Rolph zdecydowanie za późno pomyślał o tym, żeby nie denerwować panny Black. W jej oczach pojawiły się kurwiki, zdecydowanie bardzo szybko popsuł jej się humor, cały pozytywny nastrój tego święta przepadł. Nie zapomni pewnie nigdy tych słów. Jesteś za miękka. Powtarzała to sobie w duchu cały czas, skoro tak myślał, to zamierzała mu udowodnić, że bardzo się mylił. Kto, jak kto, ale ona nie należała do tych miękkich i powinien zdawać sobie z tego sprawę, najwyraźniej zbyt rzadko mu o tym przypominała. Może wreszcie się nauczy, że pewne słowa lepiej było przemilczeć i zostawić dla siebie.
Do jej uszu dotarły jeszcze słowa o tym, że żartował. No jasne, teraz to żartował, tylko gdy to mówił to wyglądał śmiertelnie poważnie. Na pewno w ten sposób się jej nie wytłumaczy, jeszcze bardziej ją to tłumaczenie rozwścieczyło. Miał ją za idiotkę? No tak, mogła się tego spodziewać. Bardzo śmieszny żart. Naprawdę.
Kiedy tak szła przed siebie, w sumie to prawie biegła odbiła się od jakiejś pary czarodziejów. - UWAŻAJ JAK LEZIESZ. - Wysyczała przez zęby do mężczyzny, o którego ramię się odbiła. Szła dalej, w ten tłum niczym taran. Czuła, że zaczyna się dusić, że musi opuścić to miejsce pełne ludzi, bo jeszcze krótka chwila, moment, a wybuchnie.
Słyszała krzyki narzeczonego, jednak ignorowała je teraz. Nie chciała, żeby się przed nią tłumaczył. Na to było już za późno, zdecydowanie za późno. Tyle, że też nie do końca wiedziała, gdzie powinna pójść, ludzi wokół niej nadal było pełno, a ona czuła się coraz bardziej nieswojo. Kilka łez popłynęło jej po policzku, bo była zirytowana, że nic się jej nie udaje, płakała z bezsilności nad swoim losem. Zwolniła też nieco kroku, kiedy przecierała dłonią policzek.