Dostrzegła zmianę, jaka pojawiła się w jego uśmiechu. Podobała się jej. Widziała go w podobnym stanie wiele razy. W końcu nie była u jego boku jedynie ozdobą. Towarzyszyła mu również wtedy, kiedy mordował niewinnych, gdy razem wypełniali rozkazy Czarnego Pana. Nie spodziewała się jednak zobaczyć tego uśmiechu w miejscu, jak to. Musiała go na tyle poruszyć, że po niego sięgnął, i dobrze.
- Jeśli nie ja, to kto? - W jej oczach pojawił się błysk, po plecach przeszedł dreszcz, gdy dłonią przejechał po jej żuchwie, mimo, że było tu bardzo gorąco.
Dotarli już do tego stoiska z czekoladą, wybrała, co chciała. Mogli udać się po jej wymrzony wazonik. Oczywiście los miał inne plany. Co oni mieli z tymi dziećmi? Ostatnio ich prześladowały.
Jakaś płacząca kulka nieszczęścia podeszła właśnie do Rolpha i złapała go za rękę. Trixie nie znała tego dziecka. Nie wiedziała też, jak Rolph zareaguje na to, że dziewczynka postanowiła złapać go za rękę. - Wiesz kto to jest? - Szepnęła cicho, nie wypadało, żeby straszyła dzieciaka wśród tych wszystkich ludzi.
Wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewała. Mała poderwała się od Rolpha i podbiegła do niej. Nie zdążyła zareagować, a ta już się w nią wtulała. Mina Belli mówiła, co o tym wszystkim myśli. Zdecydowanie nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy, nie znosiła, kiedy ktoś obcy ją dotykał. - Znajdziemy twoją mamę. - Powiedziała raczej oschło i poklepała ją delikatnie po plecach, bo nie do końca wiedziała, co innego ma zrobić. Liczyła na to, że się uspokoi.