Sytuacja zdecydowanie nie była dla niej komfortowa. Nie lubiła dzieci, do tego to było obce dziecko, nikogo z rodziny zaczęła się więc denerwować. Nie czuła się dobrze, kiedy te małe umorusane rączki ją dotykały. Rodolphus mógł to zauważyć. Jego słowa wcale nie wpłynęły na nią dobrze. Jesteś za miękka. Uderzyło to w jej ego, bardzo mocno. Ona była miękka? Nie skomentowała jeszcze tego, ale po jej minie mógł się domyślić, że będzie tylko gorzej. Nie ułatwiał tego wcale ten wianek, który miała na głowie. Który dodawał jej odwagi i jeszcze bardziej ją nakręcał do konfrontacji.
Dziewczynka wreszcie się od niej odkleiła. Na swoje nieszczęście postanowiła się odezwać. Wszystkie najgorsze obawy, które miała Trixie się spełniły. Był to brudny dzieciak, z mugolskiej rodziny. Odsunęła się o krok, zbladła. Była zirytowana całą tą sytuacją, zareagowała dosyć szybko, bo popchnęła tego dzieciaka w tłum z całej siły niby przypadkiem, licząc na to, że jeszcze bardziej się zgubi. - Ups- Powiedziała cicho, po czym ruszyła przed siebie, nie oglądając się za Rolphem. Była okropnie wkurwiona i nawet zielony wazonik nie będzie w stanie złagodzić jej gniewu. Szła przed siebie, nie widziała właściwie dokąd byleby odejść z tego miejsca, jak najszybciej. Nie spodziewała się, że sabat zamieni się dla niej w taką udrękę. Miała ochotę krzyczeć, tylko, że nie mogła tego zrobić. Dusiła więc w sobie całą tą złość. Zacisnęła zęby, lepiej, żeby teraz nikt jej nie denerwował.