06.12.2023, 02:44 ✶
- Chłodna niczym lód, cała ja.
Zapamiętał ją jako tę temperamentną, wrzącą i swoją postawą udowadniała mu, że pomimo upływu lat w tej materii nie wiele się zmieniło. To było całkiem miłe odkrycie. Była cięta i niezadowolona. Wcale tego nie skrywała. Zabawnie kontrastowała z zachowaniem Effie. Chciał coś powiedzieć więcej by poruszyć złośliwie kilka napiętych strun. Przyszedł jednak mężczyzna. Jego gesty i poczynania były jednoznaczne. Cameron. Podniósł wyżej brwi słysząc komplement.
- Dzięki? - rzucił nieco niepewny tego, czy powinien mimo wszystko kojarzyć człowieka ale jednak... nie, miał totalną pustkę. Uśmiechnął się jednak życzliwie.
- Czytasz mi w myślach - kierowany niepokorą przyznał się do postawionego przez Heat zarzutu. Pomyślał jednak o tym dopiero teraz i w sumie od ostatniego razu kiedy ją widział na żywo to faktycznie przytyła. Nie żeby było to jednak coś złego.
- A więc, jak piszą gazety - powtórzył entuzjastycznie po Cameronie. Oczywiście, że czuł iż atmosfera stała się nieco gęstsza więc on sam nie tracił na werwie i zachowywał się jak gdyby wcale nie był światkiem, że para przed nim poddaje w wątpliwość swój związek. A właściwie narzeczeństwo. Ugh... - Ach, rozumiem.... - nie było więc żadnych juniorów w drodze - ...jednak sam zauważyłeś, związki teraz szybko się rozwijają więc kto wie, może następnym razem jak się spotkamy będę mógł wysunąć swoją propozycję na ojca chrzestnego. Dzieciaki mnie uwielbiają - zwieńczył myśl pozytywnym akcentem zerkając to na Camerona, to na Heat. Robiąc dobra minę do złej gry przyglądał się Effie będącej zaobsorbowaną nowo wyłonionym z ziemi mężczyzną.
- Najwyraźniej tak miało być, nie przejmuj się Eff - machnął niedbale ręką, jakby to nie było coś co mogło by go w jakiś sposób urazić - Nie będę wam piątym kołem. Bawcie się dobrze. Udanego świętowania. Fajnie było was zobaczyć dziewczyny po latach. Dla odmiany to ja się może odezwę. Do zobaczenia kiedyś - teatralnie zasalutował by zaraz potem odwrócić się i odejść. Jeżeli zostanie dłużej był niemal przekonany, że atmosfera stanie się jeszcze dziwniejsza, a on sam będzie odstawał jeszcze bardziej. Nie lubił tego uczucia wyobcowania. Czego jednak się spodziewał po tylu latach...? Westchnął zatrzymując się w środku tłumu. No nic, wychodzi na to, że trzeba się upić. Co zrobić. Uśmiechnął się do siebie w myślach wzruszając ramionami. Jak pomyślał, tak zamierzał zrobić.
Nie zajęło mu długo znalezienie miejsca w którym mógłby się napić. W zasadzie jakiś czas temu był tu ze znajomymi i wychodziło na to, że jako jedyny w tym momencie wrócił do punktu zbiórki. Nie zniechęciło go to. Potrzebował sobie do czasu ich powrotu po prostu zwęszyć jakieś towarzystwo i w sumie, kto by pomyślał ale to też faktycznie zrobił!
Stojąc w kolejce zmarszczył mimowolnie nos. Dziwna, przywodząca na myśl port mieszanka uchodziła z osoby przed nim. Przesunął spojrzeniem od dołu do góry by ostatecznie przekrzywić głowę o czterdzieści pięć stopni w bok. Blondynka nosząca skórę. Odważnie. Ciekawie.
- Ponoć prawdziwego wilka morskiego przed wypłynięciem na szerokie wody nic nie jest w stanie odstraszyć. Co jednak takiego może go skusić by postawić stopę na stałym lądzie tak daleko od wody...? - zaczął mówić głośno, niby do siebie. Pytanie zakończyło się retorycznym pytaniem rzuconym w próżnię. Po chwili wychylił się do przodu na prawo by spojrzeć na profil Geraldine stojącej przed nim - Raczej nie piwo, a na pewno nie jedno... Co taka czarownica jak ty powie więc na dwa w odpowiednim towarzystwie? - posłał czarujący uśmiech niewątpliwie chcąc narzucić kobiecie swoje towarzystwo. Oczywiście patrzył z dołu zadzierając głowę. Był od niej niższy właściwie o co najmniej 3 cale. Naturalnie z powodu spektakularnej sylwetki i zapachu wziął ją za marynarza lub pirata. Nie było lepszego towarzystwa - wszyscy byli w końcu z natury wytwornymi alkoholikami.
Zapamiętał ją jako tę temperamentną, wrzącą i swoją postawą udowadniała mu, że pomimo upływu lat w tej materii nie wiele się zmieniło. To było całkiem miłe odkrycie. Była cięta i niezadowolona. Wcale tego nie skrywała. Zabawnie kontrastowała z zachowaniem Effie. Chciał coś powiedzieć więcej by poruszyć złośliwie kilka napiętych strun. Przyszedł jednak mężczyzna. Jego gesty i poczynania były jednoznaczne. Cameron. Podniósł wyżej brwi słysząc komplement.
- Dzięki? - rzucił nieco niepewny tego, czy powinien mimo wszystko kojarzyć człowieka ale jednak... nie, miał totalną pustkę. Uśmiechnął się jednak życzliwie.
- Czytasz mi w myślach - kierowany niepokorą przyznał się do postawionego przez Heat zarzutu. Pomyślał jednak o tym dopiero teraz i w sumie od ostatniego razu kiedy ją widział na żywo to faktycznie przytyła. Nie żeby było to jednak coś złego.
- A więc, jak piszą gazety - powtórzył entuzjastycznie po Cameronie. Oczywiście, że czuł iż atmosfera stała się nieco gęstsza więc on sam nie tracił na werwie i zachowywał się jak gdyby wcale nie był światkiem, że para przed nim poddaje w wątpliwość swój związek. A właściwie narzeczeństwo. Ugh... - Ach, rozumiem.... - nie było więc żadnych juniorów w drodze - ...jednak sam zauważyłeś, związki teraz szybko się rozwijają więc kto wie, może następnym razem jak się spotkamy będę mógł wysunąć swoją propozycję na ojca chrzestnego. Dzieciaki mnie uwielbiają - zwieńczył myśl pozytywnym akcentem zerkając to na Camerona, to na Heat. Robiąc dobra minę do złej gry przyglądał się Effie będącej zaobsorbowaną nowo wyłonionym z ziemi mężczyzną.
- Najwyraźniej tak miało być, nie przejmuj się Eff - machnął niedbale ręką, jakby to nie było coś co mogło by go w jakiś sposób urazić - Nie będę wam piątym kołem. Bawcie się dobrze. Udanego świętowania. Fajnie było was zobaczyć dziewczyny po latach. Dla odmiany to ja się może odezwę. Do zobaczenia kiedyś - teatralnie zasalutował by zaraz potem odwrócić się i odejść. Jeżeli zostanie dłużej był niemal przekonany, że atmosfera stanie się jeszcze dziwniejsza, a on sam będzie odstawał jeszcze bardziej. Nie lubił tego uczucia wyobcowania. Czego jednak się spodziewał po tylu latach...? Westchnął zatrzymując się w środku tłumu. No nic, wychodzi na to, że trzeba się upić. Co zrobić. Uśmiechnął się do siebie w myślach wzruszając ramionami. Jak pomyślał, tak zamierzał zrobić.
*
Nie zajęło mu długo znalezienie miejsca w którym mógłby się napić. W zasadzie jakiś czas temu był tu ze znajomymi i wychodziło na to, że jako jedyny w tym momencie wrócił do punktu zbiórki. Nie zniechęciło go to. Potrzebował sobie do czasu ich powrotu po prostu zwęszyć jakieś towarzystwo i w sumie, kto by pomyślał ale to też faktycznie zrobił!
Stojąc w kolejce zmarszczył mimowolnie nos. Dziwna, przywodząca na myśl port mieszanka uchodziła z osoby przed nim. Przesunął spojrzeniem od dołu do góry by ostatecznie przekrzywić głowę o czterdzieści pięć stopni w bok. Blondynka nosząca skórę. Odważnie. Ciekawie.
- Ponoć prawdziwego wilka morskiego przed wypłynięciem na szerokie wody nic nie jest w stanie odstraszyć. Co jednak takiego może go skusić by postawić stopę na stałym lądzie tak daleko od wody...? - zaczął mówić głośno, niby do siebie. Pytanie zakończyło się retorycznym pytaniem rzuconym w próżnię. Po chwili wychylił się do przodu na prawo by spojrzeć na profil Geraldine stojącej przed nim - Raczej nie piwo, a na pewno nie jedno... Co taka czarownica jak ty powie więc na dwa w odpowiednim towarzystwie? - posłał czarujący uśmiech niewątpliwie chcąc narzucić kobiecie swoje towarzystwo. Oczywiście patrzył z dołu zadzierając głowę. Był od niej niższy właściwie o co najmniej 3 cale. Naturalnie z powodu spektakularnej sylwetki i zapachu wziął ją za marynarza lub pirata. Nie było lepszego towarzystwa - wszyscy byli w końcu z natury wytwornymi alkoholikami.