07.12.2023, 22:22 ✶
Taaa... Potrzebowałem uchodzić za normalnego, uśmiechniętego, jak gdyby nigdy nic, żywego i przykałdnego obywatela czarodziejskiej społeczności. Nie przepadałem za tłumami, a te tu to jakaś paranoja była. Pełno hałasu - podniesionych rozmów, krzyków dzieci, jakieś pierdolnięte melodyjki, nadające się do niszczenia umysłów, a nie do zabawy. Pełno zapachów - pewnie byłbym zadowolony, bo uwielbiałem jeść, ale tu się zapiekane mieszało z obrzydliwie słodkim, a jeszcze machnąłem ręką by odbić spierdalającą komuś, czekoladową żabę. Mało co nie walnęła w Persephonę, a tego to już bym nie zniósł i dzieciaka bym zgniótł jak robaka, a publicznie to tak nie za bardzo wypadało, więc tylko uśmiechnąłem się nieco. Niech se popierdala mały grubas za tę żabą. Fajna super zabawa. Może trochę schudnie po drodze.
Persephona wpatrywała się we mnie jak w obrazek taki... droższy obrazek za parę tysięcy galeonów, o ile nie więcej. Taki ze złotą ramą i wszelkimi bajerami, jakie można sobie wymarzyć. Nie powiem, trochę mi to schlebiało, ale trochę też mnie dekoncentrowało i wprawiało w drobne wyrzuty sumienia, że ją na tyle czasu zostawiłem samą. Cóż, sam tego dobrze nie znosiłem i najchętniej to jednak aportowałbym się z nią z powrotem do domu, ale... WIANKI! ŁIII! WIANKI! KOCHAŁEM TAK BARDZO WIANKI, że wcale. Będę wyglądał jak przerośnięty kretyn w tym, ale zauważyłem bystro, że nie będę najwyższym debilem z wiankiem na głowie.
- Zjadłbym coś - stwierdziłem do Persephonki, tak nieco pochylając się w jej kierunku. Zapewne by to usłyszała, nawet gdybym normalnie to powiedział, bo nie odsuwaliśmy się od siebie nawet o milimetr, niemalże wzajemnie się depcząc, ale po tych latach małżeństwach, pomimo prawie trzyletniej nieobecności, mieliśmy takie sprawy w jednym paluszku. Gdybym postanowił splunąć, Pers by wiedziała, w którym kierunku to zrobię. Albo na kogo.
- Czy ja wyglądam w tym wianku jak cnotka-niewydymka? - zapytałem małżonki z ciekawością, wcale nie odstępując jej na krok. W pierwszej chwili chciałem, ale potem pomyślałem, że jakaś menda mogłaby się ośmielić mi ją gdzieś porwać, a jak będę ją obejmował, to będzie w najbezpieczniejszych ramionach na świecie. - Co sądzisz? - zapytałem jej i zdjąłem na moment ten wianek, na krótką chwilę, by zobaczyć co to za badziewie miałem na głowie. Zapach nieco sam przez się mówił, ale chciałem zobaczyć to na własne oczy raz jeszcze badawczym okiem.
!wianki
Persephona wpatrywała się we mnie jak w obrazek taki... droższy obrazek za parę tysięcy galeonów, o ile nie więcej. Taki ze złotą ramą i wszelkimi bajerami, jakie można sobie wymarzyć. Nie powiem, trochę mi to schlebiało, ale trochę też mnie dekoncentrowało i wprawiało w drobne wyrzuty sumienia, że ją na tyle czasu zostawiłem samą. Cóż, sam tego dobrze nie znosiłem i najchętniej to jednak aportowałbym się z nią z powrotem do domu, ale... WIANKI! ŁIII! WIANKI! KOCHAŁEM TAK BARDZO WIANKI, że wcale. Będę wyglądał jak przerośnięty kretyn w tym, ale zauważyłem bystro, że nie będę najwyższym debilem z wiankiem na głowie.
- Zjadłbym coś - stwierdziłem do Persephonki, tak nieco pochylając się w jej kierunku. Zapewne by to usłyszała, nawet gdybym normalnie to powiedział, bo nie odsuwaliśmy się od siebie nawet o milimetr, niemalże wzajemnie się depcząc, ale po tych latach małżeństwach, pomimo prawie trzyletniej nieobecności, mieliśmy takie sprawy w jednym paluszku. Gdybym postanowił splunąć, Pers by wiedziała, w którym kierunku to zrobię. Albo na kogo.
- Czy ja wyglądam w tym wianku jak cnotka-niewydymka? - zapytałem małżonki z ciekawością, wcale nie odstępując jej na krok. W pierwszej chwili chciałem, ale potem pomyślałem, że jakaś menda mogłaby się ośmielić mi ją gdzieś porwać, a jak będę ją obejmował, to będzie w najbezpieczniejszych ramionach na świecie. - Co sądzisz? - zapytałem jej i zdjąłem na moment ten wianek, na krótką chwilę, by zobaczyć co to za badziewie miałem na głowie. Zapach nieco sam przez się mówił, ale chciałem zobaczyć to na własne oczy raz jeszcze badawczym okiem.
!wianki