18.11.2022, 13:01 ✶
Londyński szum, popłoch i zewsząd dobiegające plotki były męczące. Lawirowanie pomiędzy Ministerstwem Magii, gdzie zajmowała stanowisko koronera, a Świętym Mungiem było codziennością, do której chociaż przywykła, to wciąż uznawała za niezmiernie irytującą. Była znacznie szczęśliwszym człowiekiem w momentach, w których była zajęta, jednak zajęcie to najlepszym było w ciszy i spokoju, w chłodnym pomieszczeniu kostnicy, gdzie jej jedynym towarzystwem były mniej lub bardziej rozkładające się zwłoki. Pospolite ruszenie wywołane wzmożoną aktywnością ze strony popleczników Voldemorta sprawiło, że szpital pękał w szwach. Z trudem udało się jej przebrnąć przez korytarz z gabinetem opiekuna tej placówki, aby zejść po schodach i trafić na kolejną wypełnioną przestrzeń, której mieszanina zapachów mogła przywołać ból głowy. Westchnęła bezgłośnie, zaciskając smukłe palce na czarnym materiale przewieszonej przez ramię torebki. Jej twarz nie zdradzała w zasadzie niczego, chociaż w stalowoniebieskich tęczówkach malował się błysk poirytowana. Nie lubiła, gdy ktoś naruszał jej przestrzeń osobistą, a tu co chwilę ktoś ją trącił, popchnął czy wpadł, biegnąc w którąś ze stron; czy to uzdrowiciel, czy to pacjent, czy ktoś z magicznej policji, badając kolejną ze spraw. Dawno by stąd wyszła, ale obiecała odwiedzić kostnicę, aby spojrzeć na jednego z delikwentów swoim profesjonalnym okiem. Musiała się zgodzić, tego wymagała kultura i nazwisko, a ostatnie co chciała zrobić, to odmawiać wyżej postawionym od siebie, nawet jeśli byli tylko starym i zaniedbanym gburem. Zacisnęła usta, wracając myślami do rzeczywistości i popchnięta kolejny raz (Merlin jej świadkiem, że gdyby miała lepsze predyspozycje środowiskowe, to sama pchnęłaby owego jegomościa tak, że potrzebowałby konsultacji medycznej) tym razem ona na kogoś wpadła. Zaklęła w duchu siarczyście i to tak, jak damie wcale nie wypada. - Przepraszam. Nic się Panu nie stało? - zapytała głosem z nutą udawanej troski i przejęcia, odszukując spojrzeniem ofiary swoich — wymuszonych — działań. Przesunęła się jednocześnie najbliżej ściany, aby pędzona czarownica z dzieckiem na rękach przypadkiem jej nie wywaliła. Czy Ci wszyscy ludzie nie zdawali sobie sprawy, że pośpiech jest jednym z największych popleczników diabła i przyczyną większości wypadków oraz katastrof? Po przymknięciu na chwilę powiek, obdarzyła swojego przypadkowego rozmówce pociągłym spojrzeniem, a wewnątrz jej czaszki rozbrzmiał głos sugerujący, że istniała szansa, że spotkała go już wcześniej?