06.12.2023, 20:23 ✶
Gdy włożył na siebie wianek, patrzył akurat głęboko w błękitne oczy Camille Delacour i to właśnie ona pierwsza mogła dostrzec, jak mocno i raptownie rozszerzyły się jego źrenice. Przez kilkadziesiąt sekund wyglądał, jakby właśnie zassał solidną kreskę sproszkowanego szponu smoka, ale przecież pozostawał zupełnie trzeźwy, pal licho nikotynę i alkohol. Przeżywał właśnie na nowo najsłoneczniejsze dni swoich szczenięcych lat; jego umysł szczególnie uczepił się tego jednego, konkretnego wypadu nad rzekę, któremu przewodził Chester, i podczas którego przypadkiem prawie utopili Michaela.
- Oczywiście, niech Pani zostaje, gdzie Pani chce - wymamotał radośnie. - Dlaczego miałaby Pani nam przeszkadzać?
Z błogim uśmiechem spojrzał w bezchmurne niebo, odruchowo szukając po kieszeniach jakiegokolwiek papierosa. Kurwa, jacy oni beztroscy wtedy byli, pełni nadziei. Wtedy jeszcze nic złego nie zdążyło się wydarzyć, mieli przed sobą całą przyszłość, tak dużą i szeroką, że nie mieściła im się nawet w głowach. Nie było wtedy pracy, nie było małżeństwa, nie było dzieci i żadne z nich nie myślało o żadnej emeryturze, o dziedzictwie, o śmierci.
Poczuł napływające do oczu łzy, ale zamiast grzecznie je wymrugać, spojrzał na Chestera dziwnie rzewnym spojrzeniem. Przez chwilę wyglądał, jakby próbował coś powiedzieć, ale ostatecznie niczego nie wykrztusił. Trwał w zawieszeniu, z sekundy na sekundę nachylając się coraz bliżej ucha brata.
- Oczywiście, niech Pani zostaje, gdzie Pani chce - wymamotał radośnie. - Dlaczego miałaby Pani nam przeszkadzać?
Z błogim uśmiechem spojrzał w bezchmurne niebo, odruchowo szukając po kieszeniach jakiegokolwiek papierosa. Kurwa, jacy oni beztroscy wtedy byli, pełni nadziei. Wtedy jeszcze nic złego nie zdążyło się wydarzyć, mieli przed sobą całą przyszłość, tak dużą i szeroką, że nie mieściła im się nawet w głowach. Nie było wtedy pracy, nie było małżeństwa, nie było dzieci i żadne z nich nie myślało o żadnej emeryturze, o dziedzictwie, o śmierci.
Poczuł napływające do oczu łzy, ale zamiast grzecznie je wymrugać, spojrzał na Chestera dziwnie rzewnym spojrzeniem. Przez chwilę wyglądał, jakby próbował coś powiedzieć, ale ostatecznie niczego nie wykrztusił. Trwał w zawieszeniu, z sekundy na sekundę nachylając się coraz bliżej ucha brata.