Cóż, projektantem na pewno był niezłym. Zresztą Victoria miała w domu w swojej wielkiej szafie sukienki, które wyszły spod jego ręki – choć nie ograniczała się tylko go jego wizji i kunsztu. Nie odjęłaby mu na pewno wyobraźni, kreatywności, drygu i wyczucia. I chyba tylko dlatego tutaj dzisiaj była. Bo tak naprawdę to co miała do stracenia?
Nie przejęła się tym, że ją zbył, że odpowiedział wymijająco, bo najpewniej mało go obchodziły jakieś tam kwiatki. Pewnie zdjęcie było wystarczające, by się odpowiednio wczuć w sytuację. Nie planowała z tym polemizować, bo o ile lubiła, jeśli jej zdanie było na wierzchu, to ta kwestia obchodziła ją zbyt mało, by faktycznie miała się tym jakkolwiek przejąć. To w końcu była jego sprawa, a nie byli sobie na tyle bliscy, by mogła chcieć mu pokazać jak wiele traci w swoim zacietrzewieniu.
– Cóż, na pewno to coś, co będzie się wybijać. Zwłaszcza w obecnych czasach skupienie się na osobach może przynieść wiele rozgłosu – zwłaszcza jeśli będą to jednostki rozpoznawalne. Ludzie potrzebowali czymś żyć, o czymś rozmawiać, potrzebowali oddechu od tragedii jaka miała miejsce w maju, o ciągłego życia w zagrożeniu. Taka próżna sprawa, jak pokaz mody, i wyłuskanie w tym „bohaterek” mogło dać ludziom odrobinę wytchnienia. – Hmm… Możemy. Chociaż nie wiem czy któraś z nich jest dla mnie odpowiednia – obie były piękne, nawet ta niedokończona, i chociaż pewnie w obu wyglądałaby dobrze, to miała wątpliwość, czy któraś z tych dwóch w ogóle się do niej nadaje. Tak po prawdzie po chłodzie jaki sobą roztaczała, po tym jak weszła do Limbo i z niego wróciła, bliżej jej było do „śmierci”. Nocy, mroku, ciemności, niż spokoju oceanu czy pasji ognia. Z opowieści Christophera, według Victorii, jeśli już to chyba najlepiej pasowałaby do niej melancholia. Zaduma. Ale taka, która gdzieś tam miała nadzieję na światło. Pytanie też, czy nie będą mu przeszkadzały jej blizny. Jeśli o Victorię chodziło, to wolałaby ich nie pokazywać, ale może Rosier miałby swoją wizję i uznałby, że to świetny materiał na „pokazanie emocji modelki”. I westchnęła. – Poza tym… Powinnam ci chyba powiedzieć. Mam… hmm… – podciągnęła rękaw na lewej ręce, by pokazać Chrisowi wierzch dłoni, gdzie srebrzyły się cieniutkie blizny (heh, nie wątpiła, że byłby to w stanie wykorzystać jako część kreacji) i przedramię z jednym niedużym śladem po wbitym tam nożu. Cud, że to uderzenie nie uszkodziło jej nerwów, ale medycy z Munga na pewno i to byliby w stanie poskładać. – Mam jeszcze jedną na plecach. Nie wiem czy to ci nie psuje planów – nie wiedziała jaki miał do tego stosunek, ale wolała żeby mieli tutaj jasność i nie było zdziwienia.
– Geraldine jest wysoka, jestem pewna, że świetnie będzie się prezentować w każdej sukni – dodała. No i była pewna, że będzie w stanie się dobrze poruszać, nie była niezdarna w przeciwieństwie do… – Przyznam ci szczerze, że nie mam pojęcia. Ze szkoły to ja ją ledwo pamiętam i nie rozglądałam się za dziewczynami – uśmiechnęła się lekko. Za chłopcami też niespecjalnie się wtedy rozglądała, ale nie o to chodziło w ogóle. Była bardziej zajęta nauką niż tym, że ktoś był niezdarą, z której zapewne śmiał się tłumek. – Ale pewnie masz rację – Sarah była kilka roczników niżej od niej, więc zwyczajnie mogła tego nie pamiętać, tym bardziej jeśli ją to mało obchodziło. – Nie wiem kogo innego bym ci mogła podsunąć – przyznała ostatecznie, bo pamiętała, że szukali niezamężnych kobiet, więc sporo tutaj odpadało. Odrzuciła też te kobiety ze swojego otoczenia, co do których wiedziała, że nie chciałyby stać na świeczniku i robić wokół siebie szumu.