którego imieniu działali.
On również trwał w milczeniu i oczekiwaniu na to, aż sam Robert się odezwie do niego, przerywając swoje milczenie. Chester jest ojcem trójki dorosłych już dzieci, także wcielonych w szeregi popleczników Lorda Voldemorta. Doskonale wiedział, z czym wiązała się bliska obecność osób mocno z nimi powiązanych. Stanowiło to zawsze ryzyko, które należało ważyć. Oddanie swoich potomków na służbę Czarnemu Panu niosło ze sobą ryzyko ich utraty. Służenie temu czarnoksiężnikowi było zaszczytem.
— Jestem tego świadomy. — Odparł zgodnie z prawdą. Nie miał podstaw do tego, aby okłamywać swojego towarzysza. Pracujący w tym samym departamencie, co Borgin, miał możliwość względnego obserwowania go podczas wykonywania służbowych obowiązków Brygadzisty i pracować z nim podczas szkolenia aurorskiego. Odpowiednio pokierowany Borgin mógł okazać się naprawdę użyteczny dla organizacji. Jeśli nie jako istotne ogniwo, to jako mięso armatnie z różdżką w dłoni. Chester bez mrugnięcia okiem poświęcił kogoś takiego, jeśli wymagałaby tego sytuacja.
— Słuszne byłoby zastosowanie zasady ograniczonego zaufania. Nawiązanie z nim kontaktu nie sprawi, że od razu wcielisz go w nasze szeregi. Nawiązując z nim kontakt, będziesz mieć możliwość kontrolowania przepływu informacji. Jeśli uznasz, że nie spełnia twoich oczekiwań i okaże się nieprzydatny, mogę pozbawić go życia. Choć to byłby nieco niepotrzebny rozlew czystej krwi. Nawet, jak to twój bękart. — Chester brał pod uwagę stanowisko swojego towarzysza, jednocześnie starał się przedstawić mu swoje. Pozostawiał decyzję Robertowi, będąc świadomym tego, że on podejmie słuszną. Postanowił zaproponować mu całkiem skuteczne rozwiązanie kwestii Stanleya, jeśli Robert uzna, że zachodzi taka potrzeba usunięcia z tego świata jego bękarta. Będący zagorzałym zwolennikiem idei czystokrwiści krwi Chester nie mógł zignorować tego, że w żyłach Stanleya płynie zarówno krew Mulciberów, jak i Borginów. Nie zmieniało tego to, że podczas każdej rewolucji ofiary są po obu stronach.
— Przede wszystkim widzę w nim różdżkę, którą można skierować w stronę mugoli i szlam. Działającą na rozkaz. Jako Brygadzista ma wgląd w ich działania. Gdyby został Aurorem to mógłby zostać naszym szpiegiem w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, w Biurze Aurorów... gdy ja przejdę na emeryturę. — Przedstawił Robertowi swoją wizję wykorzystania Borgina, nad którą trzeba by trochę popracować. Praca Aurora nie była pracą na całe życie i w końcu trzeba było przejść na zasłużoną emeryturę. Rozmawiali aby dojść do jakiegoś porozumienia. Robert nie musiał podejmować decyzji w tym momencie. Sprawach organizacji nie mogli działać pochopnie. Jej dobrostan stanowił priorytet.