06.12.2023, 12:02 ✶
Uśmiechnął się lekko, lecz na jego ustach nie błąkał się ten ciepły uśmiech, którym zwykle ją obdarzał. Ten był inny, trochę... Nienormalny. Zwiastujący, że Bellatrix stąpa po cienkiej linii - i chociaż Rolph nigdy by jej nie skrzywdził, tak Trix kojarzyła te uśmiechy, które były zarezerwowane wyłącznie na okazje, gdy Rodolphus poczuł brudną krew na podłodze. Tak samo się uśmiechał, gdy mordowali całą rodzinę szlam, tak samo się uśmiechał, gdy wygrywał pojedynki i był tuż przed zadaniem ostatecznego ciosu.
- Myślisz, że byś wytrzymała? - wyszeptał jej do ucha, przejeżdżając palcem po jej żuchwie. To był szept niezwykle lubieżny, sugestywny i używany wyłącznie wtedy, gdy Lestrange chciał sięgnąć po to, co mu się należało. Czemu teraz po niego sięgnął? Być może chciał tym odstraszyć Bellę, przypomnieć, że mimo iż jest dla niego całym światem, to on jako osoba był cholernie niebezpieczny. Szczególnie teraz, na tym etapie prac, które prowadził. To nie był dobry czas na zmiany, a ta drobna psychologiczna zagrywka tylko to uwydatniła.
- Mają - wrócił do siebie. Jego twarz znowu wyrażała uprzejme znudzenie, a ręka powędrowała do czarnych włosów, by zaczesać je w tył. Stalowe oczy wodziły po kramie w poszukiwaniu czego innego, ale szybko powrócił do figurki węża. - Weź co chcesz.
Zanim jednak to zrobiła, to zadbał o to, by wypytać sprzedawcę o to, co znajduje się w czekoladzie. Nie każda bowiem była mleczna - niektóre figurki miały elementy z czekolady gorzkiej tak bardzo, że wykręcała twarz. Niektóre były z domieszką owoców, a nie każdy to przecież lubił. Dlatego Rodolphus, w kontraście do swoich wcześniejszych słów wypowiedzianych do Bellatrix, zadbał o to, by kupić coś, co jej naprawdę posmakuje. Dopiero wtedy, gdy dwie figurki, jedna wyraźnie mniejsza, ta dla niego, zostały zapakowane w kartoniki i torbę papierową. Zapłacił, chwycił ją i dał się poprowadzić do stoiska z lodami. On za nimi nie przepadał - nawet jeśli te się nie roztapiały. Czekoladę zje, cukierka też, ale lodów nie lubił. Sorbetów nie. Z jakiegoś powodu nie potrafiły przejść mu przez gardło, nawet gdy było tak ciepło, jak teraz.
- Wybierz sobie i nie ograniczaj się, a potem wrócimy po ten... Wazon - w duchu liczył na to, że ktoś już go kupił. W miejscach takich jak to rzadko kiedy mieli po kilka sztuk tego samego przedmiotu. Uśmiechał się jednak niewinnie, jakby w jego myślach nie trwała teraz walka o to, żeby po prostu szepnąć Trix kilka słów do ucha, które skłoniłyby ją do opuszczenia sabatu. Ale skoro chciała wazon, to go kupią. O ile będzie. Oby nie.
- Myślisz, że byś wytrzymała? - wyszeptał jej do ucha, przejeżdżając palcem po jej żuchwie. To był szept niezwykle lubieżny, sugestywny i używany wyłącznie wtedy, gdy Lestrange chciał sięgnąć po to, co mu się należało. Czemu teraz po niego sięgnął? Być może chciał tym odstraszyć Bellę, przypomnieć, że mimo iż jest dla niego całym światem, to on jako osoba był cholernie niebezpieczny. Szczególnie teraz, na tym etapie prac, które prowadził. To nie był dobry czas na zmiany, a ta drobna psychologiczna zagrywka tylko to uwydatniła.
- Mają - wrócił do siebie. Jego twarz znowu wyrażała uprzejme znudzenie, a ręka powędrowała do czarnych włosów, by zaczesać je w tył. Stalowe oczy wodziły po kramie w poszukiwaniu czego innego, ale szybko powrócił do figurki węża. - Weź co chcesz.
Zanim jednak to zrobiła, to zadbał o to, by wypytać sprzedawcę o to, co znajduje się w czekoladzie. Nie każda bowiem była mleczna - niektóre figurki miały elementy z czekolady gorzkiej tak bardzo, że wykręcała twarz. Niektóre były z domieszką owoców, a nie każdy to przecież lubił. Dlatego Rodolphus, w kontraście do swoich wcześniejszych słów wypowiedzianych do Bellatrix, zadbał o to, by kupić coś, co jej naprawdę posmakuje. Dopiero wtedy, gdy dwie figurki, jedna wyraźnie mniejsza, ta dla niego, zostały zapakowane w kartoniki i torbę papierową. Zapłacił, chwycił ją i dał się poprowadzić do stoiska z lodami. On za nimi nie przepadał - nawet jeśli te się nie roztapiały. Czekoladę zje, cukierka też, ale lodów nie lubił. Sorbetów nie. Z jakiegoś powodu nie potrafiły przejść mu przez gardło, nawet gdy było tak ciepło, jak teraz.
- Wybierz sobie i nie ograniczaj się, a potem wrócimy po ten... Wazon - w duchu liczył na to, że ktoś już go kupił. W miejscach takich jak to rzadko kiedy mieli po kilka sztuk tego samego przedmiotu. Uśmiechał się jednak niewinnie, jakby w jego myślach nie trwała teraz walka o to, żeby po prostu szepnąć Trix kilka słów do ucha, które skłoniłyby ją do opuszczenia sabatu. Ale skoro chciała wazon, to go kupią. O ile będzie. Oby nie.