07.12.2023, 13:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 00:17 przez Albert Rookwood.)
Podejrzliwie spojrzał na zmieniający się wyraz twarzy Axela tuż przed tym, jak chłopak wyjechał na plac boju z co najmniej niedelikatną tyradą. Gdy ją wygłaszał, Albert patrzył mu spokojnie w oczy i słuchał uważnie, samemu podpierając głowę na opartej o blat ręce. Młody miał w sobie naprawdę dużo wielkich emocji, ale czy faktycznie były słuszne? Czy rzeczywiście były warte użerania się z nimi? Zresztą – może od samego pierdolenia zrobi mu się lżej na sercu, więc niech sobie popierdoli.
Gdy młody zreflektował się i opadł na krzesło, uśmiechnął się do niego lekko. Szczerze rozbawiło go to, jak szybko się pohamował i jak szybko sam się upomniał za poniekąd niestosowne zachowanie. Albertowi brakowało sztywności i pedanterii jego starszego brata, więc nie uznał bardziej dynamicznej wypowiedzi za przejaw braku szacunku, raczej za rozrywkową szczerość, ale jakże mu pochlebiły te nieme, nadgorliwe przeprosiny.
– Facet głupieje od zapachu pizdy, historia stara jak świat – mruknął, znów wkładając papierosa do ust. – Nie wiem, czy patologię można nazwać świętością, ale zanotuję, żeby w poniedziałek nosić ze sobą wyłącznie najtańsze fajki. Dzięki.
Osuszył kolejny kieliszek i chwilę milczał, popijając alkohol chłodną wodą. Rozglądał się przy tym po sali ze złośliwym błyskiem w oku — czekał cierpliwie, aż nieuprzejmemu kelnerowi podwinie się noga. Nie chciał tego przegapić, chciał być świadkiem wszelkich niedogodności, które go spotkają. Zaśmiał się bezczelnie, kiedy ciało nareszcie uderzyło o podłogę. Alexander nie zawodził.
– Jaki pojedynek? – zapytał sucho, przenosząc wzrok na zapadniętą twarz chłopaka. – Na chuja Merlina, czy ty...? Kogoś dla niej?
Gdy młody zreflektował się i opadł na krzesło, uśmiechnął się do niego lekko. Szczerze rozbawiło go to, jak szybko się pohamował i jak szybko sam się upomniał za poniekąd niestosowne zachowanie. Albertowi brakowało sztywności i pedanterii jego starszego brata, więc nie uznał bardziej dynamicznej wypowiedzi za przejaw braku szacunku, raczej za rozrywkową szczerość, ale jakże mu pochlebiły te nieme, nadgorliwe przeprosiny.
– Facet głupieje od zapachu pizdy, historia stara jak świat – mruknął, znów wkładając papierosa do ust. – Nie wiem, czy patologię można nazwać świętością, ale zanotuję, żeby w poniedziałek nosić ze sobą wyłącznie najtańsze fajki. Dzięki.
Osuszył kolejny kieliszek i chwilę milczał, popijając alkohol chłodną wodą. Rozglądał się przy tym po sali ze złośliwym błyskiem w oku — czekał cierpliwie, aż nieuprzejmemu kelnerowi podwinie się noga. Nie chciał tego przegapić, chciał być świadkiem wszelkich niedogodności, które go spotkają. Zaśmiał się bezczelnie, kiedy ciało nareszcie uderzyło o podłogę. Alexander nie zawodził.
– Jaki pojedynek? – zapytał sucho, przenosząc wzrok na zapadniętą twarz chłopaka. – Na chuja Merlina, czy ty...? Kogoś dla niej?