Bella powstrzymywała się od tego, żeby nie wybuchnąć płaczem. Te kilka łez, które spłynęło jej po policzku to był chwilowy moment zwątpienia. Bała się, że to spowoduje, że Rolph upewni się tylko w tym, że jest miękka, a tego zdecydowanie nie chciała.
Udało mu się ją dogonić. Złapał ją w momencie, w którym wyładowywała swoją złość na jakichś obcych ludziach. Nie miała możliwości, żeby uciec dalej, bo jego ramiona oplotły jej drobne ciało tak, że nie mogła mu się wymknąć.
Mógł poczuć szybkie bicie jej serca, nie próbowała z nim walczyć, czuła, że jest coraz bardziej bezsilna. Jego bliskość wcale tego nie ułatwiała, bo była na niego zła, tyle, że jej ciało wcale o tym nie przypominało. Miała ochotę sie po prostu przytulić i jakoś to przetrawić, ale byłaby to ujma na jej honorze.
- Tak, zwal wszystko na te dzieci. - Być może ostatnio nieco ich prześladowały, jednak najprościej było winić wszystkich obok, tylko nie samego siebie. Zauważyła, że drży, nie wiedziała jednak dlaczego, słowa które wypowiedział tak lekko sprawiły jej ogromną przykrość, czym się teraz przejmował? Na to było już trochę za późno. Mleko się rozlało.
- Naprawdę, myślisz, że to coś zmieni? - Nie miała ochoty się nad nim znęcać, musiała to przetrawić, najlepiej jak najdalej stąd, bo źle na nią zaczynał działać tłum ludzi, który znajdował się obok.
- Zabierz mnie do domu. - Nie chciała już tu dłużej być, zależało jej na tym, żeby jak najszybciej opuścić to miejsce pełne szlam i innych wątpliwych osobistości. Co miała na myśli mówiąc dom? Sama do końca nie wiedziała, bo ostatnio żyła trochę u rodziców, trochę u niego, co wcale nie ułatwiało jej prośby.