07.12.2023, 19:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2023, 19:19 przez Albert Rookwood.)
Z trudem powstrzymał się od śmiechu w nieodpowiednim momencie. Alexander nie jest teraz sobą? Oczywiście, oczywiście. Sobą się jest tylko wtedy, kiedy postępuje się godnie i dostojnie. Jakkolwiek bawiło go podobne podejście, w myślach przyznał, że nie powinien być taki surowy. Każdy mężczyzna musi przejść w życiu przez takie rozczarowanie, każdy mężczyzna musi mieć się czego wstydzić, bo inaczej skończy jako ktoś ze stalowym kijem w dupie, niewyjmowalnym jak jebany Ekskalibur.
Czysto retoryczne pytanie Axela zaskakująco mocno go uderzyło, bo każda nasuwająca mu się odpowiedź na nie ostatecznie okazywała się wyjątkowo nieprzyjemna. Co właściwie robił przez ostatni miesiąc? Zaciągnął się dymem i wbił wzrok we wietnamskie napisy na plakatach, którymi udekorowana była ściana za chłopakiem. Patrzył na nie na tyle intensywnie, jakby faktycznie próbował je czytać.
– Ah, chodzi o ten pojedynek między Louvianem i Nottem. Nie wierzyłem, że naprawdę odstawili taką pokazówkę dla publicznego ustalenia stopnia przeorania pizdy Loretty. Myślałem, że to tylko plotki. I że to ty odpierdoliłeś coś we własnym zakresie. Coś znacznie bardziej... ponurego. – Zgasił peta w prowizorycznej popielniczce z naczynka na sos sojowy. – Jeśli mam być szczery, to już zdążyłem się podekscytować.
Bezceremonialnie wypił trzeciego szota i westchnął z jakąś taką melancholią. Dalej kontemplował wszystkie te kłótnie, wszystkie te bzdury, na które zmarnował lipiec. Powinien nareszcie spotkać się z synem, nie widzieli się od czasu jego... próby samobójczej, w której autentyczność dalej tak bardzo chciał wątpić, ale nie był w stanie.
– Wiesz co, te szoty zupełnie mi nie siadły. Masz może ze sobą coś bardziej rozrywkowego? – zapytał z szelmowskim uśmiechem, posyłając znaczące spojrzenie w kierunku drzwi do toalety. Okazywało się, że jednak nie wybrał tego stolika ze względu na troskę o czystość podłogi pustawego lokalu.
Czysto retoryczne pytanie Axela zaskakująco mocno go uderzyło, bo każda nasuwająca mu się odpowiedź na nie ostatecznie okazywała się wyjątkowo nieprzyjemna. Co właściwie robił przez ostatni miesiąc? Zaciągnął się dymem i wbił wzrok we wietnamskie napisy na plakatach, którymi udekorowana była ściana za chłopakiem. Patrzył na nie na tyle intensywnie, jakby faktycznie próbował je czytać.
– Ah, chodzi o ten pojedynek między Louvianem i Nottem. Nie wierzyłem, że naprawdę odstawili taką pokazówkę dla publicznego ustalenia stopnia przeorania pizdy Loretty. Myślałem, że to tylko plotki. I że to ty odpierdoliłeś coś we własnym zakresie. Coś znacznie bardziej... ponurego. – Zgasił peta w prowizorycznej popielniczce z naczynka na sos sojowy. – Jeśli mam być szczery, to już zdążyłem się podekscytować.
Bezceremonialnie wypił trzeciego szota i westchnął z jakąś taką melancholią. Dalej kontemplował wszystkie te kłótnie, wszystkie te bzdury, na które zmarnował lipiec. Powinien nareszcie spotkać się z synem, nie widzieli się od czasu jego... próby samobójczej, w której autentyczność dalej tak bardzo chciał wątpić, ale nie był w stanie.
– Wiesz co, te szoty zupełnie mi nie siadły. Masz może ze sobą coś bardziej rozrywkowego? – zapytał z szelmowskim uśmiechem, posyłając znaczące spojrzenie w kierunku drzwi do toalety. Okazywało się, że jednak nie wybrał tego stolika ze względu na troskę o czystość podłogi pustawego lokalu.