- Zielony, szklany wazon. - Powtórzyła jeszcze, bo Rolph chyba nie do końca zrozumiał, o czym do niego mówiła. Ten, który tak zaciekle oglądała, gdy się tutaj pojawili. Zdawała sobie sprawę, z czego wynika jego reakcja, jednak udawała, że nie wie. - Mogą być świeże, ale nigdy bym ci tego nie zrobiła, nie kolorowe, bardziej może coś bordowego? - Nie będzie się w końcu, aż tak nad nim znęcać. Wiedziała, że tego nie znosił, a nie miała powodu, aby aż tak, specjalnie go denerwować takimi pierdołami. Przywykła nawet do tych jego dziwnych przyzwyczajeń, szanowała je, no ale czasem lubiła wprowadzić trochę życia.
- To co, najpierw wazon, później kwiaty i mamy cały zestaw? - Wydawało jej się to idealnym pomysłem. Liczyła na to, że go zaakceptuje. - Czy to jakaś sugestia, że powinnam się do ciebie przeprowadzić? - Uśmiechnęła się jeszcze do niego. Właściwie to mieszkali osobno, Bella nie opuściła jeszcze rodzinnego domu, nie spieszyło jej się do takich poważnych kroków, w końcu skoro byli zaręczeni to nie powinna się już martwić o to, że Rolph jej ucieknie. Mieli jeszcze czas na takie poważne kroki.
Ona w przeciwieństwie do niego miała bardzo ograniczone pole widzenia, musiała więc zaufać, że zaprowadzi ją w odpowiednie miejsca. Czekolada brzmiała dobrze, chyba każdy lubił czekoladę? Przynajmniej tak się wydawało pannie Black. - Może być czekolada, chociaż później lody? - Bo było gorąco i chętnie zjadła by coś dla ochłody.
Faktycznie kram z czekoladą okazał się być strzałem w dziesiątkę. Dawno nie widziała tak bardzo dopracowanych słodyczy. Każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie, figurki zadziwiały swoimi kształtami. - Ciekawe, czy mają węża. - Mruknęła cicho do narzeczonego rozglądając się uważnie w poszukiwaniu właśnie miniaturowego węża z czekolady.