07.12.2023, 00:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 00:17 przez Albert Rookwood.)
Nie mógł się nie uśmiechnąć, kiedy chłopak podał mu rękę. Uścisnął ją mocno i twardo nią potrząsnął, bo dalej pamiętał ojcowską naukę, że prawdziwy mężczyzna "martwej ryby" nie podaje. Rzadko miewał okazje na tak beztroskie spotkania ze świeżymi, młodymi mężczyznami, ale sprawiały mu one przyjemność na tyle wielką, że od samej obecności kolegi czuł się zdrowszy, bardziej swój i to niezależnie od tego, jak bardzo wyniszczony piciem i ćpaniem wydawał się Axel. Albert nie przejmował się takimi błahostkami.
– Nie wiem, czy którykolwiek z nas chciałby teraz otwierać swoje trzecie oko – powiedział żartobliwie, choć jego słowa w gruncie rzeczy były gorzkie jak wódka. Ah, wódka. – Ale strzelimy sobie po szociku. Nie!, po trzech. Dziwka i tak nikomu nie powie, jak rozpłaczesz się między jej udami.
Takoż stwierdziwszy, ruchem ręki przywołał kelnera, który wcale nie palił się do przybycia, ale ostatecznie przyjął jego zamówienie. Byłby może go zestrofował, byłby może przywołał go do porządku mocniejszym gestem, ale jego uwagę za bardzo przyciągnęły kolejne słowa Alexandra.
Wybuchnął głośnym śmiechem, w którym poza swawolą słychać było też mokre, chorobliwe rzężenie.
– Loretta...? – wykrztusił. – Nie wiedziałeś, że Loretta Lestrange jest zwykłą kurwą?
Zdruzgotany wyznaniem młodego chłopaka, zaciągnął się znowu dymem.
– Bym powiedział, że ci nie wierzę, ale ci wierzę, bo kiedyś robiłem to samo, co ty. Kiedyś, jak jeszcze miałem nadzieję. I, oczywiście, zawiodłem się, tak samo jak ty. – Uśmiechnął się do kelnera, który w międzyczasie postawił na środku stołu sześć szotów wysokoprocentowego wina ryżowego. Duszkiem opróżnił jeden z kieliszków. – Widzisz, bolesna prawda jest taka, że w tych czasach nie ma już dobrych kobiet. Nie próbuj ich gloryfikować, nie stawiaj ich na piedestale, nie poświęcaj się im. Nie są tego warte.
– Nie wiem, czy którykolwiek z nas chciałby teraz otwierać swoje trzecie oko – powiedział żartobliwie, choć jego słowa w gruncie rzeczy były gorzkie jak wódka. Ah, wódka. – Ale strzelimy sobie po szociku. Nie!, po trzech. Dziwka i tak nikomu nie powie, jak rozpłaczesz się między jej udami.
Takoż stwierdziwszy, ruchem ręki przywołał kelnera, który wcale nie palił się do przybycia, ale ostatecznie przyjął jego zamówienie. Byłby może go zestrofował, byłby może przywołał go do porządku mocniejszym gestem, ale jego uwagę za bardzo przyciągnęły kolejne słowa Alexandra.
Wybuchnął głośnym śmiechem, w którym poza swawolą słychać było też mokre, chorobliwe rzężenie.
– Loretta...? – wykrztusił. – Nie wiedziałeś, że Loretta Lestrange jest zwykłą kurwą?
Zdruzgotany wyznaniem młodego chłopaka, zaciągnął się znowu dymem.
– Bym powiedział, że ci nie wierzę, ale ci wierzę, bo kiedyś robiłem to samo, co ty. Kiedyś, jak jeszcze miałem nadzieję. I, oczywiście, zawiodłem się, tak samo jak ty. – Uśmiechnął się do kelnera, który w międzyczasie postawił na środku stołu sześć szotów wysokoprocentowego wina ryżowego. Duszkiem opróżnił jeden z kieliszków. – Widzisz, bolesna prawda jest taka, że w tych czasach nie ma już dobrych kobiet. Nie próbuj ich gloryfikować, nie stawiaj ich na piedestale, nie poświęcaj się im. Nie są tego warte.